Kolejny narciarski szał

January 30th, 2011

W piątek wybraliśmy się na narty. Ja, Mariusz i Tomek. Cel – Rokietnice na Jizerou. Pogoda dopisała w nieopisany wręcz sposób – w takich warunkach w styczniu to ja w “Rokitce” jeszcze nigdy nie jeździłem. Nie było ani jednej chmurki, niebo totalny błękit. Cudnie. Temperatury dzięki temu też bardzo przyjemne od -6 na górze do 0 stopni na dole przy wyciągu. No i brak wiatru. Cudnie po raz drugi. Ludków trochę było, zwłaszcza przy kanapie, ale znaleźliśmy na to sposób: zamiennie jeździliśmy to na orczyku przy “Slalomaku” to na kanapie. Jak się zmęczyliśmy szliśmy na kanapę, a potem znowu kilka wjazdów orczykiem. I tak w kółko.
Mariusz przymierza się do zakupu nowych desek i postanowił przetestować sprzęt z wypożyczalni. Początkowo czaił się na Xenon’y od Head’a, ale wziął WorldCup’y tego samego producenta. Jak szaleć to szaleć, cała zawodnicza “śmietanka” jeździ na Head’ach, to dlaczego nie spróbować. Narta rewelacyjna, wiem z autopsji gdyż zamieniliśmy się na kilka zjazdów i też je sprawdziłem. Zakochałem się i ja (Mariusz to myślę, że sobie je sprawi ;)), narta świetnie prowadzi się w skręcie (krótkim jak i długim), nie ześlizguje się na stromym oraz twardym i jest piekielnie szybka – oboje mieliśmy problemy z wyhamowaniem. Wspaniały sprzęt.
Zajechaliśmy się w sumie kompletnie, od 9:45 do 16:15 na stoku, za 3 minuty 4-ta staliśmy jeszcze w kolejce pod orczyk, czas wykorzystany maksymalnie – jedna mała przerwa na “parka w rohliku” oraz kawę i z powrotem na stok. Porobiłem trochę fotek, oraz filmików – pogoda dopisywała, szkoda było nie skorzystać. Fotki standardowo są do zobaczenia w galerii, natomiast mały mix z filmów poniżej. Miłego oglądania.

Categories: Narty, sport, Videos | Tags: , , | No Comments

Rokitka – otwarcie sezonu narciarskiego 2010

December 19th, 2010

Sezon narciarski rozpoczęty – byliśmy w sobotę w Rokietnicach. Rokitka oficjalnie startowała – z tej okazji Pepiki zrobili “bomba akcje”: karnet całodniowy za 100Kc. Żal było nie skorzystać. Dosyć wcześnie wyczołgaliśmy się z ZG, o 6:20 minęliśmy rogatki miasta i ruszyliśmy zdobywać góry. Trochę to trwało, bo na miejsce dotarliśmy cirka 10-ta (drogowcy jak zwykle stanęli na wysokości zadania), pod wyciągiem byliśmy pół godziny później. W górach pogoda dopisała, początkowo szczyt była zachmurzony, ale po kilku zjazdach chmury rozpierzchły się i wyjrzało słonko. Pogoda zrobiła się fenomenalna: super widoczność, brak muld (duży mróz utrudniał się ich tworzenie), świecące słoneczko oraz brak wiatru. Po prostu szał: w takich warunkach to ja dawno w Rokietnicach nie jeździłem. Szusowaliśmy bez wytchnienia kilka godzin, brejk zrobiliśmy po 14-tej; kibelek, parek, kawa i z powrotem na stok. Za 2 minuty czwarta wjeżdżałem jeszcze orczykiem na moją ulubioną trasę “Slalomak”. Właśnie na niej głównie jeździliśmy, do kanapy na Łysą Górę panował tłok, tak więc chcąc jak najwięcej pojeździć korzystaliśmy z orczyka przy “Slalomaku”. Choć kanapę też ujeżdżaliśmy – orczyk na szczyt nie wjeżdża – czerwona FIS wzywała, a na nią z orczyka nie sposób się dostać. W galerii są fotki z eskapady, miłośników śniegu zapraszam do oglądania.

Categories: Narty, sport | Tags: , , | No Comments

Narty – koniec sezonu 09/10

April 18th, 2010

Niestety zima dobiegła końca. Miałem zrobić jeszcze jakiś wypad kończący sezon, jednakże przyplątało mnie się jakieś choróbsko i dupa. Nici z wyjazdu. Generalnie jakoś się nie wyjeździłem, co prawda zaliczyłem 8 dni na śniegu to jednak czuję ogromny niedosyt.  Jak to zwykle bywa jeździliśmy w Czechach – Harrachov, Rokytnice oraz Szpinderowy Młyn – snułem plany w tym roku o Alpach, ale wyszło jak zawsze. A to terminy,  a to brak chętnych na wyjazd, może w następnym sezonie się uda.

W tym roku zacząłem również zimową przygodę z łyżwami. Kupiliśmy sobie z żoną po parze figurówek i dalejże używać sprzętu. W ZG do dyspozycji były dwa lodowiska, obydwa zaliczyłem. Większe zlokalizowane na stadionie żużlowym, chyba ciekawsze – dające większe możliwości zabawy i frajdy; mniejsze przy ul. Chopina gdzie stawiałem pierwsze kroki miało swój niepowtarzalny urok.  W sumie kilkanaście razy rysowałem tafle – jako, że zima w tym roku dopisała nawet w Zielonej Górze to sezon trwał bardzo długo. Za rok kolejne wzmagania, może w końcu nauczę się jeździć tyłem? Do tej pory jeżdżenie tyłem to dła mnie czarna magia.

