Mundialeiro

June 29th, 2010

Dziś koniec kolejnej fazy mistrzostw – ostatni mecz 1/8 finału zakończony. Wygrała zasłużenie wg mojej oceny Hiszpania, choć po cichu kibicowałem słabszemu czyli Portugalii. Aczkolwiek Portugalii bez Ronaldo – jakoś nie trawie tego koleżki, gdyż nie pokazał nic w tym turnieju. A w tym meczu, który był o wszystko nie grał w ogóle, wyliczyli mu, że raptem kopnął piłkę kilkanaście razy. Wstyd. Trudno, Hiszpanie też póki co cud-piłki nie grają, Torres też nic w sumie nie pokazał. Gdyby nie David Villa, strzelec bramki to zakończyło by się chyba dogrywką. Tyle.
Drugi z arcyciekawych meczy to Angole vs. Fryce. Byłem za Anglikami. Końcówka pierwszej połowy była taka, że myślałem, iż zawału dostanę, a już szczytem wszystkiego było gapiostwo sędziego który nie uznał gola Wyspiarzom. Myślę, że gdyby zeszli do szatni z remisem mecz całkowicie inaczej by się potoczył. A tak, szkoda gadać. Angoli musieli się otworzyć i zagrać ofensywnie, przez co stracili 2 bramy z kontry. Pech. No cóż, w ćwierćfinale Fryce spotkają się z Argentyną, liczę że Leon Messi i jego ekipa odeślą “wielkie Niemcy” do domu.

Teraz dwa dni spokoju, choć w piątek wygląda na to że dzień w pracy będzie krótszy – pierwszy mecz 1/4 finału dobrze się zapowiada: Holandia – Brazylia. Chyba ruszę z chłopakami na miasto. Jest jeszcze jeden mecz, w czwartek – lepsi grają z najlepszymi :), czyli nasze cotygodniowe rozgrywki z kolesiami z roboty. Tym razem już nie w szkole a na boisku – będzie się działo. Polska, gola!

Categories: sport | Tags: , | No Comments

Ochla – festiwal smaków

June 26th, 2010

Pojedliśmy! Na wejściu pierogów mix: 3 podlaskie, 3 ruskie, w sumie każdy z nas zjadł po porcji, byliśmy w trójkę: ja, Ewa oraz brat Waldek. Pierwszy głód zaspokojony (celowo obiad w domu odpuściliśmy), kolejny etap to zepelin: taka pyza tyle, że podłużna, z nadzieniem mięsnym. Trochę słabo doprawiona, więcej soli oraz pieprzu i byłoby tip-top. Kolejną rzeczą która wpadła do naszych żołądków to babeczki w kształcie grzybka – oczywiście wyrób domowy. Kruche ciastko na półmetku – taki słodki brejk. Kontynuujemy naszą wyżerkę: do żołądków wpadają ziemniaki z parnika. Rozdają za darmo, każdy z nas bierze po jednym. Znowu brak soli daje się we znaki – jakbym wiedział, że tak będzie pojechałbym z solniczką. Ach gdyby tak jeszcze gzik byłby gdzieś do kupienia… ech rozmarzyłem się. Konsumując ziemniory zaciekawieni spoglądamy na ludzi z grubymi kromalami wychodzącymi za węgła. Za naszymi plecami urzęduje piekarz. W małym domku wypiekł kilka bochenków chleba i dzieli go między chętnych, po ziemniaku przychodzi więc kolej na kawałek ciepłego chleba. Pycha! Idziemy dalej: okazuje się, że nawet moja rodzinna miejscowość: Rzepin, miała swoją skromną ekspozycję – niestety u ziomali nic nie kosztujemy…

Objedzeni i syci idziemy oglądać nowe chaty, których nie było w trakcie ostatniej wizyty. Jest kilka nowych budynków gospodarczych (w jednym ciekawy wóz pogrzebowy), poza tym w jednej chat przygotowana jest ekspozycja ukazująca powstanie wielkopolskie – to również nowość. Nowinki oglądnięte, pora wracać na “clue” wizyty, czyli na pieczonego dzika. W sumie zrobiłem do niego 3 podejścia – dwa pierwsze spalone: kolejka była taka, iż nie sposób było się dostać. Za trzecim razem w końcu się udało, dostałem swoją porcję mięcha, co prawda załapałem się chyba na sam koniec, ale kto jada ostatki ten wiadomo jaki :) Na odchodne, przy wyjściu każdy z nas dostał po słodkiej babeczce, ot takie miłe zakończenie wizyty. Pani pakowała stoisko i w nagrodę za podejście otrzymaliśmy po ciasteczku. Taki oto dziś delikatesowy dzień. Zakupiliśmy jeszcze miodzik pitny – trójniaka od p. Senatora z winnicy w Niedoradzu, degustacja niebawem. A na dzisiejsze otwarcie basenu chyba nie pójdę, nie ma na co…

