Święto lnu

September 30th, 2009

W niedzielę wybraliśmy się do skansenu do Ochli. Trwała impreza pt. “Święto Lnu”, postanowiliśmy więc zobaczyć co nowego w skansenie. Miał być również pieczony ziemniak oraz ognisko , a że pogoda dopisywała z przyjemnością pojechaliśmy. Cóż, trochę się rozczarowaliśmy: wystawcy i sprzedający jakoś nie dopisali tym razem – mało było stoisk, rękodzielników też jak na lekarstwo. Były co prawda maszyny i narzędzia służące właśnie do przetwarzania lnu, ale to jedyna atrakcja jaką można było spotkać. Na filmiku poniżej widać, że niektórzy się odnaleźli wśród historycznych eksponatów. Nie było ogniska ani pieczonego ziemniaka, przynajmniej my na ten gwóźdź programu niestety nie natrafiliśmy. Szkoda, bo to w sumie było “clou” całej wycieczki. Skansen cały czas się rozwija: dyrekcja sprowadza kolejne zabytki architektury wsi polskiej, niestety to co “nowe” jest w trakcie przygotowań do udostępniania. Może na kolejnym święcie będzie można je podziwiać. Cała wycieczka zajęła nam godzinę z haczykiem, za piątaka od głowy spodziewałbym się większych atrakcji. Był jeszcze zespół folklorystyczny, ale jakoś mnie nie porwał…

Categories: Living, Videos | Tags: | 2 Comments

Wycieczka po ZG – rowerem oczywiście

September 23rd, 2009

Dziś udało się trochę popedałować. W końcu! Weekend był piękny, pogoda wymarzona na rower. Niestety ja wylegiwałem się w Gubinie, choć miałem zastępczo miast bicyklowania udać się na basen. I dupa – pech chciał, że obiekt do 27-go września jest zamknięty: konserwacja… No więc nie udało się w weekend ani popedałować ani popływać. Za to się wyleniłem. O! Poniedziałek – pogoda dopisuje dalej. Trzeba jechać. Choć warunki w domu niesprzyjające – ponowie z elektrociepłowni wykombinowali sobie jakiś cholerny remont (a może to była kolejna KONSERWACJA?) rur dostarczających ciepłą wodę. Jak można się domyślić tej ostatniej na 3 dni miało zbraknąć. Problem mógł nastąpić z kąpielą po wycieczce rowerowej, a ta zważywszy na ilości wydalanych płynów przez skórę jest niezbędna. Rozwiązanie wynikło samo: Martinez – kumpel od roweru – umówił się na kosza. Znowu Pech. Przyszła środa – Martinezowi zakwasy minęły, pogoda znośna. Jedziemy. Zbiórka jak zwykle pod Intermarche, jak zwykle o 16:30. Gdzie by tu tylko pojechać. Rzuciłem pomysł: os. Braniborskie, a potem zobaczymy. Pojechaliśmy. Wdrapać się tam jak zwykle nie jest lekko, ale się udało. Po drodzę przejechaliśmy przez las koło uniwerka. Z lat studenckich jakoś inaczej go zapamiętałem. Kolejny etap wycieczki to cmentarz, przez który przejeżdżamy aby wydostać się na ul. Wrocławską. Dalej trasa wiedzie lasem – lądujemy na Jędrzychowie. Tam drobna niespodzianka: ulica Kożuchowska (Jędrzychowska?) jest zamknięta. Wracać się nie będziemy: miedzy koparką, dziurami w drodze, oraz innymi wybojami udaje nam się przedostać do normalnej jezdni. Uff! Zawiszy Czarnego dojeżdżcamy do ul. Botanicznej, stamtąd obieramy kurs na Ochlę. Basen już zamknięty, wody nie ma. Jedziemy dalej lasem w stronę Amfiteatru. Znowu pod górkę. Na mapce poniżej widać naszą wspinaczkę. Wjeżdżaliśmy trasą, którą przednio się zjeżdża – jest power, jest adrenalina, jest ogień. Ale to w przypadku downhill’a, pod górkę jest odwrotnie: krew, pot i łzy. Dotarliśmy pod amfiteatr (uff!), dalej wycieczka biegła przez starsze zielonogórskie osiedla. Kilka kwiatków w pobliżu ul. Wiśniowej wypatrzyliśmy – jest tam m.in. upiorny blok – czarny od brudu, małe okienka, zero balkonów (przynajmniej od tej strony) – bardzo smutny obrazek. Następny cel to “Kaczy dół”: skatepark trochę uatrakcyjnia miejsce, jednak i tam za kolorowo nie jest… Jedziemy dalej w stronę “Mrowiska”, tam też jest boisko – tyle, że znacznie porządniejsze. Są też korty, nowy budynek, piaskownica, ławki – przyjemne miejsce z ładnym, przestrzennym widokiem. Obraz trochę psują 3 wieżowce, ale nie przesłania to uroku tego miejsca. Powoli zjeżdżamy do domu, udajemy się w kierunku ul. Wojska Polskiego, gdzie opłotkami za siedzibą NBP docieramy do Al. Zjednoczenia. Ciekawy kawałek miasta z przemysłową zabudową. Coraz bliżej domu: przejeżdżamy przez wiadukt, mijamy Tesco, nowy budynek poczty. Przy Batorego rozstajemy się, wyłączam również GPS’a, zostało ul. Rzeźniczaka dojechać do domu. Zrobiłem cirka 25 km, mapka nie pokazuje dojazdu do Intermarche’a i powrotu z Batorego, a to w sumie kolejne 2,5 km. Jaką trasę pokonaliśmy, jak się wspinaliśmy i zjeżdżaliśmy z górek można prześledzić na poniższej mapce – klikając w “details” zobaczyć można więcej szczegółów: m.in. profil wysokościowy.

