180k Cariny

March 17th, 2011

Co prawda moje jest mniej niż 30k, ale pewnie jeszcze kilka tysięcy przyjdzie mi zrobić. Póki co odpukać, ale “Toyka” kula się bez zarzutów, dynamiczną jazdą nazwać to nie można – moc poniżej 100KM przy tej masie i wielkości furrory na światłach nie zrobi, ale nie mam też takich ambicji. Autko ma mnie po prostu dowieźć z punktu A do punktu B i tyle.
Można więc życzyć następnych 100k – oczywiście bez awarii.

Categories: Pan Samochodzik | Tags: , , | No Comments

Weekend z toyotą

August 9th, 2009

Sobota:

W sumie pod autem. No może nie dosłownie pod, tylko obok – tak czy siak bawiłem się w mechaniora. Do wymiany był przegub kulowy przedniego wahacza. Coś w zawieszeniu puka, po diagnozie padło więc na wymianę ustrojstwa. Sama część cenowo nie najgorzej – 52 PLNy, tyle że wymiana we własnym zakresie. No więc w sobotę zaczęło się, najpierw przygotowania: toyota na podnośnik, potem ściągnięcie koła. Potem śrubki – 3 z dołu to był pikuś, gorzej z górną nakrętką która przytrzymywała sworzeń. 19-ka oczkowa wygięta nie wchodzi – za mało miejsca, klucz płaski również do dupy: przy ataku za pomocą dźwigni (czytaj: rurki służącej jako przedłużenie ramienia i zwielokrotnienia siły) rozchyla się i obraca wokół. Jedyna opcja kupić oczkową niewygiętą 19-kę i przy jej pomocy próbować odkręcić paskudną nakrętkę. Wycieczka do sklepu: jest już po 16-tej więc w sumie marne szanse na dostanie czegokolwiek, ale udaje się: płaska oczkowa 19-ka, a z drogiej strony 19-ka jako klucz płaski. Solidna polska stal. Następuje drugie podejście: 19-ka vs. nakrętka. Oczko niestety nie włazi na nakrętkę – nie ma tyle miejsca aby wcisnąć cholerny klucz. Próbujemy więc drugą stroną, kluczem płaskim. Wcześniejsze próby z radzieckim modelem, oraz innym polskim nie dały rezultatów, ale tonący brzytwy się chwyta. 19-ka płaska na nakrętkę, rurka na klucz i jazda. Nie wiem czy to zasługa WD40 czy klucza, ale nakrętka puszcza i można ją odkręcić. Kolejny problem – można by powiedzieć clou programu – jak wybić sworzeń przegubu z piasty. Puknąć młotkiem od góry nie ma jak, specjalistycznego ściągacza brak, pozostaje więc spryt, inteligencja oraz WD40. Podlewam wd-kiem sworzeń, a przecinakiem zapartym o łożysko napieram z góry na trzpień. Bingo – sworzeń po kilku ostrych próbach puszcza i można go wyciągnąć z wahacza. Ufff! Teraz z górki: wypchnięcie śrub z wahacza i założenie nowego. Tutaj znów lekko pod górę, jest problem z odpowiednim nagięciem wahacza aby weszły śruby trzymające przegub. W końcu udaje się – odpowiednie nagięcie wahacza i śruby wskakują w swoje otwory. Zostało przykręcenie śrub, oraz dokręcenie stabilizatora którego w między czasie trochę poluzowałem. Koniec prac nastąpił po 18-tej, potem sprzątanko i jazda próbna. Żona za kółko, bo ja w międzyczasie z 2 piwka zdążyłem przytulić. Niby dziwnie ale dobrze – taki padł wyrok, jutro moja kolej jazdy próbnej, na dziś koniec z autem.

Wieczorem dla odprężenia scrabble. Tutaj stała się rzecz niesłychana – pierwszy raz udało mi się wyłożyć wszystkie 7 literek z tacki. Dodatkowo trafiłem na podwójną premię słowną. I tak oto układając wyraz szwagier, zyskałem 72 pkty, co znacznie ułatwiło wygraną.

Niedziela:

Najpierw śniadanko, potem kawusia,  popołudniem jazda testowa. Coś cholera jest nie tak. Podejrzenie pada na zbyt słabo dokręcony stabilizator, co ciekawe plastikowy. Się Japończyk nie popisał. Ja zresztą również nie dokręcając stabilizatora jak należy. No ale w końcu zrobione. Kolejna jazda kontrolna – cud miód, nie ma okropnego hałasu – stabilizator dokręcony. Aż chce się jeździć. Tyle, że jeszcze jakieś pukanie dochodzi. Choć wymiana przegubu zniwelowała pukanie zasadnicze i poprawiła bezpieczeństwo, to coś jeszcze do zrobienia jest. Podejrzewany jest układ kierowniczy…

