Niedziela

November 23rd, 2009

Dziś znowu sport królował w dniu całym. Zaczęło się podobnie jak wczoraj, od rowerka. Z jedną drobną różnicą: tym razem na wycieczkę wybrałem się z kolegą Piotrkiem z Przylepu. Zrobiliśmy małą pętlę po Zielonej: Dolina Zielona, Pomorskie, Raculka, Braniborskie, deptak i ul. Zjednoczenia do domu. Wyszło tego ponad 20 km, Piotrkowi cirka dyszka więcej – z Przylepu dojechać trzeba. Mocno się nie namordowałem, choć dzisiejsza trasa raczej była pod górkę, na poniższej mapce widać zresztą całą przebytą trasę. W sumie przez weekend 50 km nakręciłem – jak na listopad wyśmienity wynik. Mam cichą nadzieję, że w tym roku uda mi się dobić do 2000 km – aktualnie stan licznika to 1830 km. Zobaczymy, jeżeli pogoda na weekendy będzie dopisywać, to może się udać – póki więc co sezonu rowerowego końca nie widać. Tyle o rowerze, następny w kolejce był basen. Od 2 tygodni chodzę na naszą pływalnię, mam z firmy karnet, więc kosztuje mnie cała zabawa tyle co dojazd. Jest tego 45 minut pływania, ale starcza – myślę, że kilometr w wodzie gdzieś robię. Basenów co prawda nie liczę ale tak gdzieś być powinno. Podsumowując cały sportowy weekend: Zajebisty! Dużo sportu, dużo ruchu, dużo potu – przed sezonem narciarskim jak znalazł.

A wieczorkiem dopadłem się do moich rybek: robiłem porządki w akwarium. Czyszczenie szyb, kamieni oraz dna, poza tym częściowa podmiana wody. Tak to już jest z rybkami, że ja chce się mieć na co patrzeć, to trochę wysiłku w to trzeba włożyć. Więc wkładam: przynajmniej raz w tygodniu staram się sprzątać i podmieniać część wody. Fajne w tym wszystkim jest to, że na dnie mamy kilka dużych kamieni oraz korzeń, które po każdym sprzątaniu są inaczej ułożone; przez co moje pływające stworki mogą jakby od nowa odkryć uroki swojego mieszkanka. Odnajdują nowe kryjówki, badają teren, jest zabawa. I dla mnie i dla nich. I oto chodzi.

Categories: Akwarium, Bicykl, sport | Tags: , , , | 1 Comment

Sobota

November 21st, 2009

W końcu nastały pogodne dni. Drugi weekend z rzędu jeżdżę na rowerze. Cudownie! Dziś w planach miałem zamiar strzelić kółko wokół Zielonej Góry. Wszytko szło dobrze dopóki nie zorientowałem się, że kończąc rundę nie mam jeszcze dość, a poza tym czasu przeznaczonego na rower jest jeszcze pod dostatkiem. I tak zamiast z ul. Wyspiańskiego pojechać na Dolinę Zieloną, pojechałem do centrum. Wcześniej przejechałem przez os. Zacisze, dotarłem do ul. Botanicznej via amfiteatr – tym razem było z górki :-), potem przez Jędrzychów i stadion żużlowy dojechałem na os. Braniborskie. Tak dojechałem do wspomnianej wcześniej ul. Wyspiańskiego, z której udałem się na deptak. Tutaj drobna ciekawostka: zostałem złapany przez grupkę ludzi, którzy chcą od miasta wybudowania “rowerostrady”: od Zjednoczenia do Botanicznej. Pomysł fajny, zwłaszcza dla roweromaniaka, podpisałem więc petycję z ochotą i nadzieją, że coś z tego wyjdzie. Objechawszy deptak cały, ul. Jedności, Krośnieńską, oraz ścieżką rowerową dotarłem do ul. Wyszyńskiego. Znowu z górki – puściłem się pędem w stronę os. Zacisze, gdzie po krótkim przystanku u znajomych, pojechałem do domu. Oczywiście na okrętkę, aby nie było czasem zbyt blisko: zjechałem całą Foluszową, oraz ładny kawałek Trasy Północnej. Dla ciekawskich kolejna mapka trasy poniżej. Na tym dzień ze sportem się nie skończył: na 16:30 umówiony byłem na siłownie. Dobrą godzinę przekładałem ciężarki, filozofia jest taka, aby chodzić 2x w tygodniu – póki co się udaje, choć byłem dopiero 3 razy. Ale motywacja jest (wyjazd na narty), jest z kim chodzić (Martinez), więc wszystko powinno się ułożyć dobrze. A jutro jak padać nie będzie też polecę na rower, chociaż po wizycie na siłce (ćwiczenia na nogi na suwnicy) trochę uda bolą. I jeszcze na basen. O! Karnet się ma, to trzeba korzystać.

