Zastal vs AZS Warszawa

January 5th, 2012

Od jakiegoś czasu zrobiłem się fanem koszykówki. Tej naszej zielonogórskiej, tej którą mogę zobaczyć na żywo i kibicować. Bo oglądanie w TV to nie to samo. Emocje nieporównywalne. Ale nie ma co się rozpisywać – ten kto był na żywo na takiej imprezie ten wie o co biega. Dziś nasi grali z AZS-em ze stolicy. Oj Warszawka cienko przędzie w kosza. Pani Hania mogłaby grosza kopsnąć jakiegoś grosika drużyna i zmotywować chłopaków do gry. Obawa była, że mecz w ogóle się nie odbędzie z powodów finansowych, jednak jakoś udało się ekipie z Warszawy dotrzeć i rozegrać spotkanie. Zastal dominował na parkiecie praktycznie przez cały mecz, w 3 kwarcie nasze chłopaki trochę się zagubili, jednakże szybko przyszło otrzeźwienie i opamiętanie. Ba! Przeciwnikom udało doprowadzić się do remisu w pewnym momencie było fifty:fifty, jednakże trener wykonał kilka roszad na parkiecie i znów zdobyliśmy przewagę, której nie oddaliśmy do końca spotkania. W czwartej części meczu do głosu treneiro dopuścił drugi granitur: zagrali Matczak oraz oba Chodkiewicze, natomiast Walter Hodge był w dniu dzisiejszym mało eksploatowany – wydaje mi się, że łącznie nie zagrał więcej niż kilka minut. Nie był to więc mecz gwiazd, ale cieszy kolejne zwycięstwo. I oby tak dalej. Może jakoś uda się uzyskać awans do Play-off. Czego chłopakom z drużyny, kibicom oraz sobie życzę. O!

Categories: sport | Tags: , | No Comments

Łapa w parafinie, futomaki na talerzu

February 26th, 2011

Łykend w trakcie. Zaczęty już w piątek, umówiona wizyta w gabinecie kosmetycznym. Cel: Manicure z parafiną. Zabieg dostałem jako prezent na gwiazdkę – sam pewnie nigdy bym się nie zdecydował. Lekko więc spłoszony poszedłem. Całe szczęście, że ogród-spa to mały przyjemny gabinet, gdzie dwie Panie to cały personel. Szefowa zajmowała się masowaniem kogoś, ja trafiłem do Pani nr 2. Było miło i przyjemnie, oczywiście na początek trochę konsternacja, ktoś dobiera się do moich rąk, ale potem już poszło z górki. I tak: był peeling, piłowanko i szlifowanie paznokci, następnie jakieś kremy i kremiki a na koniec parafina na dłonie. Zabieg polegał na włożeniu ręki do takiej większej frytkownicy (tak mi się kojarzy gdyż posiadam podobny przyrząd do smażenia frytek) z płynną parafiną, potem nastąpiło zawinięcie obu łapek w folie i siup do specjalnych rękawic na 3 zdrowaśki – znaczy 20 minut. Na tym koniec zabiegu, 1,5h cirka i domu. Moje ręce są jak nowe: nawilżone, wypacykowane, wypiłowane – cudo!
Sobota. Zaczęta spacerem, pogoda dopisywała i zrobiliśmy z żoną wycieczkę na kilka kilosów. Kolejny punkt w programie to mecz koszykówki: Zastal vs. Polonia. Oczywiście z dwoma Ślusarzami: seniorem i Danielem. Ślusar jak zwykle spóźniony, ciągle zachodzę w głowę jak koleś może prowadzić firmę i umawiać się z klientami. Tym razem mieliśmy bilety na inny sektor niż zwykle – z reguły gdy weźmiemy się za kupno to zostają miejsca za koszem, natomiast dziś oglądaliśmy mecz z boku i to z najniższego sektora, akcja rozgrywała się 3 metry od nas. Trochę dziwne uczucie na początku, ale potem, kiedy oko przywykło super się oglądało; jedyny minusik to brak widoku na główną tablicę (siedzieliśmy plecami do niej), przez co nie było wiadomo kto ile zdobył punktów. Był to pierwszy mecz zastalu pod wodzą nowego trenera – Tomasza Jankowskiego. Zastalowcy roznieśli w pył Polonię Warszawa, wygrywając wysoko ponad 25-ma punktami. Piękne widowisko i w końcu wygrana Zastalu Zielona Góra – jest szansa, że uda się jednak zakwalifikować do fazy play-off. Trzymam kciuki.
A na wieczór Futomaki i inne maki. Miesiąc temu na darmocha24.pl zakupiliśmy zestaw Toro w Sushi barze Nigiri. Zamiast 85 plnów zapłaciłem 39. Cena jak za zestaw ok, za 85 bym nie poszedł, oceniam bo już jestem po. Jedzenie smaczne, z pałeczkami mieliśmy problemy (czy Chińczycy nie mogli zmajstrować chociaż drewnianych widelców…?) , ale koniec końców udało uporać się z całym inwentarzem. W sumie było tego 21 szt.: 3 gatunki futomaki (każdego po 5 szt.), oraz 6 maki. Nie była to duża pizza w Giocondzie, ale pojadłem – może dlatego, że żona zjadła tylko 4 krążki, resztę wchłonąłem ja. I tyle, wieczorem może jeszcze jakiś film lub inne widowisko sportowe, a jutro w planach siłownia, może jeszcze trafi się basen i sauna, ogólnie raczej na sportowo.

