Zjazd klasowy AD. 2009

August 31st, 2009

Byłem w sobotę na spotkaniu klasowym. Nie sam! Ze mną dotarło jeszcze 8-miu ludków, 9 osobą była Monika, która docierać nie musiała – była gospodarzem. Tak więc w 10-kę zrobiliśmy małą imprezkę. Na 24 osoby to i tak myślę bardzo dobry wynik, należy dodać, że męska część klasy stawiła się w 75 % – to się nazywa frekwencja! Ale po kolei. Najpierw cały show planowany był w zadaszonej wiacie, gdzie dym z ogniska opiekać miał kiełbasy, flaki i inne przysmaki. Niestety za mała populacja żądna była wrażeń i wspomnień ogólniakowych, więc padł pomysł domówki. W sumie dobre wyjście z sytuacji: bliżej miasta (ognisko miało być na zadupiu), cieplej, bardziej komfortowo no i z muzyczką. Co do przebiegu to raczej standardowy: jemy, pijemy, rozmawiamy, jemy, pijemy … itd. Tak gdzieś do 3 w nocy z hakiem. Przy końcu została nas 5-ka (łącznie z gospodynią), goście w trakcie trwania imprezy stopniowo się wykruszali, choć i tak jakoś wszystko trwało dłużej niż ostatnie takie spotkanie, na którym byłem cirka 1,5 roku temu. Muszę przyznać, choć nie wiem jak reszcie, mi się podobało: popaplałem z kolesiami (szkoda, że nie było 4-go – Huberta, ale co zrobić), popaplałem z kobietami, pośmialiśmy się, powspominaliśmy. Co ciekawe to udało mi się porozmawiać z osobami z którymi 12 lat (podstawówka + ogólniak) spędziłem w jednej klasie, a nie widzieliśmy się od 1997 roku. I co ciekawsze idzie znaleźć jeszcze wspólny język. Za rok pewnie jakiś kolejny zlot, takie przynajmniej padły deklaracje.

A tymczasem mała galeria, dla tych co lubią zerkać nie tylko czytać. Miłego więc oglądania, choć raczej interesujące to będzie dla nielicznych.

Categories: Living | Tags: | No Comments

Róże Jazz Festiwal – zakończenie

August 28th, 2009

Dziś był ostatni koncert z cyklu jazzowego festiwalu pod patronatem 4róż. Tym razem było to zakończenie dwóch imprez: wspomnianego wcześniej muzycznego, oraz filmowego pt. Filmowa góra. Cała gala, bo tak  trzeba nazwać całą imprezę odbyła się tym razem w Teatrze Lubuskim. Minus taki, że nie można było sobie wypić piwka, poza tym atmosfera na świeżym powietrzu jest nieporównywalnie lepsza. Plusy też były: nikt nie przemyka pod sceną, nikt nie gada przy stoliku obok. Można więc było cieszyć się muzyką i komfortem jej odbioru. Ogólnie przyjemne odczucia po całej imprezie: najpierw załapaliśmy się na kawałek filmu, następnie były przemowy, nagrody i gratulacje: gościem festiwalu oraz jednym z jurorów był Krzysztof Zanussi – mimo dokuczającej choroby kilka słów na zakończenie festiwalu powiedział. Trochę pan Krzysztof przyłożył naszej kinematografii: wszystkim nowelom, podążającym za tym co było, odtwarzającym co już się przewinęło, robieniem filmów na ilość a nie na jakość. Mówił stanowczo nie. I dobrze: czas skończyć z nazywania sztuką nabijaniem kasy prostym przekazem bez głębszego sensu. Potem już było bardziej muzycznie: wystąpił kwartet jazzowy “Zespół jazzu klasycznego” Valerego Kisieliova. Panowie grali jazz z lat 30-40, w gruncie rzeczy był to swing. Grali przede wszystkim standardy Benny’iego Goodman’a i trzeba przyznać byli nieźli. Każdy z muzyków miał swoje kilka sekund na popisy solowe, przez co można było poczuć każdy instrument z osobna: fortepian, kontrabas oraz perksusja. Sam Kisieliov grał na klarnecie oraz saksofonie, czyniąc to w sposób godny mistrza. Nic dodać nie ująć. Po prostu uczta. Następne koncerty dopiero za rok, choć szef 4róż, Bruno, przebąkiwał o jednym jazzowym koncercie w miesiącu. Zobaczymy co wyjdzie z tych obietnic.

Categories: Muzyka | Tags: , | 1 Comment

Toyota – test wykonanej roboty

August 24th, 2009

Jak pisałem wcześniej ostatnio dużo grzebałem przy aucie. Wymieniony został przegub kulowy wahacza, łączniki stabilizatora oraz drążek kierowniczy. We własnym zakresie zrobiłem dwie pierwsze rzeczy, drążek natomiast wymienił mechanik. Po takich reperacjach należało sprawdzić zbieżność kół. Dziś pojechałem do jednego z warsztatów. Ceny usługi od 40 do 80 PLN, wybrałem opcje tańszą. I dobrze. Facet konkret – pozakładał mi te swoje światełka i zaczął badanie, uprzednio pytając się co było naprawiane. Był pod wrażeniem, mówił że błąd w geometrii był tylko w jednym kole i to rzędu 1,5 mm, co tak naprawdę jest dobrym wynikiem. Muszę pochwalić mojego mechanika – koleś robił to na “oko”, wzorując się na uszkodzonym i wyszło mu to naprawdę nieźle. Wymieniałem również u niego rozrząd oraz reperowałem układ wydechowy i póki co wszystko cyka. Mogę więc śmiało polecić warsztat “OLO” p. Piotra Szumlewicza, mieści się on w Zielonej Górze przy ul.Wojska Polskiego 118, koło ORLENU. Jakby ktoś potrzebował nr telefonu to proszę: 508 389 575. Teraz pozostało tylko jeździć – brum, brum.

