3 dzień autem – przełajem po wyspie (27.06.2009)

June 29th, 2009

Krótki opisik co robiliśmy w 3 dniu zwiedzania wyspy autem. Trasa została zaplanowana przez pana Google’a, w sumie ok. 90 km, przy założeniu, że gdzieś nie pobłądzimy. Zaczęliśmy od miejsca zwanego “Epta Piges” czyli po naszemu 7 źródeł. Od Kolimbii (tutaj mieszkamy)  cirka 5 km, podróż więc stosunkowo krótka. Według mojej skromnej opinii miejsce przereklamowane, ciemny tunel  – który jest opisywany jako hicior.  Może i dla kogoś jest to atrakcja, dla nas nie była.  Jedziemy dalej: udajemy się w stronę Archipoli, skąd malowniczo położoną drogą (po drodze dużo zakrętów i niezłe widoki) docierami do Psinthos. Stąd już tytlko kilka minut do kolejnego punktu wycieczki: doliny motyli. Wjazd 5 EUR, tym razem zniżek brak – wcześniej dzięki karcie nauczyciela, żona na akropol w Lindos weszła za darmo. Wracając do doliny motyli:  jest to miejsce gdzie rozmnaża się jeden z gatunków ciem, oraz jeden motyli. Tutaj też dobiega końca ich  żywot. Sama dolina to takie trochę nasze niskie partie karkonoszy – strumyk, drzewa, trochę cienia – jedyny inny element to właśnie motyle. Póki co samych owadów jeszcze mało,  podobno w sierpniu jest szaleństwo, teraz są tylko pojedyncze sztuki.

Dolina motyli

Jedziemy dalej:  kolejny cel to Filerimos, ale najpierw plaża. Kąpiemy się w miejscowości Theologos nad morzem egejskim. Duże fale, dość silny wiatr, oraz piękny lazur wody. Spędzamy tu piękne chwile, zjadamy suchy prowiant, który otrzymaliśmy zamiast obiadu i znów w aucie. Szukamy znowu Filerimos, tym razem zaopatrzeni w większą dozę determiniacji oraz spokoju. Udaje się bez problemów, okazuje się, że poprzedniego dnia byliśmy dosłownie o krok od tego miejsca…  Na górze czeka nagroda – fantastycznie zachowany monastyr, oraz wspaniały punkt widokowy. Znowu przydaje się karta nauczyciela – żona wchodzi za friko. Najpierw zwiedzamy klasztor oraz monastyr, wszędzie dookoła spacerują pawie. Jest ich tu co najmniej kilkanaście, biegają sobie niczym nie skrępowane, nowołując się donośnie. Obiekty sakralne mamy zwiedzone, czas na widoczki. Tutaj się dopiero działo, panorama z tego miejsca jest niesamowita – widzimy dwa morza, oraz ładny kawałek wyspy – dla chętnych do zobaczenia panorama. Lojalnie ostrzegam – fotka waży 8,7 MB oraz ma rodziałkę 14756 x 1598! Najlepiej pobrać plik na dysk i otworzyć go w jakimś programie do wyświetlania grafiki (np. IrfanView), powiększyć na całą wysokość ekranu i za pomocą strzałek przewijać w lewo i prawo. Upojeni widokiem wracamy do auta, a tutaj mała niespodzianka, jeden z pawi w końcu pokazał się w pełnej krasie. Cudo.

Paw na Filerimos

W końcu po dniu pełnym wrażeń gdzieś około godziny 18-tej zmierzamy do hotelu. Droga przebiega bez problemów  i mimo przeprowadzanych remontów (nie tylko w Polsce remontuje się nawierzchnie)  gdzieś przed 19-tą jesteśmy w Delfinii. Na mapce zaznaczyłem jeszcze postój w zatoce A.Quinna, ale nie daliśmy już rady. I tak na niedzielę zaplanowaliśmy tam dłuższy pobyt, więc nic straconego.