Categories: Living, sport | Tags: , , | No Comments

Sport to zdrowie

November 25th, 2007

Tak mówi powiedzenie, podobnoż to prawda. Tylko nikt nigdy nie precyzował o jaki sport chodzi: no bo czy oglądanie meczu z browarem w łapie i michą czipsów to też sport? A może danie po pysku w niedzielę rano po dyskotece kolesiowi ze stolika obok, który “nie tak się patrzył” to też forma sportu? Jak widać powiedzonko wymaga doprecyzowania. Ja w każdym razie koniec weekendu miałem sportowy: w sobotę był mecz koszykówki – tzw. hit kolejki. Grał lider tabeli czyli Zastal Zielona Góra z wiceliderem: Sokołem Łańcut. Mecz do trzeciej kwarty był wyrównany, w ostatniej nasi odeszli trochę rywalowi, zapewniając sobie zwycięstwo. Ogólnie fajnie widowisko, a 16 PLN, to nie jest to jakaś znacząca kwota. Minusik całego spektaklu to taki, iż jak się przychodzi “za 3 dwunasta” to niestety ale się stoi …

A w niedzielę dalsza część sportowych zmagań, tym razem aktywna. Jako że zbliża się sezon narciarski, a mój “główny mięsień” usytuowany nad pasem rozrósł się dosyć pokaźnie, postanowiłem zrobić z tym jakiś porządek. Dziś postanowiłem zacząć. Na początek poszedł rowerek – tak się składa, że mamy trenażer w domu, pokręciłem więc trochę spoglądając w TVN. Pierwsze 15 km za mną. Uff… Trochę jednak odwykłem od pedałowania. Miejmy nadzieję iż nie był to ostatni raz w tym roku. Oczywiście to nie koniec, wieczorkiem dopadłem się do sztangielek, trochę wyciskania, trochę unoszenia, tutaj w sumie bardziej chodziło o rozciągnięcie kilku partii mięśni, ale ogólnie ruch w dobrą stronę. Mam również nadzieję iż uda się przynajmniej raz w tygodniu wygospodarować trochę czasu i na to. Schwarzenegger’em to ja raczej nie będę, a i nie zamierzam, ale trochę gimnastyki przyda się, zwłaszcza że jedyny ruch to droga do roboty i z roboty – razem ok. 1h w dwie strony. No więc: w zdrowym ciele, zdrowy duch, jak mawia… ech, za dużo tych powiedzonek, do roboty!

Categories: Różne | Tags: , , | No Comments