Categories: Bicykl, Living, sport | Tags: , | 1 Comment

Czyszczenie akwarium

September 17th, 2009

czyszczenie akwarium

Wczoraj silnie pracowałem w akwarium. Miała nastąpić tylko okresowa wymiana wody, zakres prac został jednak mocno poszerzony. Po pierwsze zabrałem się za kamole: te większe zarastają glonami i co jakiś czas trzeba je wyszorować. Tak więc te zzieleniałe (bynajmniej nie z zazdrości) poszły do szczotkowania – w sumie prawie 10 sztuk. Szorowanko żadna filozofia, micha z kamieniami do wanny, szczotka do łapy i jazda. Kamienie w wannie wyszorowane, można przejechać drapakiem szyby – niestety też glonem zarastają. Do tego służy coś ale rzep tyle, że na magnesie. Od strony akwarium rzep ma haczyki (jak to rzep :-)), ja natomiast po drugiej stronie szyby mam magnes który trzyma rzepichę w pozycji gotowej do pracy. I co dalej z tym robię? Ano ciągnę w te i nazad po szybie, aż znikną wszelkie oznaki gloniego panoszenia. Kiedy już szyba czysta, kiedy kilka kamieni zostało wyciągniętych z dna, możemy się zabrać za jego czyszczenie. Do tego służy machina za fotce obok. Za jej pomocą szybko i dokładnie oczyściłem dno z całego syfu jakie towarzystwo mieszkające w akwarium czyni. Wszelki odchody, kawałki roślin, niezjedzony pokarm – to wszystko zostaje wyssane do zbiorniczka (a la skarpeta) i zneutralizowane. Szyba lśni, dno bez skazy – można wkładać kamienie uprzednio wyciągnięte do szorowania. Pozostaje zabawa z wodą: na podmiankę naszykowałem 2 bańki 5-cio litrowe, oraz konewkę. Najpierw odlewanie: żółta micha, oraz kufel do piwa jako miarka, wypłynęło cirka 14 litrów. Wylałem ok. 10-15% całego zbiornika. Kolejny etap to nalewanie wody – największa frajdę mamy przy tym bojowniki, które podpływają pod deszczyk z konewki. Na koniec zostało powkładać wyrwane rośliny, powycinać stare liście i gotowe. Można cieszyć oko zerkając w kąt pokoju.

Categories: Akwarium | Tags: | 1 Comment

Niedziela – przed TV lub nosem w książce

September 13th, 2009

Upłynęła na dwóch sprawach kibicowaniu i czytaniu.

