Borysek i jego skarpety

November 16th, 2012

czyli wieczorny rytuał naszego syna. Wygląda to następująco: najpierw ściaganie “palących” skarpet z nóżek, a potem parada po całym domu z wiwatami jakże szacowną częścią garderoby. Zresztą popatrzcie sami:

Categories: Tata, Videos | Tags: , | No Comments

Zabawa się zaczyna…

July 21st, 2012

Roczek Borysa

Categories: Foto | No Comments

Na wakacjach – w Grzybowie

June 19th, 2012

Categories: Foto, Tata | No Comments

Słów kilka o synku

April 7th, 2012

Chłop ma już zęby – dawno nie pisałem a w między czasie synkowi wyrosły zęby. Trzy; czwarty będzie lada dzień. Trochę w nocy przez to cierpimy, ale wyjścia nie ma. Tragedii jednak większej też nie ma i jakoś sobie radzimy: ibufen, dentinox – są sposoby. Taki trochę Karolak póki ten nasz mały szkrab będzie…
Zaczyna być również bardziej mobilny: nie raczkuje ani nie czworakuje, ale pełza. Zawsze coś. Choć robi to przekomicznie, gdyż jedną rączkę podciąga pod brzuszek, a drugą standardowo jak Bozia przykazała. Podobnoż to wina asymetrii. Ale lata po chacie jak dzik – najbardziej interesują go rzeczy, które nie powinien nawet dotykać. Kabelki od zasilaczy, przedłużacz, stolik zrobiony z maszyny do szycia, kolumny głośnikowe, telewizor – to jest życie a nie jakieś fiu-bzdziu w postaci gumowego samochodzika.
Ciągle musimy łazić z nim na rehabilitacje, są już szkraby które w jego wieku siedzą, raczkują i są bardziej mobilne. Nasz jakoś nie odnalazł się jeszcze w świece ludków siedzących. Ale idzie do przodu…

Categories: Tata | Tags: , | 1 Comment

Triathlon – czyli z wizytą w CRS’ie

March 9th, 2012

Idzie wiosna, nieubłaganie. Bęben mi ciąży okropnie po zimie – mało jakoś sportowy tej zimy byłem. Obżarstwo i bezruch. Od czasu to czasu zaliczałem właśnie wypad do CRS’u, ale chyba ostatnio częściej bywam tam jako kibic Zastalu, a nie jako fan sportu. Dziś pierwszy etap akcji: zrób coś z sobą. Zacząłem z grubej rury: bieżnia + basen + sauna. Trochę dałem d… z pakowaniem na wszystkie przybytki – okularów do pływania w ekwipunku zabrakło – ale jakoś radziłem pływając pseudo-żabką (z łbem ponad taflą), tudzież na plecach. Ale po kolei: początek całej wyprawy należy rozpocząć w mnniejszym pokoju – gdzie to Borysek na ojca “rąkach” i z butlą w ustach odleciał spać. Zielone światło! Migiem pod halę tojką – wiem wiem, z 10 minut jest – ale to 10 minut krócej relaksu. Lecę najpierw na bieżnię – 3-cia z kolei dopiero normalnie działała – taki peszek początkowy. No ale lecę – pobiegałem cirka 20 minutek, zwiększając sobie od czasu do czasu to prędkość to kąt nachylenia. Jeszcze minut kilka i jęzor bym sobie nadepnął… Uff. Potem minuta na “slow motion” i złapanie oddechu i dalej na basen, aby zdążyć przed 21-sza. Za 8 odbijam się na czytniku. Przebieralnia po drodze, tutaj kolejne zaskoczenie – spotykam faceta przy wejściu na basen. Co sie okazuje 3 posty niżej jest na fotce. Dodam, że nie z rodziny… Dalej to na tor – wiadomo, wiadomo już też, że nie miałem okularów. No i jak pływałem również. Po paru długościach poszedłem na bicze wodne (Jak się nazywa suka na basenie? ;) – taki ostatnio dowicp od ucha doleciał… ). Kilka dni temu szarpnąłem się z UPS’em w robocie i coś tam strzyknęło w kręgosłupie. Kwazimodo od razu ze mnie się nie zrobbił, ale bolało dni kilka. Kolejny etap to sauna, tam niestety tylko 2 sety – 1 x fińska gorący (na górnej półce), oraz raz w mokrej – pary tylko nie było, i musiałem wężem polewać czujnik – po 9:30 ludków brak. A kilka chwil po 10-tej siedziałem już w domu. Bardzo wyczynowe 1,5h.

Categories: sport | Tags: , , | 1 Comment