Full pakiet

December 3rd, 2013

Full pakiet

Categories: Foto, Living | No Comments

Trio po raz pierwszy

July 22nd, 2011


Borys jest już z nami! Dziś o 2:18 wyskoczył z norki. Dużo by pisać, ale teraz kilka godzin po porodzie nie mam siły i idę spać. Fotki dla ciekawskich tutaj

Categories: Living | Tags: | 2 Comments

Ochla – święto miodu, chleba i wina (opis małej wyżerki)

July 19th, 2011

Kolejna impreza w Ochli zaliczona. W niedzielę pojechaliśmy z żoną na relaks i wypoczynek. No i coś pojeść :). Póki co, nasz Borysek nie chce wyjść na świat a my w oczekiwaniu na maleństwo odliczamy ostatnie dni we dwójkę. Termin minął w zeszły w piątek, a mały się jakoś nie kwapi przywitać z mamą i tatą. Wracając do wycieczki bo o tym dziś mowa: wybierając się nań nie popełniliśmy już błędu późnego wyjazdu. W myśl przysłowia: kto rano wstaje… pojechaliśmy prawie na początek imprezy i na miejscu zameldowaliśmy się przed 1-szą (start był o 12-tej). Jeszcze tylko odstanie swojego pod kasą i wchodzimy. Porządek jest zawsze ten sam, opisywać nie ma co: są stoiska, jest scena, można pochodzić po XIX-wiecznych chałupach. Zmienia się tylko asortyment sprzedających – tym razem królowały stoiska z miodem i winem. Kilka ciekawych trunków wynalazłem: był absynt i różnej maści nalewki, wina z podzielonogórskich winiarni oraz miody pitne – każdy mógł odnaleźć to w czym gustuje. Niestety jako kierowca i będącym ciągle na walizkach przyszłym “tatkiem” musiałem obejść się smakiem. Szkoda. Odbiłem sobie jednak w czym innym, mianowicie w jedzeniu. Na początek grochówka, pierogi i kompot: spotkaliśmy znajomych z Przylepu, za Piotrkiem chodziła grochówka, zaczęliśmy od zupy. Wojskowa to ona niestety nie była: rzadziutka i bez polotu. Wzięliśmy do tego pierogowy mix: poleskie + ruskie, do popitki kompot. Tym razem pychotka: poleskie z mięsem, ruskie wiadomo, kompot ze świeżych owoców. Przyszła kolej na słodkie: zjedliśmy na spółkę z żoną 2 kawałki ciasta: jabłecznik + japoniec oraz kilka małych rogalików z marmoladą i jagodami. Palce lizać. Odwiedziliśmy następnie kilka stoisk i na kolejnym znów zakupy: sernik oraz porzeczkowiec – nie ma jak ciasta domowej roboty. Pycha. Jesteśmy z żoną łasuchami :). Słodkiego mieliśmy już dość, ale chcieliśmy zakosztować jeszcze ziemniaków z parnika. Wynalazek stary jak świat, ale ziemnior gotowany w mundurku, polany masełkiem lub olejem lnianym oraz posypany solą i przyprawami jest wspaniały. Proste i banalne a jednocześnie smakowite, zwłaszcza w scenerii skansenu. Zjedliśmy z żoną w sumie 4 ziemniaki, czyli 2 porcje. Dawno za 2 złote (1 porcja = 1 PLN) tak uroczo nie pojadłem. Na tym zakończyliśmy nasze kulinarne tournee, po prawie 3 godzinach wróciliśmy do domu. Obyło się w tym dniu bez obiadu, a i kolacja też należała do tych lżejszych. Rada dla tych co chcą coś zjeść fajnego będąc na imprezie w Ochli: pojechać na początek festynu, jak się zwalą tłumy to niestety zostaje tylko pajda ze smalcem.

