Ochla – święto miodu, chleba i wina (opis małej wyżerki)

July 19th, 2011

Kolejna impreza w Ochli zaliczona. W niedzielę pojechaliśmy z żoną na relaks i wypoczynek. No i coś pojeść :). Póki co, nasz Borysek nie chce wyjść na świat a my w oczekiwaniu na maleństwo odliczamy ostatnie dni we dwójkę. Termin minął w zeszły w piątek, a mały się jakoś nie kwapi przywitać z mamą i tatą. Wracając do wycieczki bo o tym dziś mowa: wybierając się nań nie popełniliśmy już błędu późnego wyjazdu. W myśl przysłowia: kto rano wstaje… pojechaliśmy prawie na początek imprezy i na miejscu zameldowaliśmy się przed 1-szą (start był o 12-tej). Jeszcze tylko odstanie swojego pod kasą i wchodzimy. Porządek jest zawsze ten sam, opisywać nie ma co: są stoiska, jest scena, można pochodzić po XIX-wiecznych chałupach. Zmienia się tylko asortyment sprzedających – tym razem królowały stoiska z miodem i winem. Kilka ciekawych trunków wynalazłem: był absynt i różnej maści nalewki, wina z podzielonogórskich winiarni oraz miody pitne – każdy mógł odnaleźć to w czym gustuje. Niestety jako kierowca i będącym ciągle na walizkach przyszłym “tatkiem” musiałem obejść się smakiem. Szkoda. Odbiłem sobie jednak w czym innym, mianowicie w jedzeniu. Na początek grochówka, pierogi i kompot: spotkaliśmy znajomych z Przylepu, za Piotrkiem chodziła grochówka, zaczęliśmy od zupy. Wojskowa to ona niestety nie była: rzadziutka i bez polotu. Wzięliśmy do tego pierogowy mix: poleskie + ruskie, do popitki kompot. Tym razem pychotka: poleskie z mięsem, ruskie wiadomo, kompot ze świeżych owoców. Przyszła kolej na słodkie: zjedliśmy na spółkę z żoną 2 kawałki ciasta: jabłecznik + japoniec oraz kilka małych rogalików z marmoladą i jagodami. Palce lizać. Odwiedziliśmy następnie kilka stoisk i na kolejnym znów zakupy: sernik oraz porzeczkowiec – nie ma jak ciasta domowej roboty. Pycha. Jesteśmy z żoną łasuchami :). Słodkiego mieliśmy już dość, ale chcieliśmy zakosztować jeszcze ziemniaków z parnika. Wynalazek stary jak świat, ale ziemnior gotowany w mundurku, polany masełkiem lub olejem lnianym oraz posypany solą i przyprawami jest wspaniały. Proste i banalne a jednocześnie smakowite, zwłaszcza w scenerii skansenu. Zjedliśmy z żoną w sumie 4 ziemniaki, czyli 2 porcje. Dawno za 2 złote (1 porcja = 1 PLN) tak uroczo nie pojadłem. Na tym zakończyliśmy nasze kulinarne tournee, po prawie 3 godzinach wróciliśmy do domu. Obyło się w tym dniu bez obiadu, a i kolacja też należała do tych lżejszych. Rada dla tych co chcą coś zjeść fajnego będąc na imprezie w Ochli: pojechać na początek festynu, jak się zwalą tłumy to niestety zostaje tylko pajda ze smalcem.

Be Sociable, Share!

Categories: Living | Tags: ,

Leave a comment