Tydzień za nami

July 28th, 2011

Już prawie tydzień jak Borys jest na świecie: mnóstwo kup i sików od tej pory urodzin upłynęło. W przebieraniu małego brzdąca jestem już prawie ekspertem, niestety zdarzyło się kilka razy, że i przebierający musiał zmienić garderobę – synuś potrafi siknąć przed siebie. Ogólnie jakoś leci: są deficyty snu, ale z tym sobie jakoś radzimy, jest też trochę załatwiania formalności: rejestracja malucha w USC, odebranie tzw. becikowego, zapisanie u lekarza, szczepionki etc. I tak przez kolejne kilkanaście lat – zawsze będzie coś. Czy warte to wszystko takich poświęceń, wyrzeczeń i kosztów? Warte! Tyle radości i dumy daje mały bobas, że tylko ten kto ma dziecko potrafi to zrozumieć. Fajne uczucie jest bycie tatą: oprócz tych wszystkich obowiązków jest też dużo radości: jak mały ściska palec swoją małą rączką, jak cmoka cyca (zaznaczam, że żony), jak macha rączkami – te wszystkie chwile są cudowne i niezapomniane. Nawet jak płacze to nie przeszkadza to za bardzo, choć chyba tyczy się to swojego dziecka. Bycie tatą to fajna sprawa, póki co. Poniżej 6-dniowy brzdąc we własnej osobie:

Categories: Tata | Tags: | No Comments

Nowa funkcja rodzinna

July 24th, 2011

Od piątku nowa funkcja – Tato. Jeszcze do końca to do mnie nie dotarło, ale jestem na dobrej drodze. Od niedzieli jesteśmy już razem w domu. Mały póki co grzeczny: je i śpi, Mamusia również trochę odsypia te męczące dni. Oczywiście na tyle na ile jej Borysek pozwala, bo cycka trzeba dawać regularnie, a mały dosyć żarłoczny – po tatusiu :). Na razie więc dajemy radę, obowiązków przybyło – dziś np. zostałem oddelegowany do kuchni robić obiad, ale to w sumie żaden problem. Pewnie i inne obowiązki niedługo dojdą, taka kolej rzeczy. Da się z tym żyć, w końcu nie ja jeden jestem “tatkiem”.

Categories: Tata | Tags: , | No Comments

Trio po raz pierwszy

July 22nd, 2011


Borys jest już z nami! Dziś o 2:18 wyskoczył z norki. Dużo by pisać, ale teraz kilka godzin po porodzie nie mam siły i idę spać. Fotki dla ciekawskich tutaj

Categories: Living | Tags: | 2 Comments

Ochla – święto miodu, chleba i wina (opis małej wyżerki)