Categories: Foto, Living | Tags: , | 1 Comment

Rodos – zatoka A.Quinn’a oraz Kalithea (termy)

June 28th, 2009

Minął kolejny dzień wycieczki. Fura wypożyczona tylko na 4 dni, trzeba się więc sprężać. Dzisiejsze menu składać się miało z: wizyty w zatoce A.Quinna, wzgórza Fileramos, oraz na koniec z wycieczki do term w Kalithei.

Pierwsza spraw dosyć prosta: dojechać  z hotelu do głównej drogi i kierując się w stronę miasta Rodos w odpowiednim momencie skręcić w prawo. Udało się za pierwszym razem. Co prawda trwają remonty dróg i są jakieś objazdy, ale tenże jest tak poprowadzony iż pokierował nas do drogi nad zatokę.  Widok jest po prostu oszałamiający: mała zatoka otoczona klifem, z turkusową krystalicznie czystą wodą. Jak w bajce. Zostajemy tu na dłużej: 7 EUR za leżaki wydaje się ceną niewygórowaną w porównaniu z ósemką którą zapłaciliśmy 1-go dnia na naszej plaży. Poza tym miejsce idealnie nadaje się na nurkowanie: brak fali, czysta woda oraz mocne słońce  –  snurkowy raj :)

Zatoka A.Quinna

Leżymy sobi tutaj kilka godzin rozkoszując się widokami: zarówno nad jak i pod wodą. Jak miło poleniuchować sobie w tak pięknym miejscu. W całej zatoce są w sumie dwie miejscówki z leżakami: 1-sza przy zejściu z widokiem taki jak powyżej, oraz druga usytuowana z prawej strony fotki. Trzeba do niej dojść 100-150 metrów, ale za to jest spokojniej i tak jakoś bardziej kameralnie. Oczywiście nie muszę pisać gdzie leżeliśmy …

Drugie miejsce jakie mieliśmy tego dnia odwiedzić to Fileramos, wzgórza na których położony jest klasztor oraz punkt widokowy. Niestety nie udało się. Mimo GPS’a, map, oraz drogowskazów tak pobłądziliśmy, iż moja druga połowa rzekła dość i odpuściliśmy sobie to miejsce. Na razie…

Po tym skromnym niepowodzeniu prześliśmy do kolejnego etapu wycieczki: termy w Kalithei. Obiekt wybudowany jeszcze za czasów antycznych, który służył grekom do załatwiana spraw natury higienicznej, znaczy się mycia. Aktualnie do antycznego przybytku dostawiono dodatkowy budynek, całość ładnie odnowiono i pomalowano, a przy nabrzeżu zrobili kafejkę z ekstra fotelami. Całość dopełniają chodniki zrobione z drobnych płaskich kamyków poukładanych w mozaikę, oraz piękne palmy. Miejsce na pewno godne uwagi.

Kalithea

Tak oto minął nam cały dzień. Obeszliśmy się w sumie bez obiadu – choć można było zamówić tzw. Lunch-Boxy zawierający suchy prowiant. Robiąc kolejne wycieczki byliśmy już mądrzejsci nieco i braliśmy suchy prowiant ze sobą, w sumie nic specjalnego: buły, jabłko i mała woda. Ale starczało.

Categories: Foto, Living | Tags: | 1 Comment

Pierwsza wycieczka

June 25th, 2009

zatoka św. Pawła Lindos

Dziś dzień pełen wrażeń. Wypożyczyliśmy małe autko i zaczęliśmy rekonesans – na początek poszła południowa część wyspy. Miejsce pierwszej wizyty to Lindos – malownicze miasteczko z piękną zatoką św. Pawła (fotka powyżej). Znane jest z antycznej świątynii Ateny, białych domków, osiołków – którymi można dojechać do pozostałości ruin, oraz wspaniałej zatoczki. Miejsce niezwykle urokliwe, będąc na górze na której stoi świątynia można się mocno rozmarzyć. Na szczęście upał daje się tam bardzo mocno we wznaki i nawet największego marzyciela sprowadza na ziemię. Same uliczki Lindos to również coś niepowtarzalnego – mnóstwo białych domków (tylko białych – innych nie ma), dosyć gęsto umieszczonych na małej przestrzeni robi niesamowite wrażenie.

