Punky Reggae Live @ Zielona Góra ad. 2010

February 22nd, 2010

Wczoraj bawiłem się w 4różach – zagościło do nas tournee spod znaku “Punky regae live”. W kolejności grali: FortBS, Tabu, Farben Lehre oraz Hurt. Trochę co prawda się spóźniłem i dwóch pierwszych kapel nie widziałem, ale to com widział i słyszał starczyło aby nazwać wypad udanym. Było pysznie! Na pierwszy ogień poszło Farben Lehre. Na żywo widziałem ich po raz pierwszy i mam nadzieję nie ostatni. Chłopaki dawali ostro do pieca – pod sceną był niezły szał – dawno już chyba tylu siniaków nie przyniosłem z koncertu. Pogo było jak się patrzy, razem z dwoma ziomalami z roboty ostro się tarzaliśmy w kotle. Jednym słowem ogień. Było trochę numerów z nowej płyty, przeplatanych szlagierami – nie od dziś wiadomo, że człowiek bawi się najlepiej przy tym co zna :). Po występie lało się ze mnie ciurkiem: koszulka, spodnie – wszystko mokre; do gatek włącznie. Choć Bruno remonty jakieś w klubie przeprowadził to jednak klimatyzacja i wentylacja trochę do życzenia jeszcze pozostawia. Wracając do muzyki: zagrali spodnie z gs-u, maturę oraz terrorystan czyli hity, ponadto zespół starał się również promować nową płytę. Mi najbardziej do gustu przypadła piosenka p.t. urwis, poniżej video właśnie z tym numerem. Cały koncert w podobnej atmosferze jak na filmiku, bez słodkich balladek, bez przytulanek – czysty punkrock. Gitara, bas, perkusja no i wokale. Grubo!  Na zakończenie wystąpił Hurt. Przyznam się szczerze, że słuchałem kiedyś ich jakąś płytę i nie przypadła mi do gustu. Ale co koncert to koncert – na żywo całkiem inaczej to wygląda. Chłopaki grali równie miło jak farben lehre, może nie było takiego czadu, ale lajtu też nie było. Zagrali kilka coverów, m. in. blur’a, maanamu, poza tym był też hicior: jestem mały. I na Hurcie sobie poskakałem. Może to i dobrze, że nie było tak ostro jak na poprzedzającej kapeli, bo pewnikiem bym padł. Z gorąca. Całość dobiegła końca cirka 11-ta, potem chwilunia na dojście do siebie, piwko na schłodzenie organizmu i taksówą do domu. Ach, oby częściej takie imprezy, choć ostatnio w mieście posucha: był co prawda Hey w Kawonie, ale akurat do Hey’a przekonania nie mam i jakoś nigdy nie miałem. No nic, wiosna się zbliża, trzeba liczyć, że odwilż nadejdzie również w klubach i zaczną muzykanci nasz gród najeżdżać. Czego sobie i mieszkańcom życzę.

Jak ktoś chce zerknąć jeszcze na fotki z imprezy to zapraszam do galerii.

Categories: Muzyka | Tags: , , | 1 Comment

Julia Marcell w Z.G.

October 14th, 2009

Przed chwilą wróciłem z 4róż w których koncert miał miejsce. Co tu dużo pisać – FANTASTICO!!! Pani Julia Marcell pokazała się z bardzo dobrej strony. Grali jako trio z plusem: plus to “skryty bass” czyli akustyk za konsolą, który coś tam mieszał z basowymi nutkami. Jakoś specjalnie nie przyuważyłem jego ingerencji w utwory, choć mogłem po prostu tego nie wychwycić, bo jak to z basem bywa – nigdy nie jest za bardzo widoczny. Na scenie była więc trójka: Julia – klawisze oraz skrzypce, Ania – altówka, oraz Jakob – perkusja. Tyle jeżeli chodzi o instrumenty, był jeszcze wokal  Julii: bardzo mocny, wyrazisty, taki z jajem. Muzycy naprawdę dali czadu, energia aż tryskała ze sceny. Miło się całej ekipy słuchało, zwłaszcza w klubie, w którym siedzi cirka  100-150 osób. Atmosfera jest wtedy niepowtarzalna: kontakt z artystą,konwersacja między widownią a muzykami – nie do powtórzenia na jakiejkolwiek masówce.  Za to właśnie uwielbiam koncerty klubowe: nie na tysiące osób, ale na dwie setki. Gdzie muzyk jest od ciebie na wyciągnięcie ręki, gdzie w trakcie grania tworzy się swoista więź  między artystami a publiką. Bezcenne! I nie do powtórzenia na koncertach stadionowych, darmowych, piknikowych, sponsorowanych itd. Występ trwał cirka 2h bez 15 min, były ze 3 bisy – dawno tak sobie żywej muzyki nie posłuchałem jak dziś. Po prostu pysznie! A już jutro kolejny koncert: Lao Che, tym razem dla odmiany w Kawonie. Też się wybieram. A co!

