3 dni – 3 mecze

February 19th, 2011

Pooglądałem sobie ostatnio trochę meczyków. Kulas przetrącony po ostatniej grze w piłkę z chłopakami, pozostaje więc oglądać. Wtorek i środa – Liga Mistrzów, czwartek Puchar Uefa. Ale po kolei. We wtorek grał Milan z kogutami czyli z Tottenham’em. Mecz przeciętny, na dodatek koguty nabiły Włochów. Lipa. Jedyny ciekawy akcent całego meczu to zachowanie Gattuso – nie dość, że chłopina serce do gry ma wielkie, to adrenaliny starczyło mu jeszcze na wybryki niekoniecznie sportowe. Nie dość że pyszczył przez cały mecz do jednego z zawodników drużyny przeciwnej, nie dość, że sędzia pokazał mu żółty kartonik (co będzie skutkowało pauzą w rewanżu z Anglikami), to po meczu facet nie wytrzymał i ruszył z rękoma i głową robić zadymę, chciał zlać asystenta trenera Tottenhamu – Joe Jordana. Ma facet ikrę, nie powiem…
Kolejny mecz – perełka: Arsenal Londyn – FC Barcelona. Hicior. Piękne widowisko, wspaniała gra obu drużyn – po prostu delicje. Niestety wynik dla fana FCB smutny, mimo początkowego prowadzenia Barcy, drużyna Pep’a Guardioli przegrała 2:1. Choć wg. mnie grali lepiej, częściej byli przy piłce, to jednak kilka akcji Arsenalu i było po sprawie. Pech. Za tydzień rewanż, oby Hiszpanie stanęli na wysokości zadania.
W czwartek było widowisko z udziałem naszej jedynej drużyny grającej w jakichkolwiek pucharach europejskich: Lecha Poznań. Nasi grali ze Sportingiem Braga – był to pierwszy mecz w 1/16 finału. Co ciekawe naszym chłopakom udało się wygrać – kolejny cud Lecha. Mecz raczej mało atrakcyjny – oglądałem raczej ze względu na patriotyczne uczucia do polskiej drużyny niż walory estetyczne. No ale dali radę – to się liczy: Rudnevs pięknie wyszedł na pozycję i zrobił co trzeba. Brawo. Oby za tydzień w Portugalii obyło się bez kompromitacji. Tego im życzę.

Categories: Różne, sport | Tags: , | No Comments

Przypadki

February 16th, 2011

Dziś od rana jakiś hardcore. Przed ósmą zostałem wyrwany z łóżka przez telefon z roboty: nie działa poczta i komunikator. No nieźle jak na początek dnia. Szybka analiza: padła bramka do sieci GTS. No to siup, wycięcie odpowiedniej trasy routingu na głównym gateway’u i znów wszystko działa. Można spokojnie wskoczyć pod prysznic.
Jadę do roboty, pod pracą jak zwykle sajgon z parkowaniem – w sumie co się dziwić: obok pracy dwie paskudy dziesięciopiętrowe, a przy nich po 10 miejsc parkingowych. No to jest walka, codziennie. Niestety brak wolnych miejsc, a że coś tam się zepsuło chciałem szybko zobaczyć co się dzieje. No i zaparkowałem trochę nieprzepisowo: niby na trawie, ale tak naprawdę na rozjeżdżonym kawałku piachu – tyle że nad krawężnikiem. Nie ja pierwszy tam zaparkowałem, i nie ostatni, ale trudno – lecę do serwerowni zerknąć “o co common”. Okazuje się, że posypało się jajko w linuchu – jakieś cuda z klawiaturą, w każdym bądź razie Segfault i system zdechł. Wywaliłem lipną klawę (niemiecka układ, wiec winny jest :)), przeładowałem, wszystko działa jak w zegarku. Uff. Chwila spokoju.
Siedzę przy biurku, kolego co wszedł zerka w okno – municypalni koło twojego auta się kręcą. Wrrrr! Zerkam i ja do okna. Fuck! Faktycznie kobitka wyciąga jakiś kajet – robi się niebezpiecznie. Szybka akcja: buty na nogi, kurtka na grzbiet – lecę czarować. Pani strażnik na dzień dobry chce dowód – oj będzie się działo. Tłumaczę co i jak: że awaria, że ludzie bez poczty – ogólnie staram się jakieś czary zastosować. Udaje się połowicznie: stargowałem do 20 PLN, choć obstawałem przy pouczeniu. Więcej się nie dało, trudno.
Taki to dziś dzień, na szczęście teraz meczyk – FCB póki co nie zawodzi.
edit 22:55: no i było tak pięknie – jak pisałem “posta” to Barcelona wygrywała 1:0, a mecz zakończył się wygraną Arsenalu 2:1. Kolejny przypadek w tym dniu, którego na szczęście dużo nie zostało…

