Mój pierwszy post z pda

February 28th, 2011

Nadaję z pda. Pierwszy raz, szału nie ma. Tekst piszę po raz drugi, za pierwszym razem treść poszła w cholerę, nie wiedzieć czemu. Ergonomię oceniłbym na 3+, przynajmniej na moim telefonie – glofish’u i klawiaturze interkey. Dużo robię literówek, poza tym szybkość pisania pozostawia wiele do życzenia, zwłaszcza przy użyciu rysika. No ale z braku-laku siedząc na ławce w Focusmall’u można coś naskrobać.

Categories: Potyczki z IT | Tags: | No Comments

Sunday sunny sunday

February 27th, 2011

Dzisiejszy dzień upłynął w przyjemnych nastrojach: najpierw śniadanko w łóżku. W menu: jajecznica z pieczarami i cebulą, do tego grzanki z masłem i czosnkiem. Pycha. Mistrzem patelni była moja skromna osoba. Następnie trochę sportu, nie żeby od razu coś ćwiczyć, w Oslo odbywają się mistrzostwa w narciarstwie i nasza kochana tiwi puszcza czasem relacje – ci Norwegowie to chyba się z nartami rodzą, takie mam odczucia po pierwszych rozegranych konkurencjach.
Potem spacer, słonko dziś prażyło żal więc nie skorzystać. Godzinna rundka w stronę miasta po sulechowskiej, dotlenił się człowiek i akumulatory naładował na cały kolejny tydzień. W domu szybki krokiet i znów wybyłem z domu, tym razem siłownia + sauna. Chciałbym w końcu wejść na bieżnię i uskutecznić jakieś bieganko, ale póki czuję kostkę po ostatnim skręceniu plan wejścia na trenażer pozostaje w sferze marzeń. Jeszcze z 2-3 tygodnie trzeba odczekać. Na siłce pustki – zrobiłem dziś 2 ćwiczenia których do tej nie wykonywałem: martwy ciąg, oraz tylnia część barków na swego rodzaju machinie do rozpiętek, tyle że w ćwiczeniu brały udział plecy i właśnie barki. Oj będą zakwasy jutro, jak nic! Polazłem też na saunę, fińska-parowa-fińska, 3 seanse po dłuższej pauzie na początek starczą.
A na wieczór zostało grzebanie w akwa, po ostatnich zmianach trochę się przykładam i syfu raczej już nie ma, ale drobne zabiegi kosmetyczne czasami trzeba wykonać. Teraz gdy to piszę jestem już po, zostało patrzeć i podziwać. Uff…

