Triathlon – czyli z wizytą w CRS’ie

March 9th, 2012

Idzie wiosna, nieubłaganie. Bęben mi ciąży okropnie po zimie – mało jakoś sportowy tej zimy byłem. Obżarstwo i bezruch. Od czasu to czasu zaliczałem właśnie wypad do CRS’u, ale chyba ostatnio częściej bywam tam jako kibic Zastalu, a nie jako fan sportu. Dziś pierwszy etap akcji: zrób coś z sobą. Zacząłem z grubej rury: bieżnia + basen + sauna. Trochę dałem d… z pakowaniem na wszystkie przybytki – okularów do pływania w ekwipunku zabrakło – ale jakoś radziłem pływając pseudo-żabką (z łbem ponad taflą), tudzież na plecach. Ale po kolei: początek całej wyprawy należy rozpocząć w mnniejszym pokoju – gdzie to Borysek na ojca “rąkach” i z butlą w ustach odleciał spać. Zielone światło! Migiem pod halę tojką – wiem wiem, z 10 minut jest – ale to 10 minut krócej relaksu. Lecę najpierw na bieżnię – 3-cia z kolei dopiero normalnie działała – taki peszek początkowy. No ale lecę – pobiegałem cirka 20 minutek, zwiększając sobie od czasu do czasu to prędkość to kąt nachylenia. Jeszcze minut kilka i jęzor bym sobie nadepnął… Uff. Potem minuta na “slow motion” i złapanie oddechu i dalej na basen, aby zdążyć przed 21-sza. Za 8 odbijam się na czytniku. Przebieralnia po drodze, tutaj kolejne zaskoczenie – spotykam faceta przy wejściu na basen. Co sie okazuje 3 posty niżej jest na fotce. Dodam, że nie z rodziny… Dalej to na tor – wiadomo, wiadomo już też, że nie miałem okularów. No i jak pływałem również. Po paru długościach poszedłem na bicze wodne (Jak się nazywa suka na basenie? ;) – taki ostatnio dowicp od ucha doleciał… ). Kilka dni temu szarpnąłem się z UPS’em w robocie i coś tam strzyknęło w kręgosłupie. Kwazimodo od razu ze mnie się nie zrobbił, ale bolało dni kilka. Kolejny etap to sauna, tam niestety tylko 2 sety – 1 x fińska gorący (na górnej półce), oraz raz w mokrej – pary tylko nie było, i musiałem wężem polewać czujnik – po 9:30 ludków brak. A kilka chwil po 10-tej siedziałem już w domu. Bardzo wyczynowe 1,5h.

Categories: sport | Tags: , , | 1 Comment

Sportowy weekend

June 5th, 2011

Kolejny weekend bardzo sportowy. Zacząłem już w piątek: rower z kolegą Przylepem. Z godzinkę pojeździliśmy: kilka ścieżek rowerowych jest w mieście, można jakąś trasę zrobić. Pękło cirka 18km, nie za dużo, ale i za późno wystartowaliśmy aby robić jakieś maratony. Sobota. Po południu siłownia: po okresie remontów próbuję wrócić do poprzedniego rytmu. Ciężko jak cholera. Zmusić się do wykonania wszystkich powtórzeń i serii – masakra jakaś. Ale walczę z wewnętrznym leniem – w tym tygodniu udało wyrobić się normę, co będzie dalej nie wiadomo. Niestety same ćwiczenia nie dały mi w kość za mocno, było mi mało – zdzwoniłem się wieczorkiem z Martinezem. Efekt? Poszliśmy na stadion pobiegać – sapiąc i rozmawiając zrobiliśmy 10 kółek, czyli ok. 4km. Myślę, że nieźle jak na drugi tegoroczny wypad na tartan. A dziś miałem zrobić rower z Martinezem ale nie dograliśmy się czasowo, polazłem więc na basen. Karta Multisport bardzo się przydaje w kwestii korzystania z ośrodka na Sulechowskiej. Zrobiłem na początek 30 basenów, potem poślizgałem się na wszelkiej maści zjeżdżalniach. Super bo pora największego oblężenia minęła i na rurach jeździłem praktycznie sam. Oj, chyba nigdy tyle razy nie zjechałem w ciągu jednego posiedzenia na basenie: lejek, długa rura, krótka rura – kompletny szał; z 15-20 razy było wszystkiego razem. Mając już dość całość zakończyłem pobytem w saunie. Miałem zaliczyć rytuał ale prowadzący na urlopie, zadowolić się musiałem zwykłym grzaniem dupska bez żadnych dodatkowych atrakcji. Suma sumarum i tak było cudownie: raz sauna fińską, raz parowa i po dwóch seansach miałem dość. Zrelaksowany i lekko zmęczony dotarłem do domu. Taki to weekend ze sportem, akumulatory naładowane, można zaczynać kolejny tydzień walki w robocie.