July 19th, 2011

Kolejna impreza w Ochli zaliczona. W niedzielę pojechaliśmy z żoną na relaks i wypoczynek. No i coś pojeść :). Póki co, nasz Borysek nie chce wyjść na świat a my w oczekiwaniu na maleństwo odliczamy ostatnie dni we dwójkę. Termin minął w zeszły w piątek, a mały się jakoś nie kwapi przywitać z mamą i tatą. Wracając do wycieczki bo o tym dziś mowa: wybierając się nań nie popełniliśmy już błędu późnego wyjazdu. W myśl przysłowia: kto rano wstaje… pojechaliśmy prawie na początek imprezy i na miejscu zameldowaliśmy się przed 1-szą (start był o 12-tej). Jeszcze tylko odstanie swojego pod kasą i wchodzimy. Porządek jest zawsze ten sam, opisywać nie ma co: są stoiska, jest scena, można pochodzić po XIX-wiecznych chałupach. Zmienia się tylko asortyment sprzedających – tym razem królowały stoiska z miodem i winem. Kilka ciekawych trunków wynalazłem: był absynt i różnej maści nalewki, wina z podzielonogórskich winiarni oraz miody pitne – każdy mógł odnaleźć to w czym gustuje. Niestety jako kierowca i będącym ciągle na walizkach przyszłym “tatkiem” musiałem obejść się smakiem. Szkoda. Odbiłem sobie jednak w czym innym, mianowicie w jedzeniu. Na początek grochówka, pierogi i kompot: spotkaliśmy znajomych z Przylepu, za Piotrkiem chodziła grochówka, zaczęliśmy od zupy. Wojskowa to ona niestety nie była: rzadziutka i bez polotu. Wzięliśmy do tego pierogowy mix: poleskie + ruskie, do popitki kompot. Tym razem pychotka: poleskie z mięsem, ruskie wiadomo, kompot ze świeżych owoców. Przyszła kolej na słodkie: zjedliśmy na spółkę z żoną 2 kawałki ciasta: jabłecznik + japoniec oraz kilka małych rogalików z marmoladą i jagodami. Palce lizać. Odwiedziliśmy następnie kilka stoisk i na kolejnym znów zakupy: sernik oraz porzeczkowiec – nie ma jak ciasta domowej roboty. Pycha. Jesteśmy z żoną łasuchami :). Słodkiego mieliśmy już dość, ale chcieliśmy zakosztować jeszcze ziemniaków z parnika. Wynalazek stary jak świat, ale ziemnior gotowany w mundurku, polany masełkiem lub olejem lnianym oraz posypany solą i przyprawami jest wspaniały. Proste i banalne a jednocześnie smakowite, zwłaszcza w scenerii skansenu. Zjedliśmy z żoną w sumie 4 ziemniaki, czyli 2 porcje. Dawno za 2 złote (1 porcja = 1 PLN) tak uroczo nie pojadłem. Na tym zakończyliśmy nasze kulinarne tournee, po prawie 3 godzinach wróciliśmy do domu. Obyło się w tym dniu bez obiadu, a i kolacja też należała do tych lżejszych. Rada dla tych co chcą coś zjeść fajnego będąc na imprezie w Ochli: pojechać na początek festynu, jak się zwalą tłumy to niestety zostaje tylko pajda ze smalcem.

Categories: Living | Tags: , | No Comments

Poranny basen

July 5th, 2011

Kolega Marcin, ten od wycieczek rowerowych podrzucił mi fajny pomysł: poranny basen. Mówi, że sam chodzi i jest zadowolony, przed pracą machnie kilka długości akwenu i siup do roboty. Postanowiłem spróbować i ja. Co prawda moja natura i sposób egzystencji niekoniecznie predestynują mnie do porannego wstawania (poobiednia drzemka, klikanie do późnych godzin nocnych) ale postanowiłem spróbować. Nastawiam budzik na 6:50 i cirka 20-25 min później jestem już w basenie. Daleko nie jest, ale jako, że rano minuty są w cenie to podjeżdżam ten kawałek autem. Najgorzej się zamoczyć i zrobić 2 pierwsze długości, potem już idzie. Z reguły udaje się wykonać 30-40 długości w zależności ile mam czasu. Czas 10-ciu czyli 250m to około 10 min, kilometr to 40-ci, łącznie więc z dojazdem, wysuszeniem godzinka pęknie. Ogólnie bardzo przyjemna rzecz – mało ludzi w tym czasie z basenu korzysta i praktycznie każdy ma tor dla siebie. Poza tym po takim rannym pływaniu człowiek czuje się rześki i pełen energii na cały dzień. Zawsze to jakieś urozmaicenie dla bicykla, biegania bądź siłowni. Póki co byłem może z 4-5 razy o takiej porze, ale jak się uda chciałbym 2x w tygodniu taki trening robić. Oczywiście wszystko zależy od tego jak rozwinie się sytuacja rodzinna, czuję, że na początku życia w trójkę może być z tym problem, ale jak już przyzwyczaimy się to uda się wygospodarować te 2 godzinki tygodniowo. Oby…

Categories: sport | Tags: , | 1 Comment