Categories: Bicykl, sport | Tags: , | No Comments

Trójka tour – Czesław Śpiewa, Gaba Kulka oraz Dick4dick

November 21st, 2009

Trójka Tour - Kawon 2009-11-19
Wczoraj byliśmy na fantastycznym koncercie w Kawonie. Na jednej scenie, w jednym miejscu 3 dobre kapele muzyczne. Działo się! Jako pierwszy do akcji przystąpił dick4dick. Dobre rockowe granie, oprócz tego w tle projekcja z rzutnika – coś dla ucha i oka jednocześnie. Było ostro. Choć stałem w trochę dupowatym miejscu (odsłuch nie najlepszy), to bawiłem się przednio. Chłopaki dawali czadu – w sam raz aby rozruszać całe towarzystwo licznie zgromadzone w Kawonie, po godzinie nastąpiła zmiana warty na scenie, zmieniłem również i ja zajmowaną pozycję przesuwając się bardziej na środek sali. Pałeczkę przejęła Gaba Kulka. Zrobiło się bardziej lirycznie i spokojnie. Ma głos dziewczyna. Mnie oczarowała – choć słuchałem wcześniej jej koncertu w trójce, to nic nie równa się z wysłuchaniem na żywo. Występ Gaby trwał też gdzieś koło godziny, było kilka hiciorów z “Hat, rabbit”, poza tym wspólna trasa ma to do siebie, że muzycy “gościnnie” występują nie w swoich zespołach. I tak: Gaba Kulka śpiewała z dick4dick, oraz z Czesławem, gitarzysta z dick’ów śpiewał u Gaby, natomiast basista z dick’ów, razem z Czesławem i Gabą pięknie na koniec zaśpiewali. Ale to było na końcu, wcześniej na scenie pojawił się jeszcze Czesław ze swoim fenomenalnym zespołem i instrumentarium rzadko spotykanym na koncertach. Rok temu, również byłem w Kawonie na jego koncercie, oba były cudowne. Nie jestem w stanie ocenić, który lepszy – myślę, że każdy występ na żywo jego formacji to wydarzenie muzyczne. Swoimi emocjami potrafi zarazić niejednego słuchacza. Mnie również zaczarował: płynąłem z jego muzyką jeszcze w domu, przeglądając zrobione fotki, oraz jeden z krótkich filmików. Podsumowując, był to chyba jeden z fajniejszych koncertów na których byłem, raczej spokojny – bez skakanie pod sceną, bez pogo, po prostu wspaniała uczta melomana. Oby więcej takich imprez w naszym mieście, póki co Kawon, 4róże oraz Straszny Dwór starają się zasypać kulturalną dziurę w naszym mieście, jeżeli chodzi o wydarzenia muzyczne. Alternatyw przynajmniej jak na mój gust – brak, tak więc te 3 oazy na pustyni to i tak dobry wynik – daj Panie Boże aby nie wyschły…

Jak ktoś chętny do oglądania fotek z koncertu to zapraszam: tutaj link, a poniżej próbka możliwości zespołu Czesława. Wideo zrobione idiotenkamerą, do tego wodoodporną, więc dźwięk i obraz trochę pozostawia do życzenia, ale klimat koncertu oddaje w 100%.