Categories: Living | Tags: , | No Comments

Kasa samoobsługowa w Tesco

July 3rd, 2011

W sobotę latałem trochę po sklepach. Nie żeby jakiś tam szał związany z wyprzedażami czy też promocjami, ot po prostu – lodówa pusta i trzeba było ją napełnić. Wybór padł na tesco, popadywało trochę to też chciałem zaparkować blisko drzwi co by nie lecieć potem z siatami przez pół parkingu. Udało się pierwszorzędnie, pierwszy rząd, 2-gie miejsce – no jak w najlepszej loży w teatrze. Lecę na sklep: w jednej łapie siaty z koszykiem, w drugiej lista ze sprawunkami i telefon: mamy z żoną 30gr za minutę za całą rozmowę to można sobie pogadać i skonsultować to i owo. Latam więc po tym sklepie, zapełniając koszyk a przy okazji rozmawiamy sobie przez telefon. Z kwadrans lub dwa później z wypełnionym koszykiem i odfajkowaną całą listę lecę do kas. A tu niespodzianka: w środkowej części zamontowano bodajże z 6 kas samoobsługowych. Nowinka. Idę zrobić z siebie królika. Nad kasą instrukcja: 3 punkty. jak się potem okaże można sobie ją wsadzić – wiadomo gdzie. W każdym bądź razie sprowadzało się to wszystko do przełożenia towaru z prawej strony na lewą zahaczając po drodze o czytnik lub wagę. W drugim przypadku należało jeszcze kliknąć odpowiednią ikonkę na monitorze dotykowym. Niby wszystko proste i nieskomplikowane ale:
– chciałem sobie trochę ułatwić sprawę i od razu przeskanowany towar pakować do siaty. Nie można. Ustrojstwo wzburzyło się, że na półce leży niedozwolony przedmiot i miauczało tak długo aż nie usunąłem torby z pola widzenia. Trochę lipa bo jak już przejadę przez czytnik to chciałbym towar wrzucić do siaty i mieć od razu wszystko spakowane.
– zakupiłem morele na wagę – przeklikałem wzdłuż i wszerz monitor z obrazkami owoców, w akcie desperacji przeglądnąłem nawet warzywa. Moreli na wagę brak. Całe szczęście, że na te 6 kas kręcił się jakiś pomagier co pomagał mniej oblatanym i tym z problemami. Wyciągnął jakiś kapownik wprowadził z niego kod i jakimś cudem wyskoczyły “Morele Luz” na ekranie.
– wracam do instrukcji obsługi: 3-ci punkt głosił: spakuj i zapłać (dokładnie w takiej kolejności). A gówno! Jak się wziąłem do pakowania to machina pyszczy, że znów towar do siaty upycham. Wołam pomagiera: “A czy szanowny Pan zapłacił?” Ano nie, potwierdzam – wykonuję instrukcję wg. pkt-u 3-go. “A to tak nie można: najpierw płacimy potem pakujemy”. Na moje pytanie dlaczego jest odwrotnie na ściągawce nie odpowiedział.
– płacę kartą – karta z chipem, autoryzacja na PIN. Szukam gdzie by tu wetknąć ten czip do machiny, a tu okazuje się że czipem jednak się nie będziemy posługiwać tylko paskiem magnetycznym – pierwszy raz chyba ten pasek został użyty.

Pin przyjęty, paragon wypluty, można pakować zakupy do sumki. Uff. Jakie wrażenia? Mimo powyższego pozytywne, po chrzeście bojowym mogę uderzać tam jak w dym. A plusy? Oto one:
– nie trzeba czekać w ogonie – dużo ludków z podejrzliwością i nieufnością przyglądała się nowemu wynalazkowi stojąc oczywiście w kolejeczkach po co najmniej kilka osób.
– robię wszystko sam, jak się pomylę to raczej ja nie machina i pretensje jakby co to do siebie. Poza tym nikt mi nie maca moich zakupionych pomidorów.
– teraz można wepchać do koszyka co się komu zamarzy i nie ma co się obawiać wymownego wzroku kasjerki.

Reasumując: 3xTAK za kasą obsługową. Oby inne markety poszły ta drogą to znikną nieszczęsne ogony po kilkanaście osób. Taki wynalazek przydałby się w Auchan, tam management dosyć mocno oszczędza na etatach kasjerek i czasami przygoda pod kasą potrafi trwać 40 minut, a jak przykład pokazuje można inaczej.

Categories: Living | 2 Comments

Odliczamy…

June 20th, 2011

Categories: Foto, Living | No Comments