Zastal rules !

March 29th, 2006

Wiwat ZASTAL. Chłopaki ograli dzisiaj Stal Stalową Wolę, na parkiecie rywala. Byl to 5 mecz 1 rundy play-off’s, poprzednie 4 nie zaważyły o zwycięstwie którejkolwiek z drużyn – po 2 wygrane i 2 poraki zanotował każdy z zespołów. No i dziś udało. Jeszcze raz wielki gratulacje, no i sukcesów w następnych meczach.

Categories: Różne | 1 Comment

Pidżama Porno

March 24th, 2006

Czas: 23.03.2005  20:00

Miejsce: Zielona Góra, Peron 5 (klub polożony niedaleko PKP-u)

I Ja tam byłem. Prawie 2 godziny czystego szaleństwa, przy super muzyczce poznańskiego bandu. Wrażenie bardzo pozytywne, zganiałem się jak pies, ale jakże było mi dobrze. Poskakać sobie dobra rzecz, zwłaszcza w gronie przyjaciół. Byliśmy w 5-kę (Gośka, Ewelina, Przylep, Młody no i JA), ale 3-ka aktywnych. Naprawdę nie pamiętam kiedy tak się wybawiłem, jak na ZG koncercik przedni.  Jeden feler to klimatyzacja, a raczej jak brak – mokry byłem jak pies wychodząc z lokalu, a druga sprawa to odwieczna bolączka wszystkich lokali gdzie jara się fajki – SMRÓD  dymu !!! Ale to przecież tylko detale …

Categories: Różne | No Comments

tydzień z lekarzami cd. cd.

March 22nd, 2006

To jest ostatnia część tryptyku, dotycząca błąkania się po korytarzach medycyny.

Czytanie proponuje zacząć od wpisu “tydzień z lekarzami” a następnie “tydzień z lekarzami cd.”, a dopiero potem przeczytać to co poniżej.

No więc był czwartek. Umówiony byłem na 10:30. Nauczony punktualnością tych i owych pod drzwi dobrnąłem ok. 10:40 czy jakoś tak. No więc są wszyscy: warczący ogon, ja, pielęgniarka, gabinet, brakuje tylko piątego elementu. Po ok. następnych 20 min. pojawia się ON, uśmiechnięty starszy pan. Jeszcze kilka minut i będzie po. Wchodzę! Wizyta standardowa na fotelik, pan z lampką na czole ogląda mi uszy, nos, no i migdałki. Po moich narzekaniach kieruje mnie do przychodni przyszpitalnej celem zapisania się na zabieg wycięcia migdałków. Czasu jeszcze trochę mam, postanowiłem więc upiec dwie pieczenie na jednym ogniu i polecieć do drugiej przychodni.

Kurde! Co tam się w ogóle wyprawia i jak to wygląda. Szkoda, że nie miałem aparatu. Przychodnia usytuowana w piwnicy pod oddziałem laryngologicznym. Ciemno, szaro, smutno i przygnębiająco. Klimat jak z kiepskiego thrillera medycznego. Żadnej rejestracji nic. Co jakiś czas Piguła wyskakuje za drzwiczek z zbiera książeczki. Na pytanie dlaczego nie ma rejestracji telefonicznej, pada odpowiedź: “A po co? My i tak musimy wszystkich przyjąć”. No więc czekam. Wchodzi kilka osób, wychodz, kiedy ma przyjść moja kolej, pacjenci którzy byli przede mną idą robić jakieś badania na oddział. Oczywiście Pani doktor idzie z nimi. Wrrrr… Czekam dalej. 15-20 min no i wchodzę. Wrażenia? Czułem się w stylu “Co Pan tu chciał” – Pani doktor opryskliwa i nie do pogadania, piguły haha hihi, głupie uśmieszki – żenada na maxa. Zostałem zbesztany, że w ogóle przyszedłem, ale kobitka stwierdziła, że jak już tak bardzo chcę to mogą wyciąć mi te migdałki. Ani żadengo badania, ani nic; liczyłem na jakiś wymaz, wywiad co jest, co dolega, jak często itd. … GÓWNO! NIC! Dowiedziałem się tylko, że infekcje gardła mogą być spowodowane nie tylko przez migdałki, i że mogę (gardło) leczyć inaczej. Jak? Tego już nie wiem … Zabieg mam umówiony na 26.07.2006 – cóż wyglada na to, że jednak zasięgnę gdzieś porady innego specjalisty. Nawet zapłacę, chodzi o to aby mieć pewność, że zabieg jest konieczny. To co oferuje państwo w ramach opieki znów okazało się jakąś kpiną.

Tak kończy się tryptyk medyczny, pisanie wniosków jest zbędne.

Obsada tryptyku:

Ja, Białe kitle, Komitet kolejkowy

Koniec.