Categories: Akwarium, sport | Tags: , , | No Comments

Łapa w parafinie, futomaki na talerzu

February 26th, 2011

Łykend w trakcie. Zaczęty już w piątek, umówiona wizyta w gabinecie kosmetycznym. Cel: Manicure z parafiną. Zabieg dostałem jako prezent na gwiazdkę – sam pewnie nigdy bym się nie zdecydował. Lekko więc spłoszony poszedłem. Całe szczęście, że ogród-spa to mały przyjemny gabinet, gdzie dwie Panie to cały personel. Szefowa zajmowała się masowaniem kogoś, ja trafiłem do Pani nr 2. Było miło i przyjemnie, oczywiście na początek trochę konsternacja, ktoś dobiera się do moich rąk, ale potem już poszło z górki. I tak: był peeling, piłowanko i szlifowanie paznokci, następnie jakieś kremy i kremiki a na koniec parafina na dłonie. Zabieg polegał na włożeniu ręki do takiej większej frytkownicy (tak mi się kojarzy gdyż posiadam podobny przyrząd do smażenia frytek) z płynną parafiną, potem nastąpiło zawinięcie obu łapek w folie i siup do specjalnych rękawic na 3 zdrowaśki – znaczy 20 minut. Na tym koniec zabiegu, 1,5h cirka i domu. Moje ręce są jak nowe: nawilżone, wypacykowane, wypiłowane – cudo!
Sobota. Zaczęta spacerem, pogoda dopisywała i zrobiliśmy z żoną wycieczkę na kilka kilosów. Kolejny punkt w programie to mecz koszykówki: Zastal vs. Polonia. Oczywiście z dwoma Ślusarzami: seniorem i Danielem. Ślusar jak zwykle spóźniony, ciągle zachodzę w głowę jak koleś może prowadzić firmę i umawiać się z klientami. Tym razem mieliśmy bilety na inny sektor niż zwykle – z reguły gdy weźmiemy się za kupno to zostają miejsca za koszem, natomiast dziś oglądaliśmy mecz z boku i to z najniższego sektora, akcja rozgrywała się 3 metry od nas. Trochę dziwne uczucie na początku, ale potem, kiedy oko przywykło super się oglądało; jedyny minusik to brak widoku na główną tablicę (siedzieliśmy plecami do niej), przez co nie było wiadomo kto ile zdobył punktów. Był to pierwszy mecz zastalu pod wodzą nowego trenera – Tomasza Jankowskiego. Zastalowcy roznieśli w pył Polonię Warszawa, wygrywając wysoko ponad 25-ma punktami. Piękne widowisko i w końcu wygrana Zastalu Zielona Góra – jest szansa, że uda się jednak zakwalifikować do fazy play-off. Trzymam kciuki.
A na wieczór Futomaki i inne maki. Miesiąc temu na darmocha24.pl zakupiliśmy zestaw Toro w Sushi barze Nigiri. Zamiast 85 plnów zapłaciłem 39. Cena jak za zestaw ok, za 85 bym nie poszedł, oceniam bo już jestem po. Jedzenie smaczne, z pałeczkami mieliśmy problemy (czy Chińczycy nie mogli zmajstrować chociaż drewnianych widelców…?) , ale koniec końców udało uporać się z całym inwentarzem. W sumie było tego 21 szt.: 3 gatunki futomaki (każdego po 5 szt.), oraz 6 maki. Nie była to duża pizza w Giocondzie, ale pojadłem – może dlatego, że żona zjadła tylko 4 krążki, resztę wchłonąłem ja. I tyle, wieczorem może jeszcze jakiś film lub inne widowisko sportowe, a jutro w planach siłownia, może jeszcze trafi się basen i sauna, ogólnie raczej na sportowo.

Categories: Living, sport | Tags: , , | No Comments

Nowa domena, nowy serwer

February 24th, 2011

Zaszalałem w tym tygodniu. Impuls wyszedł z pracy: na serwerze na którym miałem swoje serwisy (jeden z firmowych serwerów) wyłączony miał zostać sendmail. Musiałem do piątku znaleźć sobie serwer pocztowy. No to znalazłem, a że przy okazji ma WWW, MySQL’a, DNS’y a nawet shell’a to przeniosłem się z całym inwentarzem. Tak oto stałem się posiadaczem serwera, może trochę szumnie powiedziane bo to raptem kawałek miejsca na dysku + kilka usług, ale jak mówi powiedzenie: wolnoć Tomku w swoim domku.
Idąc za ciosem zamarzyła mi się nowa domena: kiniek.pl, sprawdziłem whois’em wolna. Znalazłem taniego registrara i sobie również sprawiłem. A co! Poprzedniej mimo, że darmowa nikt nie mógł zapamiętać, teraz mam nadzieję będzie z tym łatwiej. Od wczoraj wszystko co było na kiniek.eu.org jest na kiniek.pl – łatwiej i bardziej swojsko.

Categories: Living, Potyczki z IT | Tags: | No Comments

Zzzzimno

February 23rd, 2011

Od kilku dni mocno kleszczy – mróz szczypie, że hej. Za dnia -8 lub lepiej, w nocy za to termometr pokazuje wyniki dwucyfrowe. Nie żebym narzekał jak to nasza nacja ma we zwyczaju, ot po prostu – zimniutko. Mogłoby jeszcze trochę śniegu spaść ale nie ma, co zrobić. A od niedzieli ma być już na plusie, dziwna ta pogoda. A poniżej rekord jaki zanotował mój domowy miernik. Dziki szał, dobrze, że białych niedźwiedzi za szybą jeszcze nie widać…

Categories: Living | Tags: | No Comments