Czerwony diabeł sprzedany

March 22nd, 2009

Stało się. Pozbyłem się mojego pierwszego auta. Żal trochę ściska, ale trudno – przyszła na niego kolej. W sumie jakiegoś kłopotu ze sprzedażą nie było: w czwartek wystawiłem aukcję na portalu aukcyjnym, w niedzielę już było po wszystkim. Przyjechała ekipa spod Leszna: popatrzyli, przejechali się i wzięli. Całość trwała może z 30 minut. Poszedł za 1,4k PLN – tyle co lepszy rower, choć w dobie powodzi aut używanych sprowadzonych z UE, myślę, że i tak miałem farta sprzedając go tak szybko. Teraz została tylko Toyota – w sumie jedno auto w zupełności nam starcza, utrzymywać dwa to trochę rozpusta. Póki co idzie wiosna, zrobi się ciepło, zacznie się sezon rowerowy i jazda jednośladem.  Auto więc by tylko stało na parkingu, a w ten sposób wartości niestety nie nabiera. Tak więc koniec końców żałować nie ma co, trzeba się raczej cieszyć, iż nie musiałem dołożyć do utylizacji pojazdu z własnej kieszeni. A czerwony pewnie jeszcze kilka lat pojeździ, w końcu ma dopiero 19 lat. Tysiące kilometrów ma jeszcze przed sobą.

Podsumowując: był w moim posiadaniu ponad 4 lata, przejechaliśmy nim cirka 40 tys. km (Ziemia więc objechana!), dostarczył niesamowitych wrażeń, a przede wszystkim nauczyliśmy się na nim jeździć. Poniżej pamiątkowa fotka.

Categories: Pan Samochodzik | Tags: , | 2 Comments

ibi stuknęło 200 000 km

December 12th, 2007

licznik

W tym tygodniu naszemu samochodzikowi stuknęło 200 000 km przebiegu. My sami przez 3 lata użytkowania zrobiliśmy nim 30 tys. km, przeszło 170 tys. km miał już zrobione nim go kupiliśmy. Może i przejechane ma więcej, złotych rączek co to potrafią cofnąć parę kilometrów jest wielu – tego niestety sprawdzić w stanie nie jestem. Średnio wychodzi 10 tys. rocznie, nie jest to więc jakoś zastraszająco dużo. Co też ciekawego można powiedzieć o naszym czerwonym diable: na pewno nauczyliśmy się na nim jeździć, ja jak i żona, zdobywaliśmy pierwsze szlify kierowcy na tym aucie. Czasem gdzieś się obrysował, czasem obtarł, nauka wymaga poświęceń, trudno. Na szczęście były to raczej przypadki sporadyczne i wiązały się z cofaniem, tak to jest jak się źrepie do tyłu mając w nosie przód pojazdu …

Co do wad i zalet to jest ich parę po jednej i po drugiej stronie. Na plus zaliczyłbym cenę auta, drogi zbytnio nie był, części używane również można dostać w rozsądnych granicach. Po drugie silnik: 1,5 litrowa benzyna z wtryskiem wielopunktowym i kolektorem wydechowym od porsche ;), potrafi zaskoczyć. Nie będzie on oczywiście porównywalny z aktualnie produkowanymi jednostkami, jednakże na tamtem okres (rok produkcji 1990!) myślę, iż radzi sobie nie najgorzej. Trzeci bieg i obroty powyżej 3,5k – to jest chyba to co w nim lubię najbardziej. Minusiki niestety też są: nie wiem czy to wina tego egzemplarza, ale nasz problemy ma (miał?) z układem paliwowym, padały niestety pompy paliwowe: co ciekawe Ibiza ma 2 sztuki, awaryjność więc wzrasta. Dwukrotnie musiałem wymieniać pompę w zbiorniku, dla własnego spokoju wymieniłem również zewnętrzną – co prawda jeszcze działała, ale dźwięk jaki z niej się wydobywał (coś a la ryk kosiarki) nie koniecznie nam odpowiadał. Na przeglądzie się śmiali, mówiąc iż zagłusza silnik. Wykończenie w środku też szału nie robi: wszędobylskie plastiki trochę trzeszczą. Kilka innych dziwnych rzeczy musiałem również wymienić: sprężyny w amortyzatorach przednich, przednią szybę, wiatrak od nagrzewnicy, łożysko w tylnym kole, klocki – no trochę tego było. Ogólnie są to z reguły części które się zużywają więc co chcieć po 17 latach eksploatacji, na szczęście z reguły wszystkie naprawy robiłem we własnym zakresie więc robocizna nie kosztowała mnie nic, oprócz mojego czasu. Inny minus to paliwożerność, niestety 1,5 l silnik przy jeździe praktycznie miejskiej nie jest optymalnym rozwiązaniem. I to chyba tyle, póki co i tak jeszcze nieźle się prezentuje. Co widać poniżej

ibiza w pełnej krasie

Categories: Pan Samochodzik | Tags: , | No Comments