Weekend z toyotą

August 9th, 2009

Sobota:

W sumie pod autem. No może nie dosłownie pod, tylko obok – tak czy siak bawiłem się w mechaniora. Do wymiany był przegub kulowy przedniego wahacza. Coś w zawieszeniu puka, po diagnozie padło więc na wymianę ustrojstwa. Sama część cenowo nie najgorzej – 52 PLNy, tyle że wymiana we własnym zakresie. No więc w sobotę zaczęło się, najpierw przygotowania: toyota na podnośnik, potem ściągnięcie koła. Potem śrubki – 3 z dołu to był pikuś, gorzej z górną nakrętką która przytrzymywała sworzeń. 19-ka oczkowa wygięta nie wchodzi – za mało miejsca, klucz płaski również do dupy: przy ataku za pomocą dźwigni (czytaj: rurki służącej jako przedłużenie ramienia i zwielokrotnienia siły) rozchyla się i obraca wokół. Jedyna opcja kupić oczkową niewygiętą 19-kę i przy jej pomocy próbować odkręcić paskudną nakrętkę. Wycieczka do sklepu: jest już po 16-tej więc w sumie marne szanse na dostanie czegokolwiek, ale udaje się: płaska oczkowa 19-ka, a z drogiej strony 19-ka jako klucz płaski. Solidna polska stal. Następuje drugie podejście: 19-ka vs. nakrętka. Oczko niestety nie włazi na nakrętkę – nie ma tyle miejsca aby wcisnąć cholerny klucz. Próbujemy więc drugą stroną, kluczem płaskim. Wcześniejsze próby z radzieckim modelem, oraz innym polskim nie dały rezultatów, ale tonący brzytwy się chwyta. 19-ka płaska na nakrętkę, rurka na klucz i jazda. Nie wiem czy to zasługa WD40 czy klucza, ale nakrętka puszcza i można ją odkręcić. Kolejny problem – można by powiedzieć clou programu – jak wybić sworzeń przegubu z piasty. Puknąć młotkiem od góry nie ma jak, specjalistycznego ściągacza brak, pozostaje więc spryt, inteligencja oraz WD40. Podlewam wd-kiem sworzeń, a przecinakiem zapartym o łożysko napieram z góry na trzpień. Bingo – sworzeń po kilku ostrych próbach puszcza i można go wyciągnąć z wahacza. Ufff! Teraz z górki: wypchnięcie śrub z wahacza i założenie nowego. Tutaj znów lekko pod górę, jest problem z odpowiednim nagięciem wahacza aby weszły śruby trzymające przegub. W końcu udaje się – odpowiednie nagięcie wahacza i śruby wskakują w swoje otwory. Zostało przykręcenie śrub, oraz dokręcenie stabilizatora którego w między czasie trochę poluzowałem. Koniec prac nastąpił po 18-tej, potem sprzątanko i jazda próbna. Żona za kółko, bo ja w międzyczasie z 2 piwka zdążyłem przytulić. Niby dziwnie ale dobrze – taki padł wyrok, jutro moja kolej jazdy próbnej, na dziś koniec z autem.

Wieczorem dla odprężenia scrabble. Tutaj stała się rzecz niesłychana – pierwszy raz udało mi się wyłożyć wszystkie 7 literek z tacki. Dodatkowo trafiłem na podwójną premię słowną. I tak oto układając wyraz szwagier, zyskałem 72 pkty, co znacznie ułatwiło wygraną.

Niedziela:

Najpierw śniadanko, potem kawusia,  popołudniem jazda testowa. Coś cholera jest nie tak. Podejrzenie pada na zbyt słabo dokręcony stabilizator, co ciekawe plastikowy. Się Japończyk nie popisał. Ja zresztą również nie dokręcając stabilizatora jak należy. No ale w końcu zrobione. Kolejna jazda kontrolna – cud miód, nie ma okropnego hałasu – stabilizator dokręcony. Aż chce się jeździć. Tyle, że jeszcze jakieś pukanie dochodzi. Choć wymiana przegubu zniwelowała pukanie zasadnicze i poprawiła bezpieczeństwo, to coś jeszcze do zrobienia jest. Podejrzewany jest układ kierowniczy…

Categories: Pan Samochodzik | Tags: , | 1 Comment