Róże Jazz Festiwal – zakończenie

August 28th, 2009

Dziś był ostatni koncert z cyklu jazzowego festiwalu pod patronatem 4róż. Tym razem było to zakończenie dwóch imprez: wspomnianego wcześniej muzycznego, oraz filmowego pt. Filmowa góra. Cała gala, bo tak  trzeba nazwać całą imprezę odbyła się tym razem w Teatrze Lubuskim. Minus taki, że nie można było sobie wypić piwka, poza tym atmosfera na świeżym powietrzu jest nieporównywalnie lepsza. Plusy też były: nikt nie przemyka pod sceną, nikt nie gada przy stoliku obok. Można więc było cieszyć się muzyką i komfortem jej odbioru. Ogólnie przyjemne odczucia po całej imprezie: najpierw załapaliśmy się na kawałek filmu, następnie były przemowy, nagrody i gratulacje: gościem festiwalu oraz jednym z jurorów był Krzysztof Zanussi – mimo dokuczającej choroby kilka słów na zakończenie festiwalu powiedział. Trochę pan Krzysztof przyłożył naszej kinematografii: wszystkim nowelom, podążającym za tym co było, odtwarzającym co już się przewinęło, robieniem filmów na ilość a nie na jakość. Mówił stanowczo nie. I dobrze: czas skończyć z nazywania sztuką nabijaniem kasy prostym przekazem bez głębszego sensu. Potem już było bardziej muzycznie: wystąpił kwartet jazzowy “Zespół jazzu klasycznego” Valerego Kisieliova. Panowie grali jazz z lat 30-40, w gruncie rzeczy był to swing. Grali przede wszystkim standardy Benny’iego Goodman’a i trzeba przyznać byli nieźli. Każdy z muzyków miał swoje kilka sekund na popisy solowe, przez co można było poczuć każdy instrument z osobna: fortepian, kontrabas oraz perksusja. Sam Kisieliov grał na klarnecie oraz saksofonie, czyniąc to w sposób godny mistrza. Nic dodać nie ująć. Po prostu uczta. Następne koncerty dopiero za rok, choć szef 4róż, Bruno, przebąkiwał o jednym jazzowym koncercie w miesiącu. Zobaczymy co wyjdzie z tych obietnic.

Categories: Muzyka | Tags: , | 1 Comment

Bobo Stenson

August 7th, 2009

Dziś koncertował w Zielonej Górze Bobo Stenson. Kto to jest przedstawiać nie muszę, w świecie jazzu po prostu gwiazda. U nas gościł na co piątkowym festiwalu jazzowym odbywającym się w klubie 4róże. Tym razem formuła była jednak trochę inna: impreza była biletowana – podobno koszt wypożyczenia fortepianu był znaczny (Steinway & Sons), choć 8 PLN za głowę za takie wydarzenie to przysłowiowy pikuś. Ciekawą sprawą były życzenia gwiazdy: zakaz fotografowania (wyjątek 2 pierwsze numery oraz bis), nie wychodzenie do toalety, oraz nie korzystanie z baru podczas koncertu. 2 z 3 warunków udało się spełnić – natury niestety nie oszukasz… Tyle ze spraw organizacyjnych, teraz meritum.

W  Zielonej Górze trio zagrało w składzie:

Bobo Stenson – fortepian

Anders Jormin – kontrabas

Jon Falt – perkusja

w takiej konfiguracji Panowie grają od 2004 roku, sam Stenson gra już od lat 60-tych.  No i zagrali. Dobre 1,5 godziny. Improwizacja, improwizacja i jeszcze raz improwizacja. Koncert był fantastyczny. Perkusista ze Stensonem jakby ścigali się nawzajem, ich finezja gry była wręcz powalająca, a radość jaką przy tym okazywali – niesamowita. Panowie po prostu dali czadu, bawiąc się przy tym fantastycznie – a publikę, czyli również mnie wprawiając w stan euforii.

Nie obyło się oczywiście bez drobnych incydentów: jakaś grupka 3-4 kolesi siedzących za mną trochę przesadziła z alkoholem i za nic mieli granie muzyków. Darli “mordy” nic nie robiąc sobie z reszty ludzi którzy przyszli posłuchać muzyki i wymasować sobie bembenki. Nie wytrzymałem. Zwróciłem jednemu z wodzirejów dosyć bezczelnie uwagę. Poskutkowało. Pana na początek zatkało, ale cała grupka zdecydowanie przycichła. Można było w spokoju wysłuchać koncertu, choć w końcówce trafił się z boku jakiś gość który głośno i namiętnie opowiadał o zakupie podróbki iPhone’a. Choć drażnił mnie zdecydowanie mniej, to jednak też zwróciłem mu uwagę. Znacznie delikatniej. Niestety pomogło na chwilę. Jak więc pokazuję powyższy przykład mocne słowo skutkuje znacznie lepiej.

