Crash-Boom-Bang

October 8th, 2009

Moja żona to ma pecha. Natury motoryzacyjnej. Po raz kolejny nasz samochód został zaatakowany przez niefrasobliwego kierowcę. We wtorek wyjeżdżając z parkingu została uderzona w tylni prawy bok. Pani opuszczająca parking z drugiej strony ulicy nie raczyła zerknąć w lusterko. Stało się, no trudno. Trzeba przyznać, że małżonka mając kolejny raz taką przygodę nawet się za bardzo nie zdenerwowała, lekko zmarzła co najwyżej oczekując na moją pomoc. O wiele bardziej przejęła się sprawczyni wypadku, która jarała pety jeden za drugim – ale to chyba pierwsza jej kolizja. Z panią doszliśmy do porozumienia: trochę się “szarpaliśmy”, dobrych kilka minut wzajemnego przekonywania, ale założony cel został osiągnięty. Sprawa więc prawie załatwiona, pozostała naprawa. Niestety wgniot jest na prawym nadkolem, blacharz będzie musiał jakoś go wypchnąć, poza tym szlag trafił lakier w tym miejscu: bez malowania również się nie obejdzie. Szkoda tylko Toyoty, jak mieliśmy Ibizę, to jakoś nikt się takimi sprawami nie przejmował: jeździliśmy z wgniotami, zarysowaniami itp., a teraz jakoś nie wypada. Zasięgam więc tu i ówdzie języka o blacharzach-lakiernikach – nie chciałbym trafić na rzeźnika lub zdziercę. W sobotę pierwsza przymiarka do warsztatu polecanego przez znajomego – zobaczymy ile fachman zaśpiewa…

Be Sociable, Share!

Categories: Pan Samochodzik | Tags:

1 Comment

  1. Lucinda

    Uneavielbble how well-written and informative this was.

Leave a comment