Boryniu katolikiem

January 23rd, 2012

W niedzielę ochrzciliśmy Boryska. Poszło gładko: mały zdążył usnąć przed całą ceremonią i tak już jakoś poleciało. Przespał podejście do ołtarza, polanie głowy i ponowne włożenie do wózka. Praktycznie więc przekitrał wszystko co ważne – wybudzony został dopiero po mszy – do rodzinnej fotografii. W sumie to może i dobrze – przynajmnniej był spokój. Oczywiście nie obyło się bez przygód: podjeżdżamy pod kościół – cirka 15 minut przed czasem, czyli wg. instrukcji otrzymanej uprzednio od księdza. I co się okazuje: brak zaświadczenia, że chrzestny to katolik wierzący i praktykujący. Co robić? Ano pędem jadę do domu po certyfikat, na szczęście kościół o przysłowiowy rzut beretem – więc w 12 minut robię sprint na Ruczajową. Szlag mnie trafił przed samym skrętem do kościoła: kolejka na 4 auta a tu jeszcze lewoskręt. Trochę się zagotowałem… W końcu udało się wjechać w ul. źródlaną, zaparkować auto gdzieś z boku i dawaj z jęzorem na wierzchu pędem do świątynii. Zdążyłem na przysłowiowy amen – jak stanąłem na umówionym miejscu (pod chórem), to ksiądz już się zbliżał do nas. Po akceptacji wiernych, i wyjaśnienia powodu w jakim przyśliśmy, kapłan zaprosił nas do przodu. I tak oto: 2-gi raz w życiu zasiadłem w kościele w 1-szym rzędzie. Dalej ceremonia przebiegała jak wyjaśniłem na początku: Boryniu najpierw zaciekawony miejsciem, zaczął w końcu ziewać aż w końcu zasnął. I tyle go było, po mszy dopiero zapozował do fotki:

Potem czas na imprezę – zaplanowaliśmy “małe co nieco” w Palmiarni: trzeba przyznać, że strzał w 10-kę. Miejsce w sam raz na taką imprezę: dzieciaki sobie polatały, dorośli rozprostowali kości, ogólnie jest gdzie pochodzić: 3 poziomy, taras widokowy, mnóstwo roślin, ryb, gadów i Bóg wie czego jeszcze. Jedzenie również pysznie, jeden minusik za niepodanie surówek na zimno: jakoś kelnerom umknęło z menu. Poza tym wszystko na medal: obsługa, tort (Borysek kończył właśnie pół roczku), jedzenie wszystko tip-top. Zabawiliśmy w sumie do ok. 18-tej, potem płatność (najmniej przyjemna część całości) i do domu. Uff. No ale już po.

Categories: Tata | Tags: | No Comments

Tata karmi

January 6th, 2012


Czasami i tato da Borysowi coś do zjedzenia…

Categories: Foto, Tata | Tags: , | No Comments

Zastal vs AZS Warszawa

January 5th, 2012

Od jakiegoś czasu zrobiłem się fanem koszykówki. Tej naszej zielonogórskiej, tej którą mogę zobaczyć na żywo i kibicować. Bo oglądanie w TV to nie to samo. Emocje nieporównywalne. Ale nie ma co się rozpisywać – ten kto był na żywo na takiej imprezie ten wie o co biega. Dziś nasi grali z AZS-em ze stolicy. Oj Warszawka cienko przędzie w kosza. Pani Hania mogłaby grosza kopsnąć jakiegoś grosika drużyna i zmotywować chłopaków do gry. Obawa była, że mecz w ogóle się nie odbędzie z powodów finansowych, jednak jakoś udało się ekipie z Warszawy dotrzeć i rozegrać spotkanie. Zastal dominował na parkiecie praktycznie przez cały mecz, w 3 kwarcie nasze chłopaki trochę się zagubili, jednakże szybko przyszło otrzeźwienie i opamiętanie. Ba! Przeciwnikom udało doprowadzić się do remisu w pewnym momencie było fifty:fifty, jednakże trener wykonał kilka roszad na parkiecie i znów zdobyliśmy przewagę, której nie oddaliśmy do końca spotkania. W czwartej części meczu do głosu treneiro dopuścił drugi granitur: zagrali Matczak oraz oba Chodkiewicze, natomiast Walter Hodge był w dniu dzisiejszym mało eksploatowany – wydaje mi się, że łącznie nie zagrał więcej niż kilka minut. Nie był to więc mecz gwiazd, ale cieszy kolejne zwycięstwo. I oby tak dalej. Może jakoś uda się uzyskać awans do Play-off. Czego chłopakom z drużyny, kibicom oraz sobie życzę. O!

Categories: sport | Tags: , | No Comments

Sezon ogórkowy trwa

January 4th, 2012

I to w najlepsze. Nie ma kiedy pisać, czytać a nawet oglądać. Cały świat to Borysek. I tak dzień za dniem płynie. Na początek mała galeria synusia z roku 2011. Rośnie nam jak się patrzy – aktualnie mierzy 70 cm i waży cirka 7,5 kg. Wysoki będzie – po tatusiu ;). Za 3 tygodnie skończy pół roku, będzie tort i nie tylko – tak się złożyło, że chrzciny będą w ten sam dzionek, tak więc za jednym razem upieczemy dwie pieczenie na jednym ogniu. Ogólnie większych problemów z brzdącem nie ma, młody cieszy michę cały dzień – ot, takie radosne dziecko. Zdarza się i chwila płaczu ale jak się jest znudzonym, lub focha się ma to i łezka czasem pojawić się musi. Przytrafił się również katar – pierwsza przypadłość naszego malca. Fafluki z nosa lecą mniej więcej od świąt, ale na szczęście powoli przechodzi. Szczęście, bo Borysek jak widzi czerwony ustnik od Fridy to dostaje spazmów. Rzadziej też trochę z nim spacerujemy (co ma też inne uboczne skutki w postaci przesuwania dziurki w pasku), choć to nie znaczy że dziecko się nie dotlenia. Ano dotlenia się: Borysek spaceruje po balkonie… Dziennie 2-3 godziny chrapie sobie smacznie w wózku inhalując się na świeżym powietrzu. Poza tym po przyjściu z roboty po 16-tej nie ma już co wychodzić – ciemno jak w d…, na spacery zostają więc weekendy. Takie to życie z brzdącem – praca, dziecko, sen – choć te ostatnie niekoniecznie w ilościach zadowalających: trudno co zrobić.

Categories: Tata | Tags: , | No Comments

Happy new year

January 1st, 2012

Categories: Foto, Różne | Tags: | No Comments