Zacznijmy więc od kibicowania: zaczęło się  już od 14-tej – Kubica startował w GP Włoch. Niestety emocje nie trwały za długo: mimo, że nasz rodzynek miał dosyć udany start – awansował o 4 pozycje – to wskutek przejazdu Webbera przez nos bolidu rodaka, ten musiał się stawić na przymusową wymianę przedniego spojlera. Po wyjeździe z Pit-stopu zajmował ostatnią pozycję, po czym 2 kółka później wylądował w garażu na dobre. Na tym moje dopingowanie się zakończyło, wyłączyłem TV zagłębiając się w lekturę. Temperatura rośnie – o 16-tej Falubaz podejmował w meczu rewanżowym Polonię Bydgoszcz. Stawką był udział w finale ligi. Dawno chyba nasi żużlowcy tak daleko nie zaszli, a wygrywając dziś odpowiednio wysoko mogą mieć szansę na walkę o mistrzostwo. Musieli oczywiście odrobić stratę jaką ponieśli tydzień temu w Bydgoszczy, ale 12 punktów nie jest rzeczą niemożliwą. I spełniły się marzenia lokalnych kibiców – Falubaz rozgromił Polonię 57:32, co wystarczyło – mimo porażki na wyjeździe – wygrać dwumecz i awansować do finału. W sumie wygrana zielonogórzan na 2 biegi przed końcem była już przesądzona, tak więc zwycięstwo można było triumfować jeszcze przed zakończeniem całej imprezy. Bohaterem naszej drużyny był niewątpliwie Piotr Protasiewicz który postanowił pojechać mimo problemów zdrowotnych. Kolejne sportowe wydarzenie zacząć się miało o 19:30 – finał mistrzostw Europy w siatkówkę. Polska vs. Francja. Tutaj się dopiero działo, emocje sięgały zenitu. Nasi w pierwszym secie grali punkt za punkt wygrywając 29:27. Na zmianę bladłem i wrzeszczałem. Ale udało się.  Drugi set pewniejszy – odskoczyliśmy w drugiej dziesiątce seta i trójkolorowi nie byli już w stanie nas dopaść – całego seta wygraliśmy 25:21. Pozostało więc postwić kropkę nad i, czyli wygrać 3-go a co za tym idzie cały mecz i turniej. Tu niestety niespodzianka i niepotrzebne nerwy: nasi 3-go seta przegrywają w dość słabym stylu. Ciśnienie wzrasta, w setach 2:1, w kolejnym znów idziemy z Francuzami łeb w łeb. Znów musimy zmagać się z pozyskaniem dwupunktowej przewagi aby zakończyć pojedynek. Udaje się! Polska mistrzem Europy! Niesamowita radość i duma z naszych siatkarzy. Pierwszy raz udaje się naszej męskiej reprezentacji wywalczyć ten tytuł. Gratulacje. Taki to był dziś sportowy dzień.

Między kibicowaniem pochłaniałem książkę. Będąc kiedyś na giełdzie wygrzebałem Grzesiuka – Boso ale w ostrogach. No i na weekend się dopadłem, mimo że raz już ją czytałem, gdzieś w okolicach liceum, czyli cirka 15-lat temu, teraz postanowiłem sobie ją przypomieć. Pogoda była dziś moim sprzymierzeńcem w czytaniu: lało, wiało i było zimno – idealne warunki na romans z lekturą.  Tak więc jak nie oglądałem jakiegoś widowiska sportowego to czytałem. Mimo, że książka wydaje się być ocenzurowana (o napaści przez ZSRR na Polskę jest dosłownie jedno zdanie), czasami nawet trąci propagandą – to ogólne wrażenie po przeczytaniu zostaje pozytywne. Facet spisał swoje młodzieńcze lata spędzone na Czerniakowie w Warszawie: opisuje okres przedwojenny jak i czas wojny do momentu  trafienia do obozu koncentracyjnego. Perypetie młodzieńca opisane lekko i z humorem, bez zbytniego patosu, czyta się miło. Są też jednak mocniejsze fragmenty aktualne również dziś; poniżej wykład majstra Helmuta dany Grzesiukowi nt. panujących relacji pomiędzy robotnikami a kadrą kierowniczą:

”  Wmawiają im, że są czymś lepszym od robotników, że robotnik będzie zawsze tylko robotnikiem, ciemnym i głupim, a oni to przecież inteligencja i każdy z nich ma prawo zająć w przyszłości najwyższe nawet stanowisko. Ci głupcy wierzą w to i nie wiedzą tego, że są tak samo bici po krzyżu jak i robotnicy…

A wszystko robi się po to, żeby ludzi rozdzielić. Bo gdyby wszyscy zgadzali się ze sobą , to źle by było z tymi, którzy nami rządzą.”