Categories: Pan Samochodzik | Tags: , | 1 Comment

Czerwony diabeł sprzedany

March 22nd, 2009

Stało się. Pozbyłem się mojego pierwszego auta. Żal trochę ściska, ale trudno – przyszła na niego kolej. W sumie jakiegoś kłopotu ze sprzedażą nie było: w czwartek wystawiłem aukcję na portalu aukcyjnym, w niedzielę już było po wszystkim. Przyjechała ekipa spod Leszna: popatrzyli, przejechali się i wzięli. Całość trwała może z 30 minut. Poszedł za 1,4k PLN – tyle co lepszy rower, choć w dobie powodzi aut używanych sprowadzonych z UE, myślę, że i tak miałem farta sprzedając go tak szybko. Teraz została tylko Toyota – w sumie jedno auto w zupełności nam starcza, utrzymywać dwa to trochę rozpusta. Póki co idzie wiosna, zrobi się ciepło, zacznie się sezon rowerowy i jazda jednośladem.  Auto więc by tylko stało na parkingu, a w ten sposób wartości niestety nie nabiera. Tak więc koniec końców żałować nie ma co, trzeba się raczej cieszyć, iż nie musiałem dołożyć do utylizacji pojazdu z własnej kieszeni. A czerwony pewnie jeszcze kilka lat pojeździ, w końcu ma dopiero 19 lat. Tysiące kilometrów ma jeszcze przed sobą.

Podsumowując: był w moim posiadaniu ponad 4 lata, przejechaliśmy nim cirka 40 tys. km (Ziemia więc objechana!), dostarczył niesamowitych wrażeń, a przede wszystkim nauczyliśmy się na nim jeździć. Poniżej pamiątkowa fotka.

Categories: Pan Samochodzik | Tags: , | 2 Comments

ibi stuknęło 200 000 km

December 12th, 2007

licznik

W tym tygodniu naszemu samochodzikowi stuknęło 200 000 km przebiegu. My sami przez 3 lata użytkowania zrobiliśmy nim 30 tys. km, przeszło 170 tys. km miał już zrobione nim go kupiliśmy. Może i przejechane ma więcej, złotych rączek co to potrafią cofnąć parę kilometrów jest wielu – tego niestety sprawdzić w stanie nie jestem. Średnio wychodzi 10 tys. rocznie, nie jest to więc jakoś zastraszająco dużo. Co też ciekawego można powiedzieć o naszym czerwonym diable: na pewno nauczyliśmy się na nim jeździć, ja jak i żona, zdobywaliśmy pierwsze szlify kierowcy na tym aucie. Czasem gdzieś się obrysował, czasem obtarł, nauka wymaga poświęceń, trudno. Na szczęście były to raczej przypadki sporadyczne i wiązały się z cofaniem, tak to jest jak się źrepie do tyłu mając w nosie przód pojazdu …

Co do wad i zalet to jest ich parę po jednej i po drugiej stronie. Na plus zaliczyłbym cenę auta, drogi zbytnio nie był, części używane również można dostać w rozsądnych granicach. Po drugie silnik: 1,5 litrowa benzyna z wtryskiem wielopunktowym i kolektorem wydechowym od porsche ;), potrafi zaskoczyć. Nie będzie on oczywiście porównywalny z aktualnie produkowanymi jednostkami, jednakże na tamtem okres (rok produkcji 1990!) myślę, iż radzi sobie nie najgorzej. Trzeci bieg i obroty powyżej 3,5k – to jest chyba to co w nim lubię najbardziej. Minusiki niestety też są: nie wiem czy to wina tego egzemplarza, ale nasz problemy ma (miał?) z układem paliwowym, padały niestety pompy paliwowe: co ciekawe Ibiza ma 2 sztuki, awaryjność więc wzrasta. Dwukrotnie musiałem wymieniać pompę w zbiorniku, dla własnego spokoju wymieniłem również zewnętrzną – co prawda jeszcze działała, ale dźwięk jaki z niej się wydobywał (coś a la ryk kosiarki) nie koniecznie nam odpowiadał. Na przeglądzie się śmiali, mówiąc iż zagłusza silnik. Wykończenie w środku też szału nie robi: wszędobylskie plastiki trochę trzeszczą. Kilka innych dziwnych rzeczy musiałem również wymienić: sprężyny w amortyzatorach przednich, przednią szybę, wiatrak od nagrzewnicy, łożysko w tylnym kole, klocki – no trochę tego było. Ogólnie są to z reguły części które się zużywają więc co chcieć po 17 latach eksploatacji, na szczęście z reguły wszystkie naprawy robiłem we własnym zakresie więc robocizna nie kosztowała mnie nic, oprócz mojego czasu. Inny minus to paliwożerność, niestety 1,5 l silnik przy jeździe praktycznie miejskiej nie jest optymalnym rozwiązaniem. I to chyba tyle, póki co i tak jeszcze nieźle się prezentuje. Co widać poniżej

ibiza w pełnej krasie

Categories: Pan Samochodzik | Tags: , | No Comments