wino, kabaret i narty

December 8th, 2009

Zacznę w kolejności:
Piątek.
Festiwal kabaretu trwa w najlepsze. Poszliśmy ze znajomymi, w sumie we czwórkę – my i Ślusarze. Jak to ze Ślusarami bywa, choć człowiek umówi 15 minut przed, choć Daniel obiecuje, że będzie na czas, to z reguły tak nie jest. Ustawieni byliśmy na 17:45, wyszło jak zawsze – o 18-tej oddawałem kurtki w szatni. Na auli UZ-tu już się kłębi, ludzi huk. Siadamy w ostatnim rzędzie, mi to nie przeszkadza – widok dobry nikt nie zasłania. Ślusarowi przeszkadza – lekko ślepawy jest, więc szukamy jakiegoś miejsca bliżej. Na szczęście znajduje się samo: dziewczyna kolegi z pracy (pozdrowienia!), działająca z ramienia organizatora znajduje nam miejsca mniej więcej w połowie sali. Rozpłaszczamy się wygodnie i czekamy na widowisko. Po kolei mają wystąpić: Kwartet okazjonalny, Noł Nejm, Dno. Jeszcze tylko gadka-szmatka prowadzących i zaczyna się. Kwartet to tak naprawdę trio, ale jako, że do jednego z numerów werbują kogoś z publiki – stąd też nazwa. Skecze fajne, w tonacji muzyczno-śpiewanej – najbardziej zapamiętałem dwa: B52 (dla mnie najśmieszniejszy), oraz historię powstania pewnego utworu muzycznego. Podkład więc dobry. Teraz na scenę wkracza Noł Nejm – dwójka młodych artystów. Dają czadu! Gęba mi się cieszy mocno, leją się wręcz łzy szczęścia i radości. Ze śmiechu oczywiście! Skecz o PKP po prostu rozkłada na łopatki, inne też są mocne. Po prostu zdziera papę z dachu! O! Na finał występuje kabaret DNO. Też jest śmiesznie, ale nie aż tak, zwłaszcza ze któryś z numerów już widziałem. Podsumowując wspaniały wieczór: dobre 3 godziny zabawy, śmiechu i radości – wspaniała odskocznia po tygodniu pracy.
Sobota
Jedziemy do Gubina. Niby 60 km, ale miesiąc nie byliśmy – egzamin na nauczyciela mianowanego kilka dni nam z życia wydarł. Nadrzędnym celem było zrobienie porządku z butlami wina, które nastawione zostały latem. Trochę się narobiłem: ściągnąć wino, przygotować butelki, rozlać, zakorkować, posprzątać, uff… Z większej butli wyszło 10 butelek 0,7l. Z drugiej niestety chyba nic nie wyjdzie: owoce trochę ze długo siedziały w butli – na nieszczęście wdarło się też tam paręnaście pestek – i zamiast pięknego bukietu trąci trochę pestką. Zlałem ów specyfik póki co do mniejszej butli, dodałem odrobinę cukru (to co wyszło jest mocno wytrawne) i chcę jeszcze jakiś czas poczekać.
Drugie zadanie jakie tego dnia na mnie czekało to narty: na lato ślizg został zabezpieczony woskiem przed utlenianiem się, teraz przyszła pora na proces odwrotny. Znów namordowałem się, prawie godzinę zajęło mi ściągniecie całego wosku z dwóch par nart. Sezon zbliża się wielkimi krokami, choć póki co śniegu jak na lekarstwo. Czechy w błocie i deszczu, o warunkach u nas lepiej nie wspominać. Na weekend ma zacząć padać, zobaczymy ile tego będzie. Mrozu nawet nie ma, więc blado to widzę. Zapowiada się trudna zima dla narciarzy. Obym się mylił. Z nart więc póki co zostaje oglądanie zawodów FIS WC na eurosporcie – nasze stacje uparły się na skoczków. Na weekend faceci jeździli w Beaver Creek, kobity w Lake Louise – tydzień temu było odwrotnie. Załapałem się głównie na sobotnie zjazdy, oraz giganta panów w niedzielę. Zjazd ogląda się miło, pędzący ponad 120 km/h zawodnicy robią wrażenie. Bode Miller jak zwykle ubarwił swoim przejazdem całą imprezę – jechał mówiąc kolokwialnie na maxa: tnąc bramki, tracąc równowagę ale się nie wywracając, fruwając i skręcając w powietrzu. Z chęcią podałbym linka do jego przejazdu ale nigdzie nie znalazłem. Było na co popatrzeć – sztuka balansu najwyższej próby, wynik również świetny: 4-te miejsce w klasyfikacji. Wszystkich jednak przebił młody szwajcar Carlo Janka – wygrał wszystkie 3 konkurencje, które odbyły się na weekend. Szok! W piątek kombinację, sobotę zjazd i w niedzielę giganta. Dziś słyszałem w tv, że taka sztuka ostatni raz udała się 40 lat temu jakiemuś francuzowi. Wielki szacun dla Carlo Janki, facet dopiero ma 23 lata a pokazał pazury. Nawet wielcy zjazdu: Cuche i Svindal musieli uznać wyższość młodziaka, co prawda stracili setne sekundy: odpowiednio 0,02s i 0,04s to jednak byli gorsi.
Niedziela
W ten dzień raczej odpoczywałem i oglądałem giganta mężczyzn: pierwszy przejazd jeszcze w Gubinie drugi już w ZG. Ciekawostką była wywrotka francuza Fanary, nic się w sumie facetowi nie stało, ale wyglądało to dosyć groźnie. Zresztą poniżej widać wszystko – wypadek jest tak cirka w połowie. Taki to już jest ten sport: przyjemny ale i ryzykowny.

Be Sociable, Share!

Categories: Living, Narty, Różne | Tags: ,

1 Comment

  1. wink

    Wino i narty ? Wyłącznie w umiarkowanej ilości ;)

Leave a comment