Tak więc przez 70 lat nic się za bardzo w tej materii nie zmieniło.

Kolejne dwie części trylogii: “Pięć lat kacetu”, oraz “Na marginesie życia”, będę musiał chyba wypożyczyć z biblioteki, choć jako “przetrzymywacz” książek, niechętnie z tej instytucji korzystam. Oddawania  nigdy mile nie wspominam, zawsze wiąże się to z jakąś karą lub mizdrzeniem się do Pani za kontuarem aby owej kary uniknąć.  Nie ma jak to własna pozycja do której  można zaglądnąć kiedy się chce, a i z przetrzymywaniem nie ma kłopotów. Fajnie jest wydawać pieniądze na książki. O!

Categories: Czytanko, sport | Tags: , | 1 Comment

Sobota – Akcja Winobranie

September 13th, 2009

Byliśmy wczoraj połazić po mieście. Najpierw Castorama i P&P, następnie zostawiając auto na parkingu podziemnym daliśmy nura w stragany. Jakiś urzekających cudów nie było, trochę staroci na kupieckiej, od Teatru do Muzeum mnóstwo kramów z żarciem, a dalej w stronę pomnika to już przysłowiowe miód i powidło. Były więc jak co roku: przyprawy, fotele do masażu, oraz ręcznie robiona biżuteria – ta ostatnia pozycja chyba najciekawsza i najoryginalniejsza na całej imprezie. Jak już pisałem wcześniej wino winobraniowe to import z Portugalii, żal więc wydawać na jakiegoś sikacza 30 PLN za flaszkę. Szukałem jakiś innych ciekawych alternatyw możliwych do zakupu, ale jedyne na co się natknąłem godnego uwagi to wina gruzińskie za 45 PLN od butelki. Trochę drogo. Tak więc w tym roku na święcie Zielonej Góry szlachetnego trunku nie spróbowałem, zostanie posmakować własnego wyrobu jak podjadę do Gubina: do wyboru jest zeszłoroczne lub zaciąg z butli – czyli rocznik a.d. 2009, które dojrzewa do butelkowania. Cóż jeszcze było ciekawego? Hm… dwójka mimów, pan Kataryniarz w duecie z papugą, oraz stragan z książkami. Zakupiłem sobie kolejne dwa kryminały: Aleksandry Maryniny p.t. Śmierć i trochę miłości, oraz nieznanego mi wcześniej autora Jean-Claude’a Izzo: Szurmo – obydwa wydane jako seria “Lato z kryminałem” i firmowane przez tygodnik Polityka. Ewa też coś sobie kupiła, w sumie więc z całego winobrania wynieśliśmy 3 książki. Tyle nasze.

Wycieczka nasza miała również drugie dno: mianowicie w mieście odbywała się akcja DKMS – dni dawcy. DKMS to fundacja w której można zarejestrować się jako dawca komórek macierzystych dla chorych na raka krwi, czyli np. białaczkę. Można to również zrobić przez internet, szczegóły na stronie organizacji. Nic to nie kosztuje, a jeżeli kiedykolwiek będę mógł komuś pomóc odzyskać zdrowie to czemu nie. Tak więc wspólnie z żoną zarejestrowaliśmy się jako potencjalni dawcy, wypełniając formularz, oraz oddając próbkę krwi do analizy. Co ciekawe trochę zainteresowanych było, poza tym miła obsługa wolontariatu oraz członków fundacji sprawiła, że człowiek po całej akcji czuł się dowartościowany i przekonany, że zrobił coś dobrego.

Tak to właśnie minęła sobota, niedziela miała być za to dniem czytania i sportu – tym razem w  tv :).

Categories: Living | Tags: , | No Comments