Reasumując: dawno takiego koncertu w Zielonej nie było, ostatni raz chyba Voo Voo tak mnie rozgrzało. Oczywiście zeszłotygodniowy koncert Soundcheck’a też był fantastyczny, Jazz Kamikaze też grali nieźle, ale to Bobo Stenson pokazał klasę. Z niecierpliwością czekam na kolejny piątek: na dechach 4róż pojawić ma się zespół: Nothing but swing trio – zestaw identyczny jak trio Stensona. Zobaczymy co to będzie.

Categories: Muzyka | Tags: , , | 1 Comment

Soundcheck

August 7th, 2009

soundcheck

Kolejny festiwalowy  koncert za nami: w piątek (31.07.2009) byliśmy posłuchać grupy Soundcheck. Klasyczny jazz: sax, kontrabas, perkusja i piano. Impreza jak zwykle odbywała się w 4różach dla Lucienne. Podobało mi się, myślę iż nie ja jeden wychodząc z ogródka wracając do domu, mruczał to i owo dziś usłyszane.  Jednym słowem:  ciekawa nuta, dużo improwizacji oraz muzycznych smaczków które lubię.

Soundcheck tą 4 facetów:

Maciej “Kocin” Kociński – sax
Krzysztof Dys – piano
Andrzej Święs – bass
Krzysztof Szmańda – drums

Słowami nie za bardzo jest jak opisać to co się działo, bo i jak? A nutek tak dobrze nie znam aby nabazgrać jakąś pięciolinię. Może więc poniższe video choć trochę odda klimat tamtego dnia .

Categories: Muzyka | Tags: , , | 1 Comment

Jazz Kamikaze

July 26th, 2009

Byliśmy w piątek (żona, Piotrek, Gosia i mua) na koncercie jazzowym. Zielonogórski klub 4róże w trakcie wakacji jak co roku ma w swym grafiku festiwal jazzowy. Forma jego jest dosyć oryginalna, mianowicie co piątek w ogródku klubu mieszczącego się w samym centrum starego miasta ma miejsce koncert. Kameralna atmosfera, dwieście może ciut więcej ludzi miło razem spędza czas słuchając muzyki. Dodatkowy atut festiwalu to taki, że imprezy są darmowe, oczywiście piwko i inne specyfiki dostępne w barze.  Tyle odnośnie organizacji.

W tegorocznym cyklu był to mój pierwszy koncert, początkowe 2 opuściłem z powodów urlopowych, kolejny przespałem, trafiłem więc dopiero na 4-ty z całego cyklu. Nie muszę chyba pisać, iż kolega mój Piotrek dla którego muzyka jest jedną z religii zaliczył wszystkie. No ale ja za to trafiłem na dosyć ciekawe wydarzenie: grał band Jazz Kamikaze. Grupę tworzy 5-ciu młodych muzyków: dwóch duńczyków, dwóch norwegów i jeden szwed – taki skandynawski mix. Chłopaki zaprezentowali się pierwszorzędnie, grali bardzo energetycznę mieszankę jazzu, rocka czasem wypływając na wody pop’u. Niektóre utwory kojarzyły się wręcz z legendarnym Limahl’em, zwłaszcza że Panowie ubrani byli w ciasne “marchewy”, głowy zdobiły im grzywki a’ la wspomniany wcześniej muzyk, a dość słodki głos wokalisty jeszcze potęgował to uczucie. Na szczęście grupa od słodkich nutek w swoich piosenkach potrafiła płynnie i gładko przejść do jazzowych improwizacji lub ostrego rockowego grania. W takich właśnie klimatach odbywał się cały koncert, można mieć trochę niedosyt co do długości całego show – coś leciutko ponad godzinkę. Moją największą uwagę zwróciła dwójka muzyków: kontrabasista Kristor Brodsgaard, oraz multiinstrumentalista Marius Neset. Ten pierwszy urzekł mnie sposobem gry na kontrabasie oraz mimiką: instrument trzymał tak jakby grał na gitarze basowej, czasem kładł go na ziemi, czasem szarpał i klepał struny całymi dłońmi, poza tym jego twarz w trakcie muzykowania wyrażała chyba wszelkie możliwe stany emocjonalne. Drugi z muzyków zadziwił mnie wszechstronnością oraz ruchliwością (ADHD?): facet grał na saxie, gitarze, oraz jeszcze jakimś bliżej mi nieznanym instrumencie dętym, ba! w jednym z numerów dmuchał w sax oraz drugiego dęciaka równocześnie. Crazy man ;)!  Osobiście przypominał mi trochę Mateusza Pospieszalskiego z Voo Voo, taka sama energia, duży wachlarz instrumentów, to samo ADHD… Niestety czas koncertu upłynął dosyć szybko, i po obchodzie wieczornym całego deptaku zwineliśmy się do domów. Ogólnie podobało mi się i to bardzo, jeżeli więc pogoda szyków nie popsuje to za tydzień będę znowu gościł w 4 różach. A więc do zobaczenia.

Categories: Muzyka | Tags: , , | No Comments