Zimy nie ma, czas na rower. Sezon został już rozpoczęty. Póki co jedna wycieczka oraz kilka przejazdów do roboty za mną, pewnie byłoby tego więcej, gdyby nie święta, oraz choroba. Liczę na to, że słonko coraz śmielej będzie wyglądać i możliwości kręcenia pedałami przybędzie. Czego życzę wszystkim roweromaniakom!

Categories: Bicykl, Narty, sport | Tags: , , , | 1 Comment

Rokytnice nad Jizerou

March 23rd, 2010

Byłem w sobotę.

Categories: Narty, sport | Tags: , , | 1 Comment

Sobota w Rokietnicach

March 14th, 2010

Nic to, że pogoda niczego dobrego nie wróżyła: miało śnieżyć lub padać, na dokładkę silny wiatr mógł całkowicie pokrzyżować szyki – no bo jak zamkną kanapę to dupa zbita. Miało też padać u nas – TVN straszył nawet gołoledzią. Jak się mocno chce, to nie ma takich przeszkód których nie można by przeskoczyć. Pojechaliśmy w trójkę: Ewunia, kolega z pracy Mariusz no i ja, niestety jako kierowca. To między innymi jeden z minusów w jednodniowych wyjazdach: 430 km przejechanych za kółkiem. Jeszcze droga w góry to pół biedy: człowiek napalony, wyspany więc jedzie, gorzej jest zawsze z powrotem, kiedy po 5 godzinach na nartach trzeba wracać. Jechaliśmy tym razem krótszą drogą: przez Kożuchów, Bolesławiec i Lwówek Śląski. Trochę obawiałem się o dziury – zawsze na tej drodze niezłe cuda można spotkać, ale o dziwo trasa była OK. Oczywiście kilka “kraterów” musiałem ominąć – ale która teraz droga w Polsce jest bez dziur? Przy stoku byliśmy kilka minut po 10-tej, wdrapaliśmy się na górny płatny parking na którym co dziwne były jeszcze wolne miejsca. Szybka kanapka, przebieranko i na stok. Niestety pogoda taka sobie, szaro i śnieży, na szczęście wszystkie wyciągi pracują normalnie. Jedziemy do góry, pierwszy zjazd do drugiej, tej właściwej kanapy. Musiało spaść w nocy dobrych 10 cm śniegu, jeździ się ciężko po niezratrakowanym śniegu. Na stromiznach tworzą się muldy, ale ogólnie fajnie – jak to na nartach. Sytuacja zmienia się po kilku zjazdach: zamiast śniegu z nieba zaczyna padać marznący deszcz. Efekt jest taki, że co 300-500 metrów należy stanąć i rozmrozić gogle – marznący deszcz zamarza momentalnie na szybce uniemożliwiając jazdę. Zaczyna nas to już trochę męczyć, robimy więc mała przerwę na kawę i coś na ząb. Ciągle pada, wybieramy knajpę pod dachem – Lowczenkę. W środku chuczy od ludzi, jest 13:30 dobra więc pora na obiad. Posileni smażonym serem oraz kawą wracamy na stok – jeszcze dobre 2 godziny przed nami. Mariusz jako, że pierwszy raz  tym roku ubrał deski, puścił się w wir białego szaleństwa. Chciał się chłopina wyszaleć, więc z reguły szedł “na dokładkę” na kanapę, podczas gdy my spokojnie swoje odstawaliśmy w kolejce. Po 14-tej kolejka się mocno zmniejszyła i załadunek na kanapę trwał raptem kilka minut. Ot taki drobny plusik. Niestety marznący deszcz nie odpuszczał, do tego muldy ciągle rosły –  jeździło się coraz ciężej. Rozwiązanie problemu nastąpiło samo: Czesi zamknęli kanapę na szczyt – prawdopodobnie marznący deszcz stwarzał zagrożenie dla przewozu osób. Ostatnie dwa zjazdy wykonaliśmy na małej kanapie, mnie zachciało się zakosztować free ride’u i pojechaliśmy pod wyciąg na dziewiczy śnieg. Delikatnie rozpędzony wjechałem w puchowy śnieg. Może z 5 metrów przejechałem, jak  poziom głowy i nóg wyrównał się. Dawno tak pięknego nurkowania do przodu nie zaliczyłem, prosto twarzą w śnieg – póki co free ride chyba jednak nie dla mnie :). I to był koniec na dziś, karnety się skończyły (5 godzin mija szybko), trzeba się było zbierać w drogę powrotną. Jeszcze tylko wizyta w sklepie po piwo, musztardę oraz czekolada studencka i do domu.

Jak to się dzieje, że wszystkim innym krajom opłaca się montować automaty na butelki zwrotne i gospodarować surowcem wtórnym? U nas tylko jakiś debilizm panuje: żeby oddać butelki po piwie muszę mieć paragon, że wcześniej je w tym sklepie zakupiłem. A nie daj Boże jak będę miał już kwitek, ale wezmę butelki z marką piwa którą to sklep nie prowadzi – nie ma co liczyć na oddanie i zwrot kaucji. Paranoja!

Categories: Narty | Tags: , , | 1 Comment