Categories: Living, Potyczki z IT, sport | Tags: , , , | No Comments

Odliczanie

July 21st, 2010

Do urlopu został mniej niż tydzień. Wakacje tuż tuż. Powoli odhaczam wszystkie zadania, które są do wykonania przed wylotem. Kupiliśmy już sprzęt snurkowy, nowe akumulatorki do aparatów, walizkę na wylot. Będzie się działo. Mam nadzieję, że upał nas nie pozabija – z tego co wyczytałem w Luxorze może być cirka 50 stopni w cieniu.
Ciągle również łapię formę do wakacyjnych wojaży: wczoraj zrobiłem wycieczkę rowerową, trochę może krótką (ok. 17 km) ale dość intensywną; a dziś gościłem na basenie. Dwie godziny pływania oraz nurkowania z przerwą na zjazd ze ślizgawek. Nie wiem czy to ja miałem tylko takie odczucie, ale na wieży na której oczekuje się na swoją kolejkę do rury (niestety ciągle za długo) strasznie śmierdziało. Ustawiłem się do zjeżdżalni krótszej do tej pory nie zaliczonej. Zabawa średnia: nie ma tych wszystkich fiuczerów co na dużej, jazda również za krótka w porównaniu do oczekiwania. Nasuwają mi się dziwne skojarzenia z infrastrukturą narciarską w Polsce… Więc poza krótką rurą (a raczej smrodem przed wejściem) cała reszta na plus: na torze 2-3 osoby, bez maruderów, bez żywych torped (jak to czasem miało miejsce na Nowicie). A jutro jak się uda to kolejna sportowa rozrywka – piłka nożna. Może być problem z kompletem ludzi – kanikuła w pełni i ludki z roboty grzeją swoje “4 litery” na plażach. Jak się nie uda to idę na rower, Martinez się odgrażał, że w czwartek będziemy jeździć. Zobaczymy co wyjdzie, pewne jest jedno: ma być upalnie – na jutro zapowiadają 37 stopni…

Categories: Bicykl, sport | Tags: , , , , | No Comments

Mundialeiro (last) – viva Espana

July 12th, 2010

Po miesiącu święto futbolu dobiegło końca. Mistrzem została Hiszpania. Gratulacje! W sumie to początkowo im kibicowałem, lecz po pierwszej meczu w fazie grupowej okrutnie się obraziłem. No bo jak to: faworyt i daje D… w pierwszym meczu? Wstyd. W uniesieniu przeniosłem swoje uczucia na Argentynę i tejże kibicowałem. Do meczu z Niemcami. Machina niemiecka rozjechała Argentyńczyków, musiałem więc ponownie szukać drużyny której chcę kibicować. Wróciłem na stare śmieci. Kto ma zatrzymać Niemców, jak nie Hiszpanie. Półfinały były wspaniałe, subiektywnym zdaniem powiem, iż mecz Holandia vs. Urugwaj przyjemniej się oglądało. Chłopaki grali bardziej otwarcie a i bramek padła niemała ilość. Drugi z półfinałów to starcie gigantów: na szczęście mój stary-nowy faworyt dał radę i wygrał. Choć mecz brzydki, w którym grania za dużo nie było, to radość była ogromna – machina się zacięła. Niemiecki kolos zblokowany przez grających “pressingiem” Hiszpan poniósł porażkę po fantastycznej główce obrońcy Barcy – Carlosa Puyola. Brawo. W weekend odbyły się ostatnie dwa mecze mundialu: o 3 miejsce – Niemcy – Urugwaj, oraz finał: Hiszpania – Holandia. Kilka słów o pierwszym z nich: na pewno ładniejszy od finału, mniej brutalny, obfitujący w bramki – łącznie padło ich aż 5. Nie był to spektakl jednego aktora, Urugwaj jak równy z równym trzymał fason do końca – szkoda tylko, że Forlan wykonujący ostatni rzut wolny, trafił w poprzeczkę. Byłaby dogrywka i zabawa trwałaby dalej. Trudno. A finał, cóż: sędziował znany wszystkim Polakom Howard Webb. Mecz był ostry i facet po kartonik sięgał dosyć często. Padło mnóstwo żółtych kartek (w sumie 14), oraz jedna czerwona. Chłopaki wiedzieli o jaką stawkę grają, więc gra była ostra. 90 minut nie przyniosło rozstrzygnięcia i potrzebna była dogrywka. Na 4 minuty przed końcem 2 połowy dogrywki Andres Iniesta strzelił gola i tym samym rozstrzygnął mecz. Podsumowując: mecz raczej brzydki, bez otwartej gry, gdzie każda z drużyn liczyła na błąd przeciwnika.