Categories: Living, sport | Tags: , , , | 2 Comments

Nowa sauna(y)

November 10th, 2010

Dziś drugi raz polazłem do nowej sauny przy basenie – również nowym. Jak gdzieś rozpisywałem się wcześniej, karta multisportu uprawnia do wejścia tu i ówdzie i od jakiegoś czasu do oferty trafił i ten przybytek – Vitalya Spa. Pomijam durnotę tych od multisportu (a może to chciwość właścicieli obiektu?), którzy zaoferowali w pakiecie darmowym pobyt przez 40 min. Kto potrafi “wysaunić” się przez tak krótki okres czasu? Do tego jeszcze rozebrać się, a w drodze powrotnej wysuszyć czerep. Bzdura, no chyba, że ktoś chce dorobić parę groszy – każda przekroczona minuta to 50 gr dopłaty. Mi w każdym razie starcza to na 2 wizyty w saunie (po 10 min) + raz grota lodowa. I tyle. Tak naprawdę, czas powinien być 2x większy aby sensownie odpocząć i zrelaksować się. Odnośnie groty lodowej – to chyba najfajniejszy plus, w porównaniu na przykład do Gregora (w którym to z kolei nie obowiązują limity czasowe). Włazi człowiek do pomieszczenia gdzie za przeproszeniem “piździ” troszeczkę – na ziemi leży śnieg, a do dyspozycji mamy wiaderko ze śniegiem do nacierania. Po saunie jak znalazł. Jeszcze fajniejsza sprawa to wejście po takiej lodówce z powrotem do sauny, oczywiście fińskiej tej najgorętszej. Po kilku minutach ciało nagrzewa się i robi się całkiem miło – a krwiobieg aż pulsuje. Czad! Tyle, że wszystko za krótko!!! Mam zamiar jeszcze odwiedzić hotel Dana w którym również mam dostęp do sauny – też dzięki karcie. Tam z kolei do dyspozycji jest 60 minut – troszeczkę dłużej, pytanie czy warto? Nie zaszkodzi sprawdzić…

Categories: Living | Tags: | No Comments

Tydzień ze sportem

October 7th, 2010

Zacząłem już w niedzielę: od sauny u Gregora. Przeszło rok nie odwiedzałem tego typu przybytku, ale dzięki karcie multisport, którą dostałem z firmy mam wjazd za friko. Co prawda nie do wszystkich obiektów na terenie ZG, ale oferta jest na tyle bogata, że nie sposób wszystkiego przejeść. Wysmażyłem więc sobie cycki w saunie fińskiej aż miło. Poniedziałek: poszedłem zwiedzać kolejne miejsce (z kartą multisportu): siłownia i fitness club w nowo otwartym basenie – Funfit. Też fajnie: siłka zajebiaszczo wyposażona – mnóstwo machin, bieżni, rowerków itd.; poza tym brak karków, dresów i tym podobnych egzemplarzy. Tak więc poćwiczyłem sobie (pierwszy raz od hoho…) a potem polazłem pobiegać na bieżni – jako, że pogoda już nie sprzyja dżogingowaniu po otwartym stadionie. Zmachałem się jak przysłowiowy koń po westernie. Ale miło! Wtorek: dzień wolny od sportu, nie licząc przejazdu rowerem do roboty. Środa: kolejne odwiedziny w Funficie, najpierw siłka potem bieżnia. Żona w tym czasie wyginała śmiało ciało na aerobiku. Niestety godzina to trochę za mało, raptem kilka ćwiczeń oraz trochę biegania i to niestety z przerwami. Trafiłem na jakąś cholerną bieżnię, która po kilku minutach biegu zatrzymywała się ni z gruchy ni z pietruchy. Wytrzymałem dwie przerwy, potem przesiadłem się na maszynę obok. Godzinka minęła, odwiozłem żonę do domu a sam ziuuu na saunę. Do Gregora. Tym razem elegancko działała sauna mokra (w niedzielę brakowało w niej pary…), łaziłem więc na zmianę to do mokrej – parowej, to do suchej – fińskiej. Dwie takie rundki i miałem dość. Uff. Padłem w domu jak niemowlę. Dziś, czyli w czwartek dzień grania w piłkę nożną, jak co dwa tygle zresztą. Dobre dziś były składy, przegraliśmy co prawda, ale dwukrotnie dopadaliśmy rywali. Fajny meczyk, muszę przyznać, że po tej tygodniowej zaprawce nawet mocno nie dyszałem, a biegałem dosyć ostro. Kondycja rośnie. Jutro też ma być dzień ze sportem, tyle że biernym: Zastal ma grać z Asseco, szykuje się otwarcie ligi koszykarskiej z grubej rury. Na wygraną nie liczę, ale chłopaki nie mają nic do stracenia, liczę więc, że widowisko będzie przednie. A w sobotę mam zamiar iść rankiem znowu na siłkę i bieżnię, a weekend zakończyć w saunie. A co! Taki sportowy tydzień się trafił.

Categories: sport | Tags: , | No Comments