Debian + grsec + zdalny serwer

April 22nd, 2007

Do skonfigurowania dostałem ostatnio zdalny serwer. Na opteronie, 2 GB ramu, raid 1 – całkiem przyjemna maszyna. Jedno ale – serwer siedzi w jakimś centrum do którego nie ma dostępu, konfiguracja więc tylko via ssh. Trudno, w sumie nie jest to pierwszy konfigurowany w ten sposób komp więc problemów być nie powinno… Do wyboru dwa OS’y – openSuSe i Debian. Wybór był oczywisty, chociaż nie jestem zbytnio fanem ani jednego ani drugiego, padło na Debiana. W końcu solidna marka, z całą swoją ideologią i społecznością włącznie. Jak już pisałem oblatany w tej dystrybucji nie jestem ale kłopotów z poruszaniem się nie miałem, w razie “W” zawsze można było zasięgnąć języka u znajomych. Update poszedł gładko, baza też, pozostało więc poświrować: wymyśliłem sobie iż przekompiluję kernela z grseciem w najnowszej wersji jaka jest dostępna. Po doinstalowaniu paru pakietów (apt-get jest jednak także bardzo przyjemny) można było ruszać. Patch nałożony jazda więc do configa ustawiać – no i ustawiłem: security na high, dodałem stery, ustawiłem inne cuda, zapisałem i siup magiczny zestawik komend: make all, make modules_install, make install i wszystko jest. Jak ja lubie takie sytuacje – nie ma dostępu do serwera, więc w razie kłopotów typu “kernel panic”, pozostaje zaoranie wszystkiego od nowa i ponowna inicjalizacja. Ot taka ruletka – wstanie, nie wstanie. Pozostał reboot aby się przekonać. GO! No i niestety porażka – co ciekawe zastosowałem configa na którym openSuSe wstawał (jeszcze kilka dni temu nie było możliwości instalacji Debiana), co prawda nie miał grseca ale wstawał. A na Debianie zima…Trudno, ponowna inicjalizacja, szybka konfiguracja, znów grsec, znów kompilacja jaja, zmiana nastapiła konfiga – tym razem wybrałem debianowego od jajka które wtedy chodziło. Ponownie 3 komendy z make w roli głównej i reboot. I znów fiasko, znów nie miał kto go kliknąć, znów nie wstał. Ponowna reinstalacja, wrrrr….

Niby do 3 razy sztuka – ja zakończyłem po dwóch, oczywiście można uznać to za porażkę, ale przy braku dostępu do maszyny, przy braku informacji co się wykłada trudno po omacku dochodzić co jest nie tak. Tak czy siak grsec’a nie ma, pozostało więc nieśmiertelne iptables.

Categories: Potyczki z IT | 2 Comments

Festiwal jedzenia zakończony

April 16th, 2007

Tak to już jest w święta, iż niestety 5-ty grzech popełniamy mimochodem. No przecież jedzą wszyscy, i ciotka, i brat i pies nawet, a że w święta trochę więcej – jak to przy stole: się siedzi, się je. I ja pojadłem. Najpierw dwa dni u teściów, potem dwa dni u Mamy – każda z Mam karmiła przyzwoicie. I co ma zrobić ktoś, kto bardzo lubi jeść? Na szczęście do tragedii nie doszło, nie musiałem także kupować super wielkiej paczki “prochów” na wątrobę, nie miałem też żadnych wzdęć, zaparć i innych przypadłości, po których musiałbym wg speców od reklamy szybciutko połknąć maksymalną dawkę dostępną na rynku aby poczuć się lepiej … Jeden wielki szit! Ale w sumie dziś nie o tym. Ogólnie pojadłem trochę świątecznych potraw, placków i innych delicji. Czy się objadałem? A pewnie! Przyjemności nigdy nie za wiele. Bo co to za święta jak się “człek nie obje”…

Categories: Living | 1 Comment

Łapanie wirusów i święta …

April 7th, 2007

Dziś i wczoraj byłem na łapaniu wirusów. Matko Boska! Ileż można mieć w 1 jednym komputerze wirusów i koni trojańskich. No ile? Setki proszę Państwa. Antywirus miał co robić, inne programy też, ale nie będziemy tu robić kryptoreklamy. Fajnie mieć Linuxa ;). W każdym razie kilka “prawych sierpowych” i komputerkowi pomogło. Odchudzony z kilkuset exec’ów przeżywa “reinkarnację”. Tak to bywa w święta …

Categories: Potyczki z IT | 1 Comment

Sofa

April 4th, 2007

sofa_small.jpg

No i w końcu jest. Po cirka 5 tygodniach udało się zatargać sofę do domu. Ale po kolei. Najpierw sklep: zapłata, umowa o kreskę – toć 2 tysiaki z hakiem, więc z kieszeni od razu nie wysupłam :(, no i transport. Najpierw umowa o kreskę, trochę wpisywania przez Panią sklepową, potem czekanie na decyzję analityka banku, jeszcze kilka minut i decyzja pozytywna. Niestety trzeba było wydrukować umowę. w końcu pod czymś musiałem się podpisać. Niestety nie ma drukarki… tzn. jest ale gdzieś na zapleczu, bo ta która jest przy kasie nie drukuje. Bywa… Przybiega koleś z laserem w łapach – jest drukarka :)! Drukujemy! Niestety nie drukujemy, bo i ta drukarka ma problemy. Kolega od drukarki gdzieś poszedł, więc obsługa sprzętu biurowego i pomoc Pani mi przypadła do udziału… No ale jeżeli chce się mieć umowę, to trzeba zakasać rękawy i do roboty. Okazało się, że próbowałem podpiąć ją via USB kiedy sterowniki były skonfigurowane pod LPT, co wyjaśnił dopiero Pan informatyk z banku w którym brana była kreska. Drukujemy! Są dwa egzemplarze, zaś cud :)! Jest umowa w łapie, kasa po części wpłacona, można więc lecieć załatwiać transport. Nie było łatwo. Bydle jest w dwóch elementach: to gdzie jest pudło na pościel jeszcze jakoś dało się nieść we dwóch, ale druga część z wysuwaną częścią na spanie – uff, to po prostu była masakra! Naprawdę ledwo co daliśmy radę. Przypominam dwóch ludzi i 3 piętro. Ale udało się, co prezentuje zdjęcie powyżej

Categories: Living | 1 Comment

Gerda

April 2nd, 2007

Dziś znów wyciąłem numer z zamkiem Gerda. Może nie wszystkim wiadomo, ale zamek ten ma jedną nieznośną funkcjonalność: po zamknięciu go od zewnątrz na “dwa razy” nie idzie go otworzyć od wewnątrz. Niby fajne (zwłaszcza dla kogoś kto ma szybki w drzwiach), gorzej tylko jak w domu śpi żona…  Oj nasłuchałem ja się dzisiaj :( Co prawda żona była czujna i szybko wyczuła temat, nawet podjęła próbę zawołania mnie z balkonu, niestety muzyczka  w słuchaweczkach była głośniejsza. Sygnał o całym zajściu dostałem dopiero będąc pod pracą, w jakimś stopniu spowodowane to było brakiem funduszy na pre-paidzie Ewunii, a także punktualnością wypłat w szkolnictwie – oczywiście 2-go rano nie miała jeszcze pieniędzy na koncie, więc doładowanie telefonu z konta nie wchodziło w grę. Koniec końców udało się, uwolniłem żonę z pułapki, tylko jakoś całusa za to nie dostałem…

PS. Od dzisiaj zamykam mieszkanie na zamek nr 2, na szczęście to nie gerda!

Categories: Living | 1 Comment