Categories: Muzyka | Tags: , | No Comments

Róże Jazz Festiwal – zakończenie

August 28th, 2009

Dziś był ostatni koncert z cyklu jazzowego festiwalu pod patronatem 4róż. Tym razem było to zakończenie dwóch imprez: wspomnianego wcześniej muzycznego, oraz filmowego pt. Filmowa góra. Cała gala, bo tak  trzeba nazwać całą imprezę odbyła się tym razem w Teatrze Lubuskim. Minus taki, że nie można było sobie wypić piwka, poza tym atmosfera na świeżym powietrzu jest nieporównywalnie lepsza. Plusy też były: nikt nie przemyka pod sceną, nikt nie gada przy stoliku obok. Można więc było cieszyć się muzyką i komfortem jej odbioru. Ogólnie przyjemne odczucia po całej imprezie: najpierw załapaliśmy się na kawałek filmu, następnie były przemowy, nagrody i gratulacje: gościem festiwalu oraz jednym z jurorów był Krzysztof Zanussi – mimo dokuczającej choroby kilka słów na zakończenie festiwalu powiedział. Trochę pan Krzysztof przyłożył naszej kinematografii: wszystkim nowelom, podążającym za tym co było, odtwarzającym co już się przewinęło, robieniem filmów na ilość a nie na jakość. Mówił stanowczo nie. I dobrze: czas skończyć z nazywania sztuką nabijaniem kasy prostym przekazem bez głębszego sensu. Potem już było bardziej muzycznie: wystąpił kwartet jazzowy “Zespół jazzu klasycznego” Valerego Kisieliova. Panowie grali jazz z lat 30-40, w gruncie rzeczy był to swing. Grali przede wszystkim standardy Benny’iego Goodman’a i trzeba przyznać byli nieźli. Każdy z muzyków miał swoje kilka sekund na popisy solowe, przez co można było poczuć każdy instrument z osobna: fortepian, kontrabas oraz perksusja. Sam Kisieliov grał na klarnecie oraz saksofonie, czyniąc to w sposób godny mistrza. Nic dodać nie ująć. Po prostu uczta. Następne koncerty dopiero za rok, choć szef 4róż, Bruno, przebąkiwał o jednym jazzowym koncercie w miesiącu. Zobaczymy co wyjdzie z tych obietnic.

Categories: Muzyka | Tags: , | 1 Comment

Bobo Stenson

August 7th, 2009

Dziś koncertował w Zielonej Górze Bobo Stenson. Kto to jest przedstawiać nie muszę, w świecie jazzu po prostu gwiazda. U nas gościł na co piątkowym festiwalu jazzowym odbywającym się w klubie 4róże. Tym razem formuła była jednak trochę inna: impreza była biletowana – podobno koszt wypożyczenia fortepianu był znaczny (Steinway & Sons), choć 8 PLN za głowę za takie wydarzenie to przysłowiowy pikuś. Ciekawą sprawą były życzenia gwiazdy: zakaz fotografowania (wyjątek 2 pierwsze numery oraz bis), nie wychodzenie do toalety, oraz nie korzystanie z baru podczas koncertu. 2 z 3 warunków udało się spełnić – natury niestety nie oszukasz… Tyle ze spraw organizacyjnych, teraz meritum.

W  Zielonej Górze trio zagrało w składzie:

Bobo Stenson – fortepian

Anders Jormin – kontrabas

Jon Falt – perkusja

w takiej konfiguracji Panowie grają od 2004 roku, sam Stenson gra już od lat 60-tych.  No i zagrali. Dobre 1,5 godziny. Improwizacja, improwizacja i jeszcze raz improwizacja. Koncert był fantastyczny. Perkusista ze Stensonem jakby ścigali się nawzajem, ich finezja gry była wręcz powalająca, a radość jaką przy tym okazywali – niesamowita. Panowie po prostu dali czadu, bawiąc się przy tym fantastycznie – a publikę, czyli również mnie wprawiając w stan euforii.

Nie obyło się oczywiście bez drobnych incydentów: jakaś grupka 3-4 kolesi siedzących za mną trochę przesadziła z alkoholem i za nic mieli granie muzyków. Darli “mordy” nic nie robiąc sobie z reszty ludzi którzy przyszli posłuchać muzyki i wymasować sobie bembenki. Nie wytrzymałem. Zwróciłem jednemu z wodzirejów dosyć bezczelnie uwagę. Poskutkowało. Pana na początek zatkało, ale cała grupka zdecydowanie przycichła. Można było w spokoju wysłuchać koncertu, choć w końcówce trafił się z boku jakiś gość który głośno i namiętnie opowiadał o zakupie podróbki iPhone’a. Choć drażnił mnie zdecydowanie mniej, to jednak też zwróciłem mu uwagę. Znacznie delikatniej. Niestety pomogło na chwilę. Jak więc pokazuję powyższy przykład mocne słowo skutkuje znacznie lepiej.

Reasumując: dawno takiego koncertu w Zielonej nie było, ostatni raz chyba Voo Voo tak mnie rozgrzało. Oczywiście zeszłotygodniowy koncert Soundcheck’a też był fantastyczny, Jazz Kamikaze też grali nieźle, ale to Bobo Stenson pokazał klasę. Z niecierpliwością czekam na kolejny piątek: na dechach 4róż pojawić ma się zespół: Nothing but swing trio – zestaw identyczny jak trio Stensona. Zobaczymy co to będzie.

Categories: Muzyka | Tags: , , | 1 Comment

Soundcheck

August 7th, 2009

soundcheck

Kolejny festiwalowy  koncert za nami: w piątek (31.07.2009) byliśmy posłuchać grupy Soundcheck. Klasyczny jazz: sax, kontrabas, perkusja i piano. Impreza jak zwykle odbywała się w 4różach dla Lucienne. Podobało mi się, myślę iż nie ja jeden wychodząc z ogródka wracając do domu, mruczał to i owo dziś usłyszane.  Jednym słowem:  ciekawa nuta, dużo improwizacji oraz muzycznych smaczków które lubię.

Soundcheck tą 4 facetów:

Maciej “Kocin” Kociński – sax
Krzysztof Dys – piano
Andrzej Święs – bass
Krzysztof Szmańda – drums

Słowami nie za bardzo jest jak opisać to co się działo, bo i jak? A nutek tak dobrze nie znam aby nabazgrać jakąś pięciolinię. Może więc poniższe video choć trochę odda klimat tamtego dnia .

Categories: Muzyka | Tags: , , | 1 Comment