I mi wypada podsumować ten ostatni miesiąc. Trochę się cieszę, że to już koniec – skończy się siedzenie przed TV z piwem oraz czipsami. Oj wypiłem kilka piw na tym mundialu, ale takie to już widowisko – bez piwa i czipsa nie ma co z rękoma zrobić. Planuje w końcu trochę więcej pojeździć na rowerze, nie będzie okupacji tv, może więc i kilka kilo ubędzie? Bardzo na to liczę – tak 4-5 kg mniej byłoby idealnym wyczynem. Na wakacje trochę brzucha mniej jak znalazł, odliczanie do kanikuły trwa. Tak więc od dziś biorę się do roboty. Jak będzie? Zobaczymy, póki co dziś kilka kalorii poszło na rowerze, poniżej trasa z dzisiejszej wycieczki:

Categories: Bicykl, GPS, sport | Tags: , , , , | No Comments

Mundialeiro

June 29th, 2010

Dziś koniec kolejnej fazy mistrzostw – ostatni mecz 1/8 finału zakończony. Wygrała zasłużenie wg mojej oceny Hiszpania, choć po cichu kibicowałem słabszemu czyli Portugalii. Aczkolwiek Portugalii bez Ronaldo – jakoś nie trawie tego koleżki, gdyż nie pokazał nic w tym turnieju. A w tym meczu, który był o wszystko nie grał w ogóle, wyliczyli mu, że raptem kopnął piłkę kilkanaście razy. Wstyd. Trudno, Hiszpanie też póki co cud-piłki nie grają, Torres też nic w sumie nie pokazał. Gdyby nie David Villa, strzelec bramki to zakończyło by się chyba dogrywką. Tyle.
Drugi z arcyciekawych meczy to Angole vs. Fryce. Byłem za Anglikami. Końcówka pierwszej połowy była taka, że myślałem, iż zawału dostanę, a już szczytem wszystkiego było gapiostwo sędziego który nie uznał gola Wyspiarzom. Myślę, że gdyby zeszli do szatni z remisem mecz całkowicie inaczej by się potoczył. A tak, szkoda gadać. Angoli musieli się otworzyć i zagrać ofensywnie, przez co stracili 2 bramy z kontry. Pech. No cóż, w ćwierćfinale Fryce spotkają się z Argentyną, liczę że Leon Messi i jego ekipa odeślą “wielkie Niemcy” do domu.

Teraz dwa dni spokoju, choć w piątek wygląda na to że dzień w pracy będzie krótszy – pierwszy mecz 1/4 finału dobrze się zapowiada: Holandia – Brazylia. Chyba ruszę z chłopakami na miasto. Jest jeszcze jeden mecz, w czwartek – lepsi grają z najlepszymi :), czyli nasze cotygodniowe rozgrywki z kolesiami z roboty. Tym razem już nie w szkole a na boisku – będzie się działo. Polska, gola!

Categories: sport | Tags: , | No Comments