Categories: Muzyka | Tags: , , | No Comments

KTBS vs. lokatorzy

November 18th, 2009

Wróciłem dziś z roboty. Cirka 18-ta. Pojechałem rowerem, wróciłem autobusem. Znów TVN mnie oszukał. Chodzi o pogodę. Po południu miało być pięknie ładnie, wyszło jak zawsze. Niestety tym razem nie wziąłem z sobą torby do roboty i na przystanek musiałem lecieć w deszczu. Zawsze tak jest, że jak pada to parasola nie uświadczysz – został w torbie. Bo miało cholera po południu nie padać! Nie wziąłem też słuchawek i plejera – na rower nie potrzebny. Szit! Musiałem się nasłuchać tego i owego przez pół godziny: uroki jazdy autobusem. W domu czeka już ciepły obiadek: grochówa z wkładką – pycha! Uff. Odpoczywam po obiedzie, a tu dzwonek do drzwi. Jako, że wcześniej słyszałem psa, myślę sobie – sąsiadka. Otwieram – nie sąsiadka. Miła pani w drzwiach informuje mnie o tym, że zbiera podpisy pod pismem do KTBS’u w którym żąda wyjaśnień skąd się biorą drakońskie podwyżki czynszu. Fakt faktem to już jest niezłe przegięcie: cena za metr w KTBS będzie w nowym roku wynosić ponad 9 PLN. Szlag mnie trafia kiedy co kilka miesięcy dostaję kwitek informujący o podwyżce czynszu. W ciągu cirka 3 lat nie kłamiąc czynsz wzrósł z 5-ki z haczykiem do ponad 9 PLN. Ile to procent proszę sobie wyliczyć. Skąd się to bierze, pojęcia nie mam – może to kryzys :), może wzrosło zatrudnienie w KTBS? Przecież do cholery: kredyt wzięty pod budowę bloku nie rośnie, budynek nie wymaga żadnych remontów, to skąd te notoryczne podwyżki czynszu? Jak dla mnie jest to zwykłe “dojenie” ludzi, w imię zasady: “bo można”. Petycję podpisałem “obiema rękami”, mam nadzieję, że KTBS w końcu wytłumaczy się skąd w nowym bloku, nie wymagającym żadnych nakładów remontowych – budynek objęty gwarancją, następują takie podwyżki. Zobaczymy co z tego wyniknie, póki co trzymam kciuki.

Categories: Living | Tags: | 1 Comment

Weekend – Ufff…

November 15th, 2009

Weekend już prawie minął – jest 20-ta jak zaczynam smarować. Był wyjątkowo sportowy, zwłaszcza jak na listopad – teraz pisząc to oczy mi się już trochę zamykają i “papa drze” ze zmęczenia. Choć te zmęczenie jest takie pozytywne, sportowe. Zaczęło się w sobotę: jakiś czas temu z kolegą z którym jeździliśmy na rowerach zapisaliśmy się do AZS’u, by w słusznym celu gubić zbędne kilogramy na siłowni. Minęły więc 2 tygodnie i wylądowaliśmy na uczelnianej siłce. Cudów tam nie ma: dwie sztangi, kilka maszyn, wyciąg – jak dla mnie starczy. Każdą partię mięśni można poćwiczyć, poza tym chodzenie na uczelnianą siłkę wiąże się z brakiem ABS’ów, oraz brakiem opłat – jedynym haraczem było wpisowe: 60 PLN za rok. Do przeżycia. Na pierwszy raz zrobiłem taką ogólnorozwojówkę – chciałem poruszać każdym mięsniem. Dziś t.j. w niedzielę są tego efekty, trochę rano połamany byłem. Ranek minął, w południe wyszło słonko – trzeba zbierać się rower. Ubrałem się w ciuchy rowerowo-narciarskie (bielizna termoaktywna) i ziuu pedałować przed siebie. Pękło cirka 35 km, jak na listopad uważam, że całkiem fantastyczny wynik, zwłaszcza że dawno nie jeździłem, nie licząc paru dojazdów do pracy, kiedy pogoda pozwalała. Najpierw dojechałem do Słonego, potem było Wilkanowo, potem wieża, no bo jak tu się nie wdrapać na górę wilkanowską. Dalej w dół do basenu na Ochli, stamtąd na botaniczną i podjazd pod Amfiteatr. Pot i łzy. Jakoś się wdrapałem, ale musiałem uważać na jęzor aby nie wkręcił się szprychy. Dalej wycieczka biegła przez osiedle na dawnej cegielni, z uroczym stawkiem gdzie zrobiłem krótki odpoczynek. Potem już tylko do domu: terenami byłej WSP (czyli UZtu), obok “skracanego” akademika, przez Zacisze dotarłem na Ruczajową. Chwilę odsapnąłem i dalej do boju – tym razem basen. Firma funduje karnety, żal więc nie korzystać, pojechałem. Na “Novicie” dawno nie byłem, od czasów studenckich chyba. Ale było spoko: byli kolesie z roboty, ludzi tak w sam raz – na początku tłoczniej, potem się przerzedziło; do tego stopnia, że ostatnie 10 min pływałem sam na torze. Trochę się z zziajałem. Koniec końców w domu: z bolącymi ramionami, nogami oraz plecami, ale uśmiechnięty i zadowolony. Bo sport to zdrowie!

Tyle opisów tego szalonego weekendu, teraz czas na wizualizację: poniżej mapka całej wycieczki rowerowej wraz z profilem wysokościowym – do czegoś ten GPS czasem się przydaje. Zrobiłem też kilka fotek w czasie wycieczki, do których oglądania zapraszam.

Categories: Bicykl, sport | Tags: , , | 1 Comment