Categories: Różne | 1 Comment

tydzień z lekarzami cd.

March 19th, 2006

Aby mieć jasność proponuję zacząć od poprzedniego wpisu gdyż tam cała historia się zaczyna.

Dla przypomnienia: Wtorek. Stoję przed gabinetem chirurga, licząc na rozpatrzenie moich problemów. W ogonie nie stoje oczywiście sam …

Nastała chwilowa cisza – krzykacz umilkl, jednak wzrok nieprzejednany mówil wszystko. Cóż powoli zbliżam się do drzwi do gabinetu, niestety znów mała przeszkoda, w zamęcie okazało się, że przed kobitką za którą zająłem sobie kolejkę były jeszcze dwie osoby… Kobiecina próbowała polemizować, ale następny z rodu krzykaczy powiedział, że on tu stał i już. Szkoda gadać, nie wytlumaczysz takiemu, że jak wyłazi z kolejki to na  zawsze. No dobra, w sumie to “tylko” dwóch więcej. Docieram do drzwi, nie ma już komisyjnych, jest tylko delikatny ogon za mną. Wchodzę. Taksowany wzrokiem przez pigułę[P] siadam na krzesełku obrotowym. Za chwila zjawia się i doktor[D], no i popadamy w konwersację
[D] Co dolega ?

[J] To i tamto. Pokazać ?
[D] Tak. [pokazuję]. Hm no tak, hm no dobrze wytniemy. Pani Basiu kiedy termin?

[P] Panie doktorze może byc tego dnia, ale to będzie piąty, albo tamtego jako czwarty ?

[D] Piąty ?? Pani Basiu co to to nie. Pisać jako czwartego na tamten dzień. Pasuje?

[J] Pasuje … Do widzenia

I tak oto po 1,5 h stania, mam termin – znów będę musiał przyłazić, ścierać się z ogonem (a może już nie ??), i tracić czas, a cały cholerny zabieg idzie zrobić w 20 min!!! Ale nie, trzeba stracić na niego kilka godzin, ma się wtedy wrażenie, że to poważna sprawa.

Został jeszcze laryngolog, ale to w następnym odcinku cdn.

Categories: Różne | No Comments

tydzień z lekarzami

March 17th, 2006

Połaziłem ja sobie w tym tygodniu po lekarzach: poniedziałek – rodzinny, wtorek – chirurg, czwartek – laryngolog x2. Mnóstwo wrażeń i doświadczeń które opiszę poniżej ale po kolei. Postanowiłem, że w tym tygodniu trochę zajmę się sobą – chodzi o kilka podejrzanych pieprzyków na plecach, oraz nieustający problem z gardłem. U rodzinnego poszło gładziutko, dostałem dwa skierowania do specjalistów, co prawda nie obeszło się bez wojny numerkowej pod dzrzwiami gabinetu. Jakiś koleś krzyczał, że on już nikogo nie przepuści i teraz to on wchodzi, inni w ogóle nie mieli numerków, także po krótkim czasie  wylądowałem  w gabinecie, a potem z wyżej wymienionymi skierowaniami w książeczce RUM-owskiej.  Mając  skierowania  w ręku poleciałem w dół do rejestracji i tutaj znów gładziutko: okazało się, że chirurg na wtorek, laryngolog na czwartek. Zaś cud :) . Lyczyłem na terminy kwiecień – maj a tu taka niespodzianka. Wtorek. Lecę przed 14-tą do chirurga – 4 piętro, na szczęście winda działała. No i zaczęło się – tam jeszcze ciekawiej niż przed drzwiami rodzinnego: z 15 ludzi – hałas i harmider w jednym. Pytam się więc kulturalnie kto ostatni – jakaś kobitka mówi, że ona, no więc wynika że teraz ja. Oczywiście jakby tego było mało ludziki napływają ciągle, jak ćmy do światła, ale co mnie to – miejsce w kolejeczce zajęte więc czekam sobie spokojnie. No oczywiście zapomniałbym – w kurtkach wstęp wzbroniony – więc jeszcze wycieczka windą w dół w górę i już jestem. A tam nagle dwie kolejki – jedni z jakiś komisji – co to każdy z kartką liczy na podbicie przez lekarza, no i reszta czyli my pacjenty. Niestety kolejka komisyjnych jest obslugowana jako pierwsza – wszyscy więc warczą – któryś już nie wytrzymał i zaczął się drzeć – że się wpychają, ze on pierwszy i ma w d… ze ktoś ma kartkę w łapie. Cool ! NIe odzywam się tylko sobie obserwuję. Za chwilę z gabinetu wychodzi pielęgniarka – “Jeżeli nie będzie spokoju, to doktor nikogo nie przyjmie” – kłębowisko milknie, ale każdy zębiska pokazuje. cdn.

Categories: Różne | No Comments