Categories: Pan Samochodzik | Tags: | 1 Comment

Weekend z Toyotą (2)

August 23rd, 2009

Kolejny etap zmagań z samochodem za mną. Tym razem grzebałem ja oraz mechanior. Mechanior grzebał w piątek – wymieniał mi drążek kierowniczy, który gdzieś na przegubie się wyrobił i zaczął pukać. Może i wymieniłbym to sam, gdyby nie dwa problemy: primo – musiałbym mocno się czołgać pod autem, drążek dosyć głęboko wchodzi pod auto  i mając samochód na podnośniku zabawa mogłaby się mocno skomplikować, sekundo: montowane były dwa rodzaje drążków, różniły się gwintem na który nakręcana jest końcówka drążka. Musiałbym więc wykręcić stary, pojechać z nim do sklepu, zakupić nowy – identyczny jak zużyty, a następnie go zamontować. W zielonej górze niestety nie byłbym w stanie takiej operacji wykonać. Stąd wizyta w warsztacie. w taki to sposób pozbyłem się 107 PLNów: 47 drążek, 6 dyszek robocizna. Drugi etap prac należał w całości do mnie. Chciałem wymienić końcówki stabilizatora w przednim zawieszeniu, ot dwa przeguby kulowe, połączone 6-7 cm prętem. Przeguby niestety na naszych drogach potrafią się wytłuc, co skutkuje pukaniem i stukaniem zawieszenia. Pierwszy krok to zakupy: odwiedziłem InterCars – w sumie po raz pierwszy, z reguły wszystkie dotychczasowe zakupy samochodowe realizowałem w Polmozbycie na francuskiej. Czasem trzeba spróbować czegoś nowego. Ogólnie miło zaskoczony byłem, fachowa obsługa, dosyć szybko i sprawnie zostałem obsłużony – kolejne 104  PLN mniej. W sobotę przyszedł czas na wymianę: najpierw strona lewa, potem prawa. Nie obyło się oczywiście bez WD40 którym na dzień dobry polałem wszystkie śruby. Poszło szybko, namordowałem się tylko z jedną ze śrub: imbus którym przytrzymywałem śrubę zaczął obracać się i uniemożliwiał mi odkręcenie nakrętki. Na szczęście na tyle udało się  ją poluzować, że zdołałem wcisnąć szczypce i przytrzymać śrubę. Po kilku minutach walki udało się i mogłem zabrać się za montowanie nowego. Z tym nie było już problemów, również wymiana z drugiej strony nie nastręczała zbytnich kłopotów – zrobiłem to jak w Pitstopie F1 prawie :). Auto zrobione, czas na testy. Pierwsze wrażenie: SUPER! Nic nie puka, nic nie stuka auto w ogóle nie hałasuje na nierównościach. Szok. Nawet podjeżdżając pod krawężnik, samochód robi to cicho bez żadnych hałasów dobiegających z zawieszenia. Rewelacja. Na trasie również zachowuje się lepiej, jest jakby stabilniejszy, lepiej się prowadzi, a przy hamowaniu z większych prędkości nie trzepie kierownicą. Pozostało jeszcze ustawić zbieżność kół, gdyż trochę części w nim wymieniłem ostatnio i cieszyć się jazdą.

Categories: Pan Samochodzik | Tags: | 1 Comment

Nowi mieszkańcy

August 18th, 2009

Dziś przybyli nowi mieszkańcy w naszym akwarium. Zakupiłem dziś dwa gurami marmurkowe. Wcześniej były dwie samiczki, fachowiec mi taką parę sprzedał, doszło więc męskie towarzystwo. Najpierw podjechałem pod sklep w którym kupiłem poprzednie dwie sztuki tego gatunku. Jak facet zaczął mi pokazywać samiczki mówiąc, że to samiec (dymorfizm płciowy w tym gatunku występuje) to wymiękłem. Wyszedłem zniesmaczony, i swoje kroki skierowałem do sklepu w którym zakupywałem materiały do założenia akwarium. Tam jest facio Fachura, od razu powiedział czym na oko różnią się dwie ryby tego samego gatunku. Mam więc 10 PLN’ów mniej, jedno gurami jest za piątaka. Zakupiwszy jeszcze wkłady do filtrowania pojechałem prędziutko do domu. Najpierw trochę oswojenia się z wodą, tak kilka minut – aby nie padły z szoku jakiegoś, a po 5-10 minutach plum – na szeroką wodę. Jedna z mieszkanek od razu wypatrzyła sobie amanta – śmigała koło niego jak przyklejona. Póki co moje nowe rybki są trochę przestraszone i niechętne do zabaw:  teraz tylko sobie sapią przy dnie nie interesując się całą resztą. Może jakaś miłość z tego wykiełkuje.

Categories: Akwarium | Tags: | No Comments