Categories: Living | Tags: | No Comments

Kulturalny łykend się szykuje

June 25th, 2010


Zacząłem już w piątek, koncertem plenerowym filharmoników zielonogórskich. Pogoda dopisała, było ciepło i przyjemnie. Pomijam fakt “paplania” przez ludzi podczas wykonywania utworów przez orkiestrę, ale trudno – część z widzów trafiła tutaj pewnie przez przypadek. Orkiestra grała repertuar lekki i przyjemny: wysłuchałem chyba wszystkie polki świata: czeskie, francuskie, polskie była nawet Jockey polka, ale to dzieło akurat austriaka. Gościł więc Strauss, Bedrich Smetana, był też Lutosławski. Dyrygent p. Czesław Grabowski błyskotliwie i z poczuciem humoru zapowiadał każdy utwór, nie można więc było się nudzić nawet przez chwilę. Cały koncert trwał godzinkę z haczykiem, chciałoby się powiedzieć: za krótko, ale w końcu to zakończenie sezonu; poza tym plenerowe imprezy rządzą się swoimi prawami.

A już jutro kolejne kulturalne atrakcje: na początek impreza w skansenie w Ochli pod hasłem: dziczyzna, wina i nalewki. Mają być regionalne potrawy, wina lubuskie oraz inne smakołyki. Jako miłośnicy jedzenia i wszelkich kulinarnych specjałów nie możemy na taką imprezę nie pójść. Na wieczór natomiast zapowiedziane jest huczne otwarcie nowego basenu, ma być koncert, TVN oraz wszyscy miejscowi święci. Czy pójdę? Hm, muzycznie będzie lipa, “tłuszczy” zapewne też się zwali mnóstwo – iść i się męczyć? Chyba pozerkam z balkonu – widok na basen mam – albo w telewizorku. Pan prezydent Kubicki słowa dotrzymał – przejdę się więc gdzieś za miesiąc jak już gorączka basenowa opadnie – póki co mam karnet na pływalnie przy ul. Wyspiańskiego, z którego zamierzam skorzystać.
A pojutrze kolejna impreza – marszałek województwa zrobił święto – dni lubuskiego. Ewa ze szkoły przyniosła bilety na koncert do amfiteatru, planujemy się więc wybrać. Tutaj już będzie muzycznie znacznie lepiej: będzie Kayah, Miśkiewicz, Kiljański oraz BigBand Zielonogórski – może więc być fajnie. Zobaczymy.
Chciałem się jeszcze wybrać do Łagowa na Lubuskie Lato Filmowe, ale czasu chyba nie starczy, poza tym wypadli nam znajomi (Ślusary), z którymi potencjalnie mieliśmy jechać. Trudno. Choć jeszcze nic przesądzone nie jest, może się coś takiego wydarzy, że jednak pojedziemy. Tego nie wie nikt.

Categories: Living, Muzyka | Tags: , | No Comments

Kocie TV

June 24th, 2010

Od wczoraj mieszka z nami kitek. Wylądował na tydzień z haczykiem – jego Pan wybiera się na deskę z żaglem. Póki co albo śpi, albo “zaprzyjaźnia się” z innymi domownikami mieszkającymi w akwarium. Takie kocie TV, wręcz LCD: płaskie, kolorowe, z dużym kontrastem no i podświetlane. I jak tu nie oglądać. O!

Categories: Akwarium, Foto, Living | Tags: , | No Comments

Odliczanie do kanikuły

June 24th, 2010

Dziś licznik zaczął tykać. Do kanikuły cirka miesiąc, jest więc czas na dopięcie wszystkiego na ostatni guzik. W tym roku padło na Egipt. Miał być początek lipca, będzie od 30 lipca, a to za sprawą iż postanowiliśmy polecieć z sąsiadami. Zapowiadają się więc super wakacje: 7 dni rejs po Nilu + 7 dni wypoczynku, z czego z sąsiadami będziemy wspólnie biesiadować 2 tydzień. Co ciekawe jest duża szansa, że nie będziemy widzieć Piramid (chyba, że sobie strzelimy jakiś “fakultet” po rejsie), ale po opinii różnych znajomych okazuje się, iż są ciekawsze miejsca w Egipcie. Trasa wygląda mniej więcej tak: Luxor – Edfu – Kom Ombo – Asuan – Luxor, dodatkowo chcemy zahaczyć jeszcze o Abu Simbel. Cały program można zobaczyć tutaj, nie będę więc wszystkiego przepisywał. Mapka z trasy poniżej:

Po tygodniu pływania i zwiedzania nastąpi teleportacja do hotelu – wybraliśmy mało uczęszczany kurort Marsa Alam. W sumie to hotel na pustyni, zaraz przy morzu. Atrakcji praktycznie żadnych, poza jedną: rafa koralowa. Podobno jedna z ładniejszych w tym rejonie. Zobaczymy. W każdym bądź razie, żona zaczyna rozglądać się za swoim sprzętem do nurkowania. Będzie się działo.

Categories: Living | Tags: | No Comments