Jazda za stówę

December 14th, 2008

W sobotę zaliczyliśmy kolejny wypadzik na narty. Tym razem do Rokytnic nad Jizerou – akurat było otwarcie sezonu i specjalna cena, grzech więc nie skorzystać. Pojechaliśmy w 3-kę – Ja, Ewunia oraz Piotrek – team mały, ale żwawy. Jeździliśmy w sumie na jednej trasie która była czynna, a zarazem miała sensowne parametry. Choć oznaczona kolorem niebieskim, to muszę przyznać bardziej męczyła niż czerwone w Pecu, w którym to gościliśmy w poprzednim tygodniu.  Przygotowanie trasy pozostawiało wiele do życzenia – muldy w pierwszych godzinach jeżdżenia, kilka dziur w śniegu sprawiały, iż wysiłek siłowy włożony w jazdę musiałbyć znacznie większy. Choć mój osobisty wniosek jest taki, że ni jak nie można wrzucać do jednego worka tras oznaczonych tym samym kolorem, ale za to zlokalizowanych w różnych ośrodkach. Niebieska z samej góry w Rokytnicy to jednak nie to samo co niebieska w Pecu. Wyjazd mimo drobnych mankamentów udany – trafiliśmy na piękną pogodę, co można zobaczyć w galerii, a poza tym dziś nie robiłem za szofera. Natomiast tytułowa stówa, była kolejnym argumentem za wyjazdem – otóż na otwarcie sezonu Czesi przygotowali niespodziankę w postaci promocyjnej ceny za wyciąg: wynosiła ona 100Kc za osobę, co przy standardowych 590 było znaczącą różnicą.

Categories: Narty | No Comments

Sezon 08/09 rozpoczęty

December 10th, 2008

W sumie tak jak planowaliśmy:

Termin: sobota 06.12.2008, Miejsce: Pec pod Snezkou, Czechy

Dużo można by pisać jak było, choć można też podsumować jednym przysłówkiem: Zajebiście. Tak właśnie było: mnóstwo śniegu, w miarę ciepło, brak kolejek przy wyciągach, oraz sensowna cena. Można chcieć więcej? Pewnikiem i można, tyle że w Erze… Pojechaliśmy w osiem osób, na dwa auta. Choć narciarstwo to nie sport zespołowy to jednak miło od czasu do czasu zobaczyć znajomych. Co prawda nie było jeszcze wszystko otwarte – działały 3 orczyki (kotwice) i kanapa – to w zupełności wystarczyło. Jeździliśmy oczywiście na wszystkim, jako że pierwszy raz gościliśmy w Pecu to musieliśmy popróbować każdej dostępnej trasy. Jak dla mnie najciekawsza trasa to czerwona do której dochodziła kanapa, choć pozostałe trasy również były przyjemne. Można z niej było odbić na czarną, ale jakoś podarowałem sobie. Czarna miała konkretną stromiznę i jakoś na pierwszy raz nie miałem ochoty mierzyć się z górą jak i własnymi umiejętnościami. Podsumowując wyjazd to wycieczkę mogę zaliczyć do bardzo udanych rekreacyjnie, poza tym była to też okazja do przetestowania sprzętu oraz ubioru na nowy sezon. Chrzest bojowy wypadł pozytywnie.

Ciekawą sprawą był też dojazd jak i powrót. Trasa wiodła przez przełęcz Okraj, a kierowcą dla odmiany byłem ja. Kto jechał zimą ten wie jakie tam warunki panują, zwłaszcza po lub w trakcie opadów śniegu. Pół biedy dojazd, akurat nie padało, z tymże droga do samej Malej Upy – czeskiej miejscowości po drugiej stronie granicy – była bardzo dziewicza: nie posypana, nie odśnieżona,  jedzie się po ubitym śniegu. Wygląda na to, że piaskarki lub inne podobne ustrojstwa nie są w ogóle w stanie tam wjechać, pozostaje więc zaufać swoim umiejętnościom oraz autu – a raczej oponom. Tu mogę dodać, iż mój wybór okazał się bardzo dobry – GoodYear UltraGrip 7 spisały się znakomicie. Oczywiście można było założyć łańcuchy na koła, ba! przy wjeździe na przełęcz stoi znak nakazu jazdy w nich, ale postanowiliśmy z lenistwa i chęci oszczędzenia czasu iść na łatwiznę i podjechać bez. Wiadomo jak to jest: godzina nakładania, a potem 15 minut jechania, darowaliśmy więc sobie. Cała sztuka w sumie polegała na nie zatrzymaniu się w trakcie podjeżdżania, i zachowania umiaru przy zjeżdżaniu. Jakoś nam to się udało.

A już w sobotę kolejny wyjazd: tym razem ostrzymy sobie zęby na Rokietnice – będzie otwarcie sezonu, oraz karnety za 100Kc. Jest jedno małe ale: do tej pory Czesi nie otworzyli głównej kanapy prowadzącej na szczyt, a bez niej zabawa może się nie udać.

Categories: Narty | No Comments

Powtórka z rozrywki

December 3rd, 2008

Jakiś czas temu pisałem, iż szlag trafił siłownię do której łaziłem zmęczyć się trochę i odprężyć. Co prawda ledwo zdążyłem się tam zapisać, no ale jakoś żal: było blisko, brak panów bez szyi, sensowny sprzęt, ogólnie warunki znośne. Od tamtego czasu próbowałem po amatorsku w domu kombinować pewne ćwiczenia: sztangielki, ławeczka, trochę obciążników – dużo nie trzeba aby wyginać ciało, najważniejsze aby się chciało. Ale, że ciężary i sztangielki też były pożyczone to i ten model zawiódł. Pozostało jeno wrócić na stare śmieci: pisałem kiedyś iż z koleżką z osiedla gdzie kiedyś zamieszkiwałem zbudowaliśmy siłownię. Dziś nastąpił wielki come back – znów się spotkaliśmy w suszarni pomachać trochę żelastwem. W sumie to i ja i on traktujemy te ćwiczenia jako zaprawę przed sezonem narciarskim, ba! Jedziemy razem na sylwka do Szklarskiej Poręby w planach jest szusowanie – kondycja jest jak najbardziej wymagana. Tak więc historia zatoczyła koło – swoją przygodę rozpocząłem w suszarni i znów tam wylądowałem.

Categories: Narty | No Comments