Z Lindos jedziemy do Prasonissi – miejsca gdzie stykają się dwa morza: Egejskie i Śródziemne. Oba oddziela plaża o szerokości cirka 100 – 150m – zerkasz w prawo Egejskie, w lewo Śródziemne – jest w czym wybierać. Miejsce słynie z dobrych warunków do uprawania sportów wodnych: surfing, windsurting, kite – czyli wszystko co napędzane jest falą lub wiatem. Liczyliśmy, że będą tłumy miłośników tych sportów, ale nie było aż tak źle – miejsca dosyć do pływania oraz uprawiania wodnych szaleństw. Jako że pod nosem przy hotelu mamy te większe morze, postanowiliśmy sprawdzić uroki tego drugiego. Był jeszcze jeden aspekt przemawiający za: zdecydowanie większe fale, a co za tym idzie większa zabawa. Taplałem się jak dziecko chyba z pół godziny, pewnie i dłużej bym siedział, gdyby nie to, że harmonogram dnia na to nie pozwalał.

Następnym celem było Monolithos – ruiny zamku joannitów, na miejscu którego stoi teraz mała kaplica. Droga do Monolithos prowadzi wzdłuż wybrzeża morza Egejskiego. To co można zobaczyć zapiera dech w piersiach. Kolor wody, ukształtowanie terenu, roślinność tworzą tak niepowtarzalny temat, że nie sposób przejechać obojętnie obok takich widoków. Poniżej fotka z krótkiego postoju na trasie do kapliczki na samotnej górze – po prostu nie mogliśmy się oprzeć odcieniom wody jakie w tym miejscu przybiera.

Morze Egejskie

Na zakończenie dnia (jak nam się wydawał0) wylądowaliśmy na wspomnianym powyżej Monolithos. Miejsce mniej uczęszczane w porównaniu do Lindos, bardziej dzikie i odosobnione, choć też ciekawe i nie pozbawione uroków. Najpierw zatrzymaliśmy się w punkcie widokowym – na którym jak na dłoni widać było nasz cel wędrówki wraz z otaczającym go morzem. Cudny widok, cudne miejsce – nawet najlepsze zdjęcie nie oddac klimatu tego co można tam zobaczyć. Po krótkim postoju w tym urokliwym miejscu i pochłonięciu obiadu w postaci koszyka brzoskwiń (nie było szans na powrót do hotelu na posiłek) pojechaliśmy pod same ruiny zamku. Droga nie trudna, widoki za to znów fascynujące. Posiedzieliśmy chwilę, zapaliliśmy po świeczce w kaplicy i w drogę powrotną.

Widok z Monolithos

Tym razem przecieliśmy wyspę, jadąc poprzez miejscowości wewnątrz lądu. To jednak całkowicie inny świat niż ten obserwowany z okien hotelu: dziki, zapuszczony, działający bez pośpiechu i w swoim rytmie. Świat w kórym królują zdezelowane pick-up’y, w którym krajobraz gai oliwnych przeplata się z surowymi górzystymi zboczami. Tak oto dotarliśmy do wschodniej arterii wyspy mając zamiar dotrzeć do hotelu na kolację. Plan planem ale po drodze zahaczyliśmy jeszcze o plażę Tsambika – dosyć urokliwe miejsce koło naszej mieścinki. Plaża dosyć ładna, z krystalicznie czystą wodą i co najważniejsze piaszczysta. Prawie jak Bałtyk…

Jutro kolejna wycieczka. Plany są póki co mało skonkretyzowane, ale zatoka A.Quinna, czyli miejsce gdzie kręcili “Działa Navarony” jest na celowniku.

Categories: Foto, Living | Tags: | 1 Comment

Snurkowanie

June 24th, 2009


Categories: Living | Tags: | No Comments

Prom na Rodos :)

June 24th, 2009

łódka

Categories: